Rok WIARY

Katecheza 41 – „Formowanie sumienia”

Gdy ktoś popełnia jakąś okrutną zbrodnię, wówczas zwykliśmy mówić, że „ten człowiek chyba nie ma sumienia, ani żadnych skrupułów i hamulców moralnych”. W takiej potocznej ocenie wskazujemy, że sumienie tego człowieka zostało zdeformowane, lub po prostu nie było wcześniej właściwie ukształtowane.
Sumienie, aby mogło właściwie spełniać swoje zadanie, musi być uformowane. Co powinno być celem wychowania sumienia oraz jak powinien przebiegać ten proces?

Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina, że: „sumienie dobrze uformowane jest prawe i prawdziwe”. Stąd celem formacji sumienia jest na pierwszym miejscu ukształtowanie dyspozycji do wykonywania pozytywnych wyborów sumienia. Polega to na wypracowywaniu w sobie cechy prawości, która nakazuje zawsze wybierać dobro, a unikać zła zgodnie z własnym sumieniem. Obok cechy prawości Kościół stawia wymóg prawdziwości sumienia. W tym wypadku rzecz dotyczy posługiwania się obiektywnymi kryteriami oceny moralnej, które pozwalają na dokonywanie właściwego osądu sumienia opartego na Bożej prawdzie. W praktyce polega to na przyjmowaniu obiektywnego systemu moralnego, zbudowanego na prawie naturalnym, na Dekalogu oraz przykazaniu miłości Boga i bliźniego. Dziś bardzo poważną przeszkodą we właściwym kształtowaniu sumienia jest lansowane współcześnie przekonanie, że zasady moralne są rzeczą względną. Dokonywane w tym duchu rozmywanie granic między dobrem a złem, prawdą a fałszem, pięknem a brzydotą prowadzi do głębokiej deformacji ludzkich sumień.

W procesie formowania sumienia niezbędnymi narzędziami są, jak czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego, „właściwe wychowanie, przyjmowanie słowa Bożego i nauczanie Kościoła”. We właściwym wychowaniu najważniejsza i niezbywalna jest rola rodziców. W kształtowaniu sumienia potrzebne jest także otwarcie się na dary Ducha Świętego, na rady ludzi mądrych, stała praktyka modlitwy oraz rachunku sumienia. Proces wychowania sumienia jest zadaniem, które człowiek winien podejmować przez całe swoje życie. „Roztropne wychowanie kształtuje cnoty, chroni lub uwalnia od strachu, egoizmu i pychy, fałszywego poczucia winy i dążeń do upodobania w sobie, zrodzonego z ludzkich słabości i błędów”. Jeśli jest ono prowadzone w sposób właściwy, to zapewnia wewnętrzną wolność człowieka i prowadzi do pokoju.

W życiu codziennym zdarzają się sytuacje wyjątkowo trudne pod względem oceny moralnej – nawet dla kogoś, kto ma właściwie uformowane sumienie. Z powodu złożoności takich sytuacji mogą rodzić się w sumieniu liczne wątpliwości co do kryteriów osądu moralnego. W takich przypadkach, jak uczy Katechizm, należy szukać odniesienia w tym, co jest rzeczywiście słuszne i dobre oraz w prawie Bożym. W Katechizmie znajdujemy również bardziej szczegółowe zasady, które powinniśmy zawsze stosować w takich przypadkach. Zgodnie z nimi: po pierwsze „nigdy nie jest dopuszczalne czynienie zła, by wynikło z niego dobro”; po drugie – w postępowaniu moralnym obowiązuje „złota zasada”: „Wszystko… co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie!”; po trzecie wreszcie – „miłość zawsze przejawia się w szacunku dla bliźniego i jego sumienia”.

ZAPAMIĘTAJ
Każdy z nas powinien wykorzystywać odpowiednie środki do formowania swego sumienia. W tym słowo Boże i nauczanie Kościoła jest światłem na naszej drodze, gdy przyjmujemy je przez wiarę i modlitwę. Proces formowania sumienia winien trwać przez całe życie człowieka.
Najbardziej pomaga w kształtowaniu sumienia spoglądanie na życie w świetle Miłości z Krzyża.
Na ile spotkanie z tą miłością wpływa na moje wybory, podejmowane decyzje?

Ks. Marek Chmielewski
bł. Marcelina Darowska

Prawdziwy wychowawca to ktoś, kto potrafi wydobyć z człowieka drzemiące w nim dobro. Każdy człowiek jest bowiem stworzony na obraz i podobieństwo Boże, dlatego w każdym bez wyjątku jest jakieś dobro, jako ślad Bożego dzieła w człowieku. Aby to dobro człowiek potrafił w sobie dostrzec i wydobyć, musi obudzić zdrowe sumienie. Oznacza to, że musi się nauczyć z pomocą mądrych wychowawców rozpoznawać w sobie głos Boży, który podpowiada jego wolnej woli, co jest dobre, a co złe.
Taka idea przyświecała bł. Marcelinie Darowskiej (1827-1911), która założone przez nią w Rzymie w 1858 r. zgromadzenie sióstr niepokalanek, w 1863 r. przeniosła do Jazłowca, leżącego na terenach dzisiejszej południowej Ukrainy. Jej duchową córką jest s. Marta Wołowska, jedyna błogosławiona Lublinianka, której portret jest w naszej Archikatedrze.
Błogosławiona Marcelina była genialnym pedagogiem, choć nie ukończyła żadnych studiów w tym zakresie. Jej formalna edukacja ograniczyła się do kilku lat nauki w szkole dla szlacheckich córek w Odessie. Swą mądrość czerpała z kilkuletniego doświadczenia życia w szczęśliwym małżeństwie, a nade wszystko z wrażliwego sumienia i mistycznego zjednoczenia z Bogiem. Po nagłej śmierci męża, a zaraz potem kilkunastomiesięcznego syna, pod kierunkiem pierwszych zmartwychwstańców (o. H. Kajsiewicza i o. P. Semenenki), Darowska zaczęła tworzyć nowe zgromadzenie zakonne. Od początku przyświecała jej idea odrodzenia Polski uciemiężonej zaborami przez wychowanie mądrych kobiet, które będą kierować się w swym życiu bardziej prawym sumieniem, niż uczuciem. W tym celu założyła kilkanaście szkół dla dziewcząt, m.in. w Jarosławiu, Nowym Sączu i Szymanowie koło Sochaczewa.
Z każdą z wychowanek utrzymywała kontakt listowy. Pozostało więc po niej ponad 11,5 tys. listów. Zarówno w korespondencji, jak i w prywatnych rozmowach Błogosławiona zawsze podkreślała to, co dobre w każdej z uczennic, a co jest ziarnem Bożym zasianym w glebę ludzkich serc. Wychowywała więc nie karceniem, ale odwoływaniem się do wrażliwego sumienia, do poczucia godności bycia dzieckiem Bożym. Genialna pedagogiczna intuicja podpowiadała jej, że siłą narodu są uformowane, dojrzałe sumienia, przede wszystkim pobożnych kobiet.

Katecheza 40 – „Czym jest sumienie?”

Gdy patrzymy na życie i postępowanie niejednego człowieka, to czasem cisną się na usta słowa: Człowieku gdzie jest twoje sumienie? Gdzie ono jest? Przecież je posiadasz, bo każdy człowiek je ma. Każdy się z nim rodzi; i choć na ogół nikt o nim specjalnie się nie uczy, to jednak wie, że należy unikać zła, a czynić dobro. Wie też, że ojca i matkę należy szanować, że trzeba być sprawiedliwym, że nie można zabierać cudzej własności, że czynienie krzywdy drugiemu człowiekowi jest złem. Skąd my o tym wszystkim wiemy?

Wiedzę tę otrzymaliśmy od Boga w ludzkiej naturze. Katechizm Kościoła Katolickiego poucza, że każdy człowiek został obdarzony przez Boga sumieniem. Jest ono „najskrytszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, w nim pozostaje on sam z Bogiem, którego głos rozbrzmiewa w jego wnętrzu”. Należy więc uważnie wsłuchiwać się w ten wewnętrzny głos, który w odpowiedniej chwili nakazuje człowiekowi pełnić dobro, a unikać zła. Osądza on również konkretne wybory, aprobując te, które są dobre, i potępiając te, które są złe. Dzięki wsłuchiwaniu się w wewnętrzny głos, który określany jest przez Katechizm sumieniem moralnym człowieka, można usłyszeć głos samego Boga, który do niego mówi. Sumienie moralne jest zatem sądem rozumu, przez który człowiek rozpoznaje jakość moralną konkretnego czynu, który zamierza wykonać, którego właśnie dokonuje lub którego dokonał. Człowiek we wszystkim tym, co mówi i co czyni, powinien wiernie iść za tym, o czym wie, że jest słuszne i prawe. Właśnie przez sąd swego sumienia człowiek postrzega i rozpoznaje nakazy prawa Bożego. Katechizm poucza też, że człowiek winien roztropnie osądzać konkretne czyny zamierzone lub już dokonane według obowiązujących zasad moralnych oraz ponosić odpowiedzialność za dokonane czyny. Ponadto „człowiek ma prawo działać zgodnie z sumieniem i wolnością, by osobiście decydować, jak postąpić. Nie wolno więc go zmuszać,
aby postępował wbrew swojemu sumieniu. Ale nie wolno mu też przeszkadzać w postępowaniu zgodnie z własnym sumieniem, zwłaszcza w dziedzinie religijnej”.

Człowiek winien nieustannie wsłuchiwać się w wewnętrzny głos swego sumienia. To on powinien być najlepszym drogowskazem w postępowaniu osobistym, rodzinnym, zawodowym i społecznym. Jest to tym bardziej konieczne, że życie nasze niesie z sobą niebezpieczeństwo, iż dość często uchylamy się od wszelkiej refleksji i zastanawiania się nad sobą. Żyjemy w epoce pośpiechu i oczekujemy natychmiastowych efektów naszego działania. Aby nie popełnić błędów, tym bardziej musimy dokonywać wyborów roztropnych, zgodnych z naszym sumieniem. Właśnie człowieka, który dokonuje wyborów zgodnych z osądem sumienia Katechizm Kościoła Katolickiego, nazywa człowiekiem roztropnym.
Św. Augustyn zachęca każdego z nas słowami: „Wróć do swego sumienia, jego pytaj!… Zejdźcie więc – bracia – do waszego wnętrza i we wszystkim, co czynicie, patrzcie na Świadka – Boga!”.

ZAPAMIĘTAJ

Sumienie jest „najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem”. Dzięki sumieniu osoba ludzka rozpoznaje dobro lub zło, biorąc odpowiedzialność za swoje czyny. Sumienie kształtowane przez prawo Boże jest prawe i niezafałszowane.

MOJE WYZNANIE WIARY

Czy badam swoje sumienie i wychowuję je? Co najbardziej kształtuje moje sumienie: negatywne wpływy świata, własne zdanie czy Ewangelia?

Katecheza 39 – „Moralność uczuć”

„Serce nie sługa” – mówi stare polskie przysłowie, obrazowo wyrażając prawdę, że nie można nakazać komuś odczuwania takich czy innych emocji. Z drugiej strony jednak Bóg zakazuje Izraelitom niektórych uczuć, mówiąc „nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata”, albo nakazuje im miłość, polecając: „będziesz miłował bliźniego jak siebie samego”. Również Jezus mówi do swoich uczniów: „to wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”. W naszych codziennych rozmowach mówimy o uczuciach dobrych lub złych. Czasem jednak o uczuciach uważanych za dobre – jak miłość – mówimy, że są złe, nazywając określoną „miłość” złą, zakazaną lub – jak niektórzy z psychologów – „toksyczną”. Czy zatem uczucia podlegają ocenie moralnej? Kiedy są dobre, a kiedy złe?

Na uczucia ludzkie trzeba patrzeć z perspektywy celu, ku któremu kierują człowieka. „Osoba ludzka dąży do szczęścia przez swoje świadome czyny; uczucia bądź doznania, jakich doświadcza” – mówi Katechizm Kościoła Katolickiego. Uczucia są więc bogactwem człowieka i jak każde bogactwo mogą być wykorzystywane dobrze lub źle. „Zasadniczymi uczuciami są: miłość i nienawiść, pragnienie i obawa, radość, smutek, gniew”. Są one naturalnymi składnikami psychiki ludzkiej i – jak mówi Katechizm – „stanowią obszar przejściowy i zapewniają więź między życiem zmysłowym a życiem ducha”. Najbardziej podstawowym uczuciem jest miłość spowodowana upodobaniem do dobra. Jak powtarza Katechizm za św. Tomaszem z Akwinu, „kochać to znaczy chcieć dla kogoś dobra”. „Wszystkie inne uczucia mają swoje źródło w tym pierwotnym poruszeniu serca człowieka ku dobru”. Doświadczenie zła wywołuje nienawiść i lęk, objawia się smutkiem i gniewem, który mu się sprzeciwia.

Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że „uczucia same w sobie nie są ani dobre, ani złe. Nabierają one wartości moralnej w takiej mierze, w jakiej faktycznie zależą od rozumu i woli. (…) Doskonałość dobra moralnego lub ludzkiego wymaga, by rozum kierował uczuciami”. Samo więc „zdenerwowanie się” lub gniew na kogoś nie jest grzechem. Winę moralną zaciągamy w momencie, gdy dobrowolnie takie uczucia „żywimy”, pozwalając im się rozwijać w moim sercu i budować mur między mną a bliźnim, którego mam – zgodnie z nakazem Boga – miłować. Trudno też żywić spontanicznie uczucie miłości do kogoś, kto mnie skrzywdził, jednak decyzją woli mogę mu przebaczyć i modląc się za niego oraz pragnąc dla niego dobra darzyć go miłością. Podobnie ma się rzecz z tak zwaną grzeszną miłością: jeśli spontaniczne zakochanie się w kimś nie może być zrealizowane jako związek wyłączny i trwały w relacji małżeńskiej (bo na przykład osoba, która mnie pociąga, jest już w trwałym związku z kim innym), to jestem zobowiązany do zgodnego z rozumem i wolą przepracowania tego uczucia, co może wiązać się z zerwaniem z nią kontaktu bądź przebudowaniem relacji tak, by była możliwą do zbudowania relacją przyjacielską.

„Uczucia są moralnie dobre, gdy przyczyniają się do dobrego działania; w przeciwnym razie – są moralnie złe” – mówi Katechizm. To nasza wola zgodnie ze wskazaniami rozumu ma kierować uczuciami i podporządkowywać je dobru i szczęściu; same uczucia nie świadczą o świętości bądź jej braku. „Wzniosłe uczucia nie decydują ani o moralności, ani o świętości osób; stanowią niewyczerpany zasób wyobrażeń i odczuć, w których wyraża się życie moralne”.

ZAPAMIĘTAJ

Uczucia (emocje, poruszenia wrażliwości) to naturalne składniki psychiki ludzkiej, które skłaniają do działania lub niedziałania. Same w sobie nie są ani dobre, ani złe. Są moralnie dobre, gdy przyczyniają się do dobrego działania; w przeciwnym razie są złe.Emocje i doznania mogą być przekształcone w cnoty lub zniekształcone w wady.

MOJE WYZNANIE WIARY

Doznaję wielorakich uczuć (np. miłości, nienawiści, lęku, radości, smutku, gniewu). Gdy się pojawiają – nie są ani dobre, ani złe. Czy jestem świadomy istniejących we mnie uczuć? Czy decyzją woli podporządkowuję je dobru, czy złu?.

Katecheza 38 – „Moralność czynów ludzkich”

Codzienne doświadczenia pokazują, że ludzkie postępowanie poddawane jest różnego rodzaju wartościowaniu, ocenom. O jednym czynie mówimy, że był dobry, szlachetny; inny natomiast nazywamy czynem złym, haniebnym. Zauważamy też, że poszczególne czyny oceniane są zazwyczaj jako moralnie dobre lub złe, albo też moralnie obojętne. Co rozstrzyga o tym, że ludzki czyn jest moralnie dobry lub zły?

Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że ocena moralna ludzkich czynów zależy od trzech elementów: przedmiotu działania, zamierzonego celu czyli intencji, oraz okoliczności. Spróbujmy wyjaśnić wymienione elementy warunkujące moralność czynów ludzkich. Przedmiot działania (tzw. przedmiot moralny lub cel wewnętrzny) – to sedno danego czynu, czyli odpowiedź na pytanie, czym on właściwie jest.

Na przykład: miłosierdzie jest z natury przychodzeniem z pomocą komuś w trudnej sytuacji, kłamstwo jest z natury wprowadzaniem kogoś w błąd, morderstwo jest z natury pozbawianiem życia itd. To obiektywna strona ludzkiego działania, która ma decydujący wpływ na ocenę, czy dany czyn jest dobry, zły lub obojętny moralnie.
Intencje – to wewnętrzne, subiektywne przekonanie człowieka, o co mu chodzi, co zamierza osiągnąć, jaki ma cel, robiąc to czy tamto. Człowiek może podejmować to samo działanie z różnych intencji, np. można wyświadczyć komuś przysługę, aby zyskać jego przychylność, lub z bezinteresownej życzliwości. Intencja może wpłynąć na ocenę moralną czynu. Dobra intencja nigdy nie sprawi, że zachowanie, samo w sobie złe, stanie się dobre.

Okoliczności są drugorzędnymi elementami czynu moralnego. Wyrażają je pytania: kto, co, gdzie, jakimi środkami, dlaczego, w jaki sposób, kiedy? Okoliczności przyczyniają się do zwiększenia lub zmniejszenia dobra lub zła moralnego czynów ludzkich (np. wysokość skradzionej kwoty lub jałmużny). Mogą one również zmniejszyć lub zwiększyć odpowiedzialność sprawcy (np. działanie ze strachu przed śmiercią). Okoliczności nie mogą jednak same z siebie zmienić jakości moralnej samych czynów; nie mogą uczynić ani dobrym, ani słusznym tego działania, które jest samo w sobie złe. Aby ludzki czyn był moralnie dobry konieczne są jednocześnie: dobry przedmiot, dobry cel i okoliczności świadczące o dobru.

Chrześcijaństwo odrzuca tzw. etykę sytuacyjną, która głosi, że jedynie dana sytuacja dyktuje człowiekowi, jak się ma zachować. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Błędna jest ocena moralności czynów ludzkich, biorąca pod uwagę tylko intencję, która je inspiruje, lub okoliczności (…). Istnieją czyny, które z siebie i w sobie, niezależnie od okoliczności i intencji, są zawsze bezwzględnie niedozwolone ze względu na ich przedmiot, jak bluźnierstwo i krzywoprzysięstwo, zabójstwo i cudzołóstwo. Niedopuszczalne jest czynienie zła, by wynikło z niego dobro”. Podsumowując zatem nasze rozważanie należy jasno stwierdzić, że cel nigdy nie uświęca środków.

ZAPAMIĘTAJ

Czyn ludzki oceniamy jako moralnie dobry, gdy jednocześnie jest dobry jego przedmiot (zachowanie, działanie, rzecz), dobry cel (intencja) i okoliczności. Niedopuszczalne jest czynienie zła, nawet usprawiedliwione dobrem (cel nie uświęca środków!). Dobre działanie niszczy zła intencja.

MOJE WYZNANIE WIARY

Czy nie usprawiedliwiam różnymi okolicznościami swoich złych czynów? Czy przyglądam się najgłębszym intencjom swoich działań i zachowań?

Ks. Marek Chmielewski
bł. Karolina Kózkówna

Żaden czyn nie jest moralnie obojętny — jest dobry, albo zły. Kierować się zasadami moralnymi oznacza nie tylko jednoznacznie oceniać swoje lub cudze czyny jako dobre lub złe, ale przede wszystkim, nawet za cenę życia, starać się czynić to, co jest obiektywnie dobre.
Tak było w przypadku szesnastoletniej Karoliny Kózka z podtarnowskiej wsi Wał-Ruda. Urodzona w dzień Matki Bożej Anielskiej (2 VIII 1898) i wychowana przez pobożnych rodziców, od dziecka dużo modliła się do Maryi, zwłaszcza na różańcu, chętnie służyła innym pomocą, wiejskie dzieci uczyła katechizmu, a  dorosłym, którzy siadali w  niedzielne popołudnia przed swoimi domami, czytała religijne książki i Pismo Święte. Zawsze w niedziele i często w zwykły dzień chodziła do kościoła. Mimo iż była dobrze zbudowaną, wyrośniętą dziewczyną, to naśladując Matkę Bożą, najbardziej ceniła sobie czystość.
Jesienią 1914 r. podczas I wojny światowej przez okolicę przetaczał się front walk austriacko-rosyjskich. W środę rano, 18 XI, matka Karoliny poszła na Mszę św. W tym czasie nagle wszedł do izby uzbrojony rosyjski żołnierz i zażądał wskazania dokąd uciekli Austriacy. Następnie rozkazał Janowi Kózce i Karolinie iść ze sobą do dowództwa, aby tam się wytłumaczyli. Skierowali się do wsi z nadzieją, że znajdą jakąś pomoc, ale Kozak szarpnąwszy ich, skierował w stronę pobliskiego lasu. Gdy weszli między drzewa, przyłożył ojcu karabin do głowy, rozkazując mu wracać do domu, Karolinę zaś popychał przed sobą w środek lasu. Po chwili doszło do szarpaniny, gdy dziewczyna zaczęła uciekać, a potem z całych sił bronić się przed zgwałceniem. Rozzłoszczony Kozak, wyciągnął szablę i ciął ją na oślep po twarzy, szyi i piersiach.
Zalaną krwią, martwą Karolinę zostawił w lesie i wrócił do oddziału. Całe zdarzenie z pewnej odległości widzieli dwaj chłopcy. Ciało Karoliny znaleziono dopiero do dwóch tygodniach. Po obmyciu i dokładnych oględzinach zwłok nie stwierdzono zgwałcenia. Natomiast zadane rany świadczyły o dramatycznej walce Karoliny o swoją godność do ostatniej chwili. W niedzielę, 6 XII 1914 r. odbył się pogrzeb, który zgromadził około 3 tys. ludzi. Od razu mówiono, że to prawdziwa męczennica w obronie czystości i cnót moralnych. Karolinę Kózkównę beatyfikował w Tarnowie Jan Paweł II dnia 10 VI 1987 r. i ogłosił ją patronką młodzieży.

Katecheza 37 – „Wolność człowieka”

Jako naród wiele razy doświadczaliśmy zewnętrznej niewoli. Wystarczy przywołać choćby czas zaborów, niemieckiej okupacji czy komunistycznego zniewolenia. Mimo to, także w tych trudnych czasach, wielu ludzi pozostawało wewnętrznie wolnymi i nie godziło się na narzucane przez zaborcę lub okupanta zbrodnicze prawa.
Przyczyną takiego stanu rzeczy jest fakt, że – jak naucza Katechizm Kościoła Katolickiego – „Bóg stworzył człowieka jako istotę rozumną, dając mu godność osoby obdarzonej możliwością decydowania i panowania nad swoimi czynami”. Mówiąc inaczej, Bóg obdarzył człowieka wolnością, która „jest zakorzenioną w rozumie i woli możliwością działania lub niedziałania, czynienia tego lub czegoś innego, a więc podejmowania przez siebie dobrowolnych działań”. „Prawo do korzystania z wolności jest nieodłącznym wymogiem godności osoby ludzkiej”.

W myśl nauki Katechizmu, ludzka wolność, dopóki nie wybierze Boga jako najwyższego Dobra, zakłada możliwość wyboru między dobrem i złem; pozwala więc człowiekowi albo czynić dobro i wzrastać w doskonałości, albo grzeszyć i pogrążać się w upadku. W ten sposób staje się źródłem zasługi lub winy. Katechizm poucza, że prawdziwa wolność jest wolnością w służbie dobra i sprawiedliwości, dlatego też człowiek tym bardziej staje się wolny, im więcej czyni dobra. Wybranie w życiu nieposłuszeństwa i zła Katechizm nazywa nadużyciem wolności, które w konsekwencji prowadzi do niewoli grzechu. Dzięki wolności człowiek staje się odpowiedzialny za swoje czyny, oczywiście na tyle, na ile mógł je podejmować dobrowolnie. Osoba przymuszona do jakiegoś działania, np. pod groźbą utraty życia, nie musi moralnie odpowiadać za swój czyn. Podobnie, jeśli jakiś człowiek ma zmniejszoną lub wykluczoną poczytalność – wówczas jego odpowiedzialność za czyny jest mniejsza lub w ogóle jej nie ma. Czynnikami zmniejszającymi lub znoszącymi poczytalność, a co za tym idzie odpowiedzialność za konkretne czyny, mogą być na przykład: niewiedza, nieuwaga, przymus, strach, przyzwyczajenie czy nieopanowanie uczuć.
Katechizm poucza, że „każdy czyn bezpośrednio chciany przypisywany jest jego sprawcy”. Oznacza to, że wolny i w pełni poczytalny człowiek odpowiada za swoje działania. Czasem jednak działanie może być zamierzone jedynie pośrednio. O takiej sytuacji mówimy wówczas, gdy jakaś osoba zaniedba swą wiedzę na temat rzeczy, o których wiedzieć powinna, doprowadzając do niezamierzonych przez siebie skutków. Przykładem takiego działania jest spowodowanie wypadku wskutek nieznajomości przepisów ruchu drogowego.
Według Katechizmu skutek ludzkich działań może być dopuszczony, chociaż nie był chciany. Taka sytuacja występuje na przykład, gdy skutkiem czuwania przy chorym dziecku będzie nadmierne wyczerpanie organizmu jego matki. „Zły skutek nie jest przypisywany sprawcy, jeżeli nie był zamierzony ani jako cel, ani jako środek działania, jak na przykład śmierć poniesiona podczas udzielania pomocy osobie będącej w niebezpieczeństwie. Aby zły skutek mógł być przypisany sprawcy, trzeba, aby był przewidywany, a sprawca miał możliwość uniknięcia go”. Z przykładem takiej sytuacji mamy do czynienia, gdy ktoś prowadzi pojazd pod wpływem alkoholu, doprowadzając do wypadku i czyjejś śmierci.
Ludzka wolność jest więc ograniczona i omylna. Dzieje się tak dlatego, że pierwsi ludzie wykorzystali swą wolność do popełnienia grzechu pierworodnego. „Od początku historia ludzkości świadczy o nieszczęściach i uciskach, które zrodziły się w sercu człowieka w następstwie złego wykorzystania wolności”. Fakt bycia wolnym nie powoduje, że człowiek ma prawo do mówienia i czynienia wszystkiego. Oddalając się od prawa moralnego, człowiek godzi we własną wolność i buntuje się przeciw prawdzie Bożej.
Mimo to Bóg szanuje wolność człowieka. Obdarza go też swoją łaską. Nie narusza ona ludzkiej wolności, ale powoduje, że ludzie, będąc jej posłusznymi, stają się coraz bardziej wewnętrznie wolni wobec trudności, nacisków i przymusu świata zewnętrznego.

ZAPAMIĘTAJ

Wolność jest darem Boga; jest możliwością działania lub niedziałania. „Wolność czyni człowieka odpowiedzialnym za swoje czyny w takiej mierze, w jakiej są one dobrowolne”. Dar wolności można wykorzystać ku rozwojowi własnemu lub innych. Dokonując konkretnych wyborów, powinniśmy wziąć pod uwagę prawo Boże, dobro bliźniego i własny postęp duchowy.

MOJE WYZNANIE WIARY

Jestem wolnym człowiekiem. Czy mam świadomość, że ponoszę odpowiedzialność za moje decyzje? Na ile podejmując moje działania kieruję się: własnym egoizmem, opinią otoczenia, dobrem innych, Bożymi przykazaniami?

Ks. Marek Chmielewski
bł. Chiara Luce Badano

Francuskie przysłowie głosi, że „miłość jest dzieckiem wolności” (l’amour c’est l’enfant de la liberté). Oznacza to, że nie można kochać kogoś pod przymusem — zmusić go do miłowania. To znaczy także, że miłość daje prawdziwą wolność, nadaje jej sens. Wolność bowiem to nie swoboda robienia wszystkiego, co się chce (na tym polega swawola), ale to sztuka wyboru większego dobra, by uszczęśliwiać innych. Miłość w istocie to dawanie szczęścia innym. Miłość i wolność zatem są jak dwa skrzydła, na których można wzbijać się ku szczęściu.

Te dwie wartości cechowały Chiarę Luce Badano, zmarłą 7 X 1990 r. na raka kości dziewiętnastoletnią Włoszkę, beatyfikowaną w  podrzymskim sanktuarium Divino Amore dnia 25 IX 2010 r. Od dziecka jej żywa wiara i styl życia kształtowały się pod wpływem Ruchu Focolari.

Latem 1988 roku, podczas gry w tenisa Chiara poczuła ostry ból w ramieniu, który się powtarzał. Gdy diagnoza lekarska wykazała zaawansowaną chorobę nowotworową, ta pełna życia, kochająca muzykę i taniec dziewczyna, nie straciła radości życia w obliczu nieuchronnej śmierci. Oczekiwała jej jako swoich zaślubin z Chrystusem na wieczność. W ostatnich miesiącach życia, kiedy nie wstawała z łóżka, z matką i przyjaciółkami obmyślała każdy szczegół jej „weselnego” pogrzebu. Odwiedzających ją licznych przyjaciół obdarzała pogodą ducha i ofiarowywała za nich swoje modlitwy.  Dotkliwe cierpienie i nieuchronną śmierć w kwiecie życia aktem wolności przyjęła jako dar, by wydobyć z niego dobro dla innych. Pragnęła, aby jej rogówki, jedyne co pozostało w niej zdrowego, po śmierci były przeszczepione komuś, kto ich potrzebuje. Ci, którzy ją pamiętają, mówią, że miała w oczach niezwykły blask. Jeden z lekarzy powiedział: „Udowadniała swoim uśmiechem i wielkimi jaśniejącymi oczyma, że śmierć nie istnieje. Jest tylko życie!”.
Takim blaskiem może promieniować jedynie ktoś, kto kocha i kto czuje się prawdziwe wolny, nawet wtedy, gdy choroba przykuwa go do łóżka. Przed śmiercią Chiara napisała: „Tak naprawdę jedynym czasem, który człowiek ma do dyspozycji, jest chwila obecna, którą trzeba przeżyć do głębi, w pełni ją wykorzystując. Żyjąc w ten sposób, człowiek czuje się wolny, ponieważ nie jest już obciążony ani lękiem o swoją przeszłość, ani troską o swoją przyszłość…”.

Katecheza 33 – Śmierć chrześcijanina

„Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą. Nie potrzeba, aby cały świat uzbroił się, aby go zmiażdżyć: mgła, kropla wody wystarcza, aby go zabić. Ale gdyby nawet wszechświat go zmiażdżył, człowiek byłby i tak czymś szlachetniejszym niż to, co go zabija, ponieważ wie, że umiera” – pisał B. Pascal. Ta myśl prowadzi nas dziś do odpowiedzi na pytania o nasz stosunek do śmierci. Czym zatem – w świetle wiary chrześcijańskiej – jest śmierć?
W naszym ziemskim życiu śmierć jawi się jako jego normalny kres. Kościół naucza jednak, że śmierć weszła na świat z powodu grzechu człowieka. Była więc przeciwna zamysłom Boga Stwórcy. Decydująca dla chrześcijańskiego rozumienia śmierci jest śmierć samego Jezusa Chrystusa. „Także Jezus, Syn Boży – naucza Katechizm Kościoła Katolickiego – przeszedł przez cierpienie śmierci, właściwe dla kondycji ludzkiej. Mimo swojej trwogi przed śmiercią, przyjął ją aktem całkowitego i dobrowolnego poddania się woli Ojca. To posłuszeństwo Jezusa przemieniło przekleństwo śmierci w błogosławieństwo” (KKK 1009). Nowość naszego chrześcijańskiego przeżywania śmierci polega na tym, że przez chrzest w sposób sakramentalny „umieramy z Chrystusem”, aby narodzić się, żyć nowym życiem (KKK 1010). Dlatego mamy prawo wraz z liturgią Kościoła wołać: „Życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy, i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie”.
Kościół naucza również, że śmierć jest zamknięciem czasu, jaki Bóg ofiaruje człowiekowi, by realizował on swoje ziemskie życie w świetle Ewangelii i w ten sposób decydował o swoim ostatecznym przeznaczeniu. Dlatego, gdy zakończy się jeden jedyny bieg naszego życia na ziemi, nie wracamy już do jakiegoś kolejnego życia ziemskiego. Z chrześcijańską nauką o śmierci i życiu wiecznym nie do pogodzenia jest zatem wiara w reinkarnację. „Po śmierci nie ma «reinkarnacji»” – stwierdza jednoznacznie Katechizm. Ponieważ życie jest darem Boga, a śmierć wezwaniem do pełni życia w Nim, dlatego my, katolicy, nie zgadzamy się ani na aborcję, ani na eksperymenty na embrionach, ani na eutanazję – jednym słowem – na redukowanie życia i śmierci do problemu technicznego. Protestujemy także przeciwko czynieniu ze śmierci spektaklu medialnego, jak to się dzieje przez pokazywanie drastycznych scen morderstw i wypadków. W ten sposób bowiem współczesna „cywilizacja śmierci” odziera człowieka z jego godności i pozbawia śmierć jejnajgłębszego wymiaru.
Ogromnie ważne jest uczenie się własnego odchodzenia, przemieniania śmierci w akt posłuszeństwa i miłości wobec Ojca. Jak pisał Tomasza a Kempis: „Tak powinieneś zachować się w każdym czynie i w każdej myśli, jak gdybyś dziś miał umrzeć”. Dlatego w modlitwie „Zdrowaś Maryjo” prosimy Matkę Bożą, aby wstawiała się za nami „w godzinę śmierci naszej”. Dlatego wołamy do Boga: „Od nagłej i niespodziewanej śmierci wybaw nas, Panie”. Powierzamy się świętemu Józefowi, patronowi dobrej śmierci, by był przewodnikiem w drodze do domu Ojca.

ZAPAMIĘTAJ:
Umierać w Chrystusie znaczy „umierać w łasce Bożej, bez grzechu. Wierzący w Chrystusa, idąc za Jego przykładem, może przemienić swoją własną śmierć w akt posłuszeństwa i miłości do Ojca”. Chrześcijanin może też wołać za św. Teresą od Dzieciątka Jezus: „Ja nie umieram, ja wchodzę w życie”.

MOJE WYZNANIE WIARY

Czy towarzysząc osobom odchodzącym z tego świata dostatecznie troszczę się o ich pojednanie z Bogiem? Jak często modlę się o dobrą śmierć dla siebie?

Ks. Marek Chmielewski

33. bł. Stanisław Papczyński

Sobór Watykański II w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym  Gaudium et spes  przypomniał, że „tajemnica losu ludzkiego ujawnia się najbardziej w obliczu śmierci” (nr 18). To, jakie kto ma podejście do śmierci, a szczególnie do własnego przemijania i nieuchronnej konieczności umierania, wiele mówi o jakości jego życia. Chrześcijanin, który wierzy w zmartwychwstanie Chrystusa, rozumie śmierć przede wszystkim jako przejście do pełni życia. I choć nie przestaje się jej bać, to jednak nadaje jej głęboki sens, a doczesne życie widzi jako szansę przygotowania się do tej pełni.
Kościół święty zachęca, aby każdy dobrze przygotował się na własną śmierć, zwłaszcza przez dobre życie. Pomocą w tym jest rozmyślanie o własnym umieraniu i duchowa przyjaźń ze zmarłymi, do których każdy z nas wcześniej.

Takiej postawy wiary w życie wieczne i nadziei na jego osiągnięcie uczył swym życiem i pismami bł. Stanisław Papczyński († 1701), założyciel księży marianów — pierwszego polskiego męskiego zgromadzenia zakonnego.
Żył w czasach licznych wojen i epidemii, wskutek których ginęło mnóstwo ludzi, często całkowicie nieprzygotowanych na śmierć. Bardzo ubolewał z tego powodu i nie tylko sam podejmował różne modlitwy oraz akty pokuty na intencję zmarłych, ale innych zachęcał do wypraszania im Bożego Miłosierdzia i radości życia wiecznego. Wspieranie dusz w czyśćcu cierpiących uczynił jednym z głównych zadań założonego przez siebie Zgromadzenia Księży Marianów.

W jednym z dzieł napisał: „Przejawem najwyższej miłości jest wypraszanie u Boga wolności duszom, które znajdują się w płomieniach czyśćcowych, albo też niesienie im pomocy pobożnymi jałmużnami czy też różnymi innymi sposobami. Bezbożnym i nierozumnym jest ten, kto nie wzrusza się ich mękami i nie niesie pomocy cierpiącym, choć może to robić. […] Wydaje mi się bardzo dziwne, że chrześcijanin może nie słyszeć tych, którzy wołają: «Zlitujcie się, zlitujcie się, przynajmniej wy, przyjaciele moi» (por. Hi 19, 21). A co dopiero powiedzieć o tym, że tylu będziemy mieli w niebie patronów i pomocników, ile wprowadzimy tam dusz z pieca czyśćcowego?”.

Katecheza 32 – Jeden chrzest

Gdy w katolickiej rodzinie przychodzi na świat dziecko, zwykle w niedługim czasie po urodzeniu otrzymuje ono sakrament chrztu. Katoliccy rodzice, decydując się na chrzest dziecka, pragną zadbać o to, by już u początku życia otrzymało ono najcenniejszy dar – łaskę wiary, prowadzącą do zbawienia.

Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że Bóg związał zbawienie z sakramentem chrztu (por. KKK 977). Ten sakrament włącza do społeczności Kościoła. Ochrzczeni mogą otrzymywać i przeżywać zbawienie, żyjąc w łączności z Kościołem, który od początku pozostaje wierny nakazowi misyjnemu. Zgodnie z nim Jezus polecił chrzcić wszystkie narody “w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. W Ewangelii Jezus zapewnił także: “kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony”. Słowa te są wyraźnym potwierdzeniem, że wiara chrześcijańska i chrzest są konieczne do zbawienia.

Mimo dobrej woli kandydatów do chrztu, zdarza się, że chrzest jest czasem niemożliwy do przyjęcia. W związku z tym Kościół naucza o pewnych zastępczych formach, które – nie będąc sakramentem – przynoszą te same owoce jakie daje chrzest (por. KKK 1258). Formy te to tak zwany chrzest krwi i chrzest pragnienia. Chrzest krwi otrzymują męczennicy, którzy ponieśli śmierć za Chrystusa, zanim otrzymali sakrament chrztu. Chrzest pragnienia dotyczy katechumenów, to znaczy osób, które przygotowywały się do chrztu i pragnęły go przyjąć, jednak zmarły w trakcie przygotowań. Kościół wierzy, że zarówno męczennicy, jak i pragnący przyjąć chrzest katechumeni, otrzymują owoce chrztu konieczne do zbawienia. W Katechizmie czytamy, że Bóg, choć związał zbawienie z sakramentem chrztu, “sam nie jest związany swoimi sakramentami” (KKK 1257).

Wierzących często nurtuje pytanie, czy dzieci zmarłe bez chrztu będą zbawione? Kościół poleca takie dzieci miłosierdziu Bożemu podczas przeznaczonego dla nich obrzędu pogrzebu. Jednocześnie wielkie miłosierdzie Boga, “który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni”, pozwala nam mieć nadzieję, że istnieje droga zbawienia dla dzieci, które zmarły bez chrztu.

Ważną kwestią jest także problem zbawienia tych, którzy nie znają Chrystusa i Kościoła. Zgodnie z nauką Soboru Watykańskiego II Katechizm wyjaśnia, że “Chrystus umarł za wszystkich i (…) powinniśmy utrzymywać, że Duch Święty wszystkim daje możliwość uczestniczenia w Misterium Paschalnym w tylko Bogu znany sposób”. Należy również dodać, że Bóg ofiarowuje zbawienie tym wszystkim, którzy szukają prawdy i pełnią wolę Bożą. “Można przypuszczać, że te osoby zapragnęłyby wyraźnie chrztu, gdyby wiedziały o jego konieczności” (KKK 1260).

Nasze doświadczenie życiowe pokazuje, że w codzienności mimo łaski płynącej z sakramentu chrztu świętego wciąż popełniamy grzechy i potrzebujemy Bożego miłosierdzia. Dlatego w sakramencie pokuty i pojednania możemy powrócić do jedności z Bogiem. W Katechizmie czytamy: “Chrystus dał Kościołowi klucze Królestwa niebieskiego, mocą których mógłby przebaczyć każdemu grzesznikowi żałującemu za grzechy popełnione po chrzcie świętym aż do ostatniego dnia życia” (KKK 979).

Bibliografia znajduje się na dole strony

ZAPAMIĘTAJ:

W trakcie chrztu św. zostaje udzielone pełne przebaczenie grzechów i nie pozostaje żadna wina. Ten sakrament włącza nas w życie Trójcy Świętej. Łaska chrztu nie uwalnia jednak naszej natury od jej słabości, dlatego potrzebujemy odpuszczenia popełnionych po chrzcie grzechów w sakramencie pokuty i pojednania. Niezależnie od naszego postępowania już zawsze pozostajemy w oczach Boga Jego przybranymi dziećmi. Jest to źródło radości, która może wciąż w nas trwać.

MOJE WYZNANIE WIARY

Czy znam datę swojego chrztu? Czy jestem wdzięczny za ten dar?

Ks. Marek Chmielewski
św. Cyryl i św. Metody

 Nie ma większego znaczenia, kto udziela chrztu. Ważne jest natomiast, że na mocy tego sakramentu pojedynczy człowiek i całe narody zostają włączone do Chrystusowego Królestwa. Wszyscy otrzymując ten sam chrzest, dostępują jednakowych sakramentalnych darów. Pozostawiają one skutki nadprzyrodzone i doczesne. Narody pogańskie, do których należeli Słowianie pod koniec pierwszego tysiąclecia, z chwilą przyjęcia chrztu weszły do Kościoła świętego, a także do wspólnoty państw, odgrywających w Europie wiodącą rolę.

Wielkie zasługi dla Słowian mają pod tym względem dwaj greccy bracia z Tessalonik w Grecji — święci Cyryl i Metody, których w 1980 roku bł. Jan Paweł II ogłosił Patronami Europy obok św. Benedykta.

Starszy z nich, Michał w młodości pełnił ważną funkcję w administracji państwowej, którą w wieku 25 lat porzucił i wstąpił do klasztoru, przyjmując imię Metody. Idąc w jego ślady 12 lat młodszy brat Konstantyn po studiach w Bizancjum przyjął święcenia kapłańskie. Krótko pracował jako sekretarz patriarchy Konstantynopola. Niebawem także udał się do klasztoru i przyjął imię Cyryl.

W 862 roku udali się na misje na Krym, a rok później na prośbę księcia Moraw Rościsława, zostali wysłani przez cesarza Michała III do pracy misyjnej w Państwie Wielkomorawskim. Starannie przygotowali się do tej pracy. Między innymi przetłumaczyli teksty biblijne i modlitwy liturgiczne na język starosłowiański, zapisany wymyślonym przez Cyryla alfabetem zbliżonym do alfabetu greckiego, czyli tzw. cyrylicą, którą do dziś posługują się ludy Europy Wschodniej.

Wobec oskarżeń o herezje, obydwaj udali się do papieża Hadriana, aby uzyskać jego zgodę. W Rzymie nieoczekiwanie Cyryl zachorował i zmarł w 869 ro-ku na rękach swego brata. Metody powrócił do Słowian, gdzie dalej prowadził pracę ewangelizacyjną, doprowadzając do chrztu całe społeczności. Wy-czerpany gorliwą pracą apostolską wśród ludów słowiańskich, zmarł w 885 roku w Velehradzie. Wpływ jego pracy ewangelizacyjnej sięgał aż na tereny dzisiejszej południowej Polski. Bł. Jan Paweł II w encyklice poświęconej św. Metodemu i Cyrylowi pt. Slavorum Apostoli, podkreślił, że dokonując chrztu Słowian, święci Cyryl i Metody położyli szczególne zasługi dla ukształtowania się i rozwoju tej kultury, z której wyrasta także nasza polska tożsamość (por. SA 21). Jeden jest więc chrzest, a przynosi tyle błogosławionych owoców.

Katecheza 31 – Kościół apostolski

Ilekroć składamy wyznanie wiary, wyrażamy naszą wiarę w Kościół: „jeden, święty, powszechny i apostolski”. Są to cztery przymioty (cechy) Kościoła, nierozdzielnie ze sobą powiązane. One także wskazują na zadanie, jakie Chrystus powierzył wspólnocie kościelnej. Dziś zwrócimy uwagę na określenie „apostolski”. Co to znaczy, że Kościół jest apostolski? Jakie wynikają z tego dla nas konsekwencje?

Najogólniej można powiedzieć, że Kościół jest apostolski, „ponieważ jest zbudowany na Apostołach” (KKK 857). Jest on apostolski w potrójnym znaczeniu: po pierwsze – „był i pozostaje oparty na «fundamencie Apostołów», świadków wybranych i posłanych przez samego Chrystusa”. Po drugie – „zachowuje i przekazuje, z pomocą Ducha Świętego, który w nim mieszka, dobry depozyt (czyli prawdy wiary) i zdrowe zasady usłyszane od Apostołów”. Po trzecie – „w dalszym ciągu – aż do powrotu Chrystusa – jest nauczany, uświęcany i prowadzony przez Apostołów dzięki tym, którzy są ich następcami w misji pasterskiej, to znaczy Kolegium Biskupów. Tych zaś wspomagają kapłani. Ich wspólna posługa prowadzona jest zawsze w jedności z następcą Piotra, Najwyższym Pasterzem Kościoła” (KKK 857).

Mówiąc o rysie apostolskim Kościoła należy najpierw zwrócić uwagę na samo „posłanie” Apostołów. Punktem wyjścia jest tutaj stwierdzenie, że najpierw Jezus jest „Posłanym” Ojca. Na początku swojego posłania powołał On i ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysłać ich na głoszenie nauki. „Od tej chwili oni będą posłani” (KKK 858). To właśnie w nich Jezus kontynuuje własne posłanie przez Ojca. Im przekazuje nakaz misyjny oraz moc do jego wypełniania. Podejmując swoje posłannictwo, Apostołowie byli świadomi, że spełniają je w imieniu Chrystusa. Dobrze wiedzieli, że pozostali wybranymi świadkami Zmartwychwstania. Mieli jednak świadomość i tego, że powierzona im przez Chrystusa misja trwać będzie „aż do skończenia świata”. Dlatego „zatroszczyli się o to, by ustanowić swych następców” (KKK 860), to jest biskupów, wspomaganych przez kapłanów. Swoim bezpośrednim współpracownikom przekazali zadanie kontynuowania rozpoczętego przez siebie dzieła, zobowiązując ich do troski o przejęcie go przez odpowiednich mężów (KKK 861). W ten sposób trwa w Kościele sukcesja apostolska. Biskupi bowiem „z ustanowienia Bożego stali się następcami Apostołów jako pasterze Kościoła; kto więc ich słucha, słucha Chrystusa, a kto nimi gardzi, gardzi Chrystusem i Tym, który Chrystusa posłał”.

Apostolskość odnosi się do całego Kościoła. Wynika stąd, że wszyscy wyznawcy Chrystusa, „choć na różne sposoby, uczestniczą w tym posłaniu” (KKK 863). Biorąc to pod uwagę, Katechizm Kościoła Katolickiego wskazuje na określone zadania, jakie wynikają z owego posłania. Każdy chrześcijanin jest więc apostołem, głosicielem Ewangelii Jezusa Chrystusa. By to czynić skutecznie, potrzeba żyć w ciągłej bliskości Chrystusa. Słuchać Jego słowa, karmić się Jego Ciałem, prowadzić życie sakramentalne. Taki sposób życia czyni z nas prawdziwych świadków, czyli apostołów Królestwa Bożego.

Bibliografia znajduje się na dole strony

ZAPAMIĘTAJ:

Kościół jest apostolski, gdyż:

– jest zbudowany na trwałym „fundamencie Apostołów”,

– zachowuje i przekazuje z pomocą Ducha Świętego, który w nim mieszka, nauczanie, dobry depozyt i zdrowe zasady usłyszane od Apostołów,

– dalej jest nauczany, uświęcany i prowadzony przez Apostołów, obecnych w ich następcach, papieżu i kolegium biskupów.

MOJE WYZNANIE WIARY

Gdy słucham dziś nauczania pasterzy Kościoła, najczęściej myślę:

To nie dla mnie, nie na dzisiejsze czasy; oni nie znają życia; to jest dla mnie za trudne…

A może widzę w tym Bożą prawdę, która wzywa mnie do życia nią?

Ks. Marek Chmielewski
Św. Tomasz z Akwinu

 Kolejną, ważną cechą Kościoła świętego, w który wierzymy, jest jego apo-stolskość. Co to znaczy, że Kościół jest apostolski? Katechizm Kościoła Katolickiego w numerze 857 wyjaśnia, że Kościół jest apostolski w potrójnym sensie, a mianowicie: a) zbudowany jest na „fundamencie Apostołów” (por. Ef 2, 20), czyli na wierze bezpośrednich świadków życia Jezusa; b) zachowuje i przekazuj z pomocą Ducha Świętego całe nauczanie Apostołów; c) w dalszym ciągu, aż do skończenia świata jest nauczany przez następców Apostołów, to znaczy papieża i biskupów.

To dziedzictwo Apostołów Kościół pieczołowicie przechowuje, pogłębia i rozwija dzięki teologom, czyli uczonym, którzy podejmują naukową refleksję nad sprawami wiary. Jednym z najwybitniejszych teologów Kościoła katolickiego był dominikanin — św. Tomasz z Akwinu († 1274). Jego wielkość leży w tym, że umiał połączyć niezwykłą wiedzę ze świętością. Mówiono o nim, że „między uczonymi był największym świętym, a między świętymi największym uczonym”. Wyróżniał się skromnością, pokorą i duchem modlitwy. Był także uzdolnionym poetą. Pozostawił wiele wspaniałych i głębokich dzieł filozoficznych i teologicznych, spośród których na szczególną uwagę zasługuje jego Suma teologiczna. W uznaniu dla jego zasług kilka razy papież chciał go mianować biskupem, ale nie przyjął tej godności, całkowicie poświęcając się uprawianiu teologii, a więc trosce o apostolskie dziedzictwo w Kościele świętym.

Ze względu na głębię jego teologicznej myśli, w późniejszych wiekach nazywany był „Doktorem powszechnym” lub „Doktorem anielskim”, gdyż — jak sam podkreślał — swą wiedzę i mądrość czerpał jedynie z Bożego natchnienia. Papież Pius V, ten który upowszechnił w Kościele odmawianie Różańca świętego w podziękowaniu Bogu za zwycięstwo nad tureckim żywiołem w bitwie morskiej pod Lepanto (1571), w roku 1567 roku ogłosił św. Tomasza z Akwinu Doktorem Kościoła, czyli szczególnie teologiem wyróżniającym się mądrością i świętością.

W swoich dziełach teologicznych przede wszystkim powoływał się na Pismo Święte, spisane według relacji Apostołów i tradycję, jaką oni po sobie pozostawili. W tym sensie ma on ogromne zasługi w podtrzymaniu apostolskiego charakteru Kościoła świętego.

Katecheza 30 – Kościół powszechny

Apostołowie i ich następcy otrzymali od Chrystusa nakaz: ,,Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem”. To posłannictwo Kościół pełni w różny sposób – zależnie od miejsca, mentalności ludzi, tradycji, warunków społecznych. Przekraczając wszelkie bariery i podziały ludzkie, układy i ustroje, Kościół ukazuje swoją powszechność.

Słowo „powszechny”, czyli „katolicki” oznacza „uniwersalny”, czyli „cały” lub „zupełny”. Przymiotnik ten określa Kościół, który obejmuje swą działalnością cały świat, nauczając całości prawdy Chrystusowej. Kościół Katolicki jest więc powszechny w odróżnieniu od tych wspólnot, które uznają tylko część prawdy, albo chcą być kościołami określonego narodu, kręgu kulturowego czy jednej warstwy społecznej.

Katechizm Kościoła Katolickiego naucza: „Kościół jest powszechny, ponieważ jest w nim obecny Chrystus. «Tam gdzie jest Jezus Chrystus, tam jest Kościół powszechny». Istnieje w nim pełnia Ciała Chrystusa zjednoczona z Głową, w wyniku czego Kościół otrzymuje od Niego «pełnię środków zbawienia», której On chciał mu udzielić: poprawne i pełne wyznanie wiary, integralne życie sakramentalne, posługa święceń w sukcesji apostolskiej. W tym podstawowym znaczeniu Kościół był już powszechny w dniu Pięćdziesiątnicy i taki będzie aż do Dnia Ostatecznego. Kościół jest powszechny, ponieważ został posłany przez Chrystusa do całego rodzaju ludzkiego” (KKK 830 –831).

Powszechność Kościoła jest uzasadniona biblijnie. Bóg posłał swojego Syna na świat po to, by przez Niego zjednoczyć wszystko i pojednać ze Sobą. Stwierdzenie: „Kościół jest powszechny” oznacza więc: Kościół głosi pełną wiarę i zbawienie każdemu człowiekowi i całej ludzkości; Kościół dysponuje pełną prawdą i wszystkimi środkami potrzebnymi do zbawienia.

W jaki sposób urzeczywistnia się powszechność Kościoła? Przede wszystkim przez to, że Kościół jest posłany na cały świat, by głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Choć ustanowiony w ściśle określonym czasie i miejscu, jest Kościołem uniwersalnym, obejmującym cały świat. W nim każdy odnajduje swoje miejsce, swoje powołanie: w stanie duchownym, zakonnym i świeckim.

Powszechność jest dla Kościoła nie tylko darem, ale i zadaniem. Kościół jest bowiem mesjańskim Ludem Bożym, który choć nie obejmuje faktycznie wszystkich ludzi, to jednak jest zalążkiem jedności, nadziei i zbawienia dla całego rodzaju ludzkiego. Istniejąca więc już powszechność Kościoła ma być dopiero zrealizowana w pełni poprzez jego działalność misyjną.

Powszechność Kościoła jest niestety przyćmiona podziałami w jego łonie. Poprzez rozbicie między chrześcijanami Kościół nie traci wprawdzie swej powszechności, jednak utrudnia mu ono – w konkretnym życiu – ukazanie jej pełni, czyli katolickości. Pełnię katolickości osiągnąć można tylko drogą właściwie pojmowanego i realizowanego ekumenizmu.

Powszechność Kościoła to również dar i zadanie dla każdego z nas. Czy mamy tego świadomość? Nasze własne świadectwo wiary, szacunek dla drugiego człowieka, postawa misyjna, ukazywanie Chrystusa, dialog i troskę o jedność chrześcijan przyczynia się do ukazywania powszechności Kościoła.

Bibliografia znajduje się na dole strony

ZAPAMIĘTAJ:

Kościół jest katolicki, czyli powszechny, uniwersalny. Jego powszechność wynika z obecności w nim Chrystusa, który odkupił wszystkich ludzi. Jezus posyła nieustannie uczniów do wszystkich narodów, by ich zjednoczyć z Sobą.

MOJE WYZNANIE WIARY

Jestem cząstką Kościoła powszechnego. Jak często modlę się za ludzi z różnych kontynentów, o których słyszę w mediach?

Ks. Marek Chmielewski
Św. Maksymilian Maria Kolbe

 Kościół święty jest jeden. Jest to Kościół Jezusa Chrystusa. Nie ma innego! Jego ważną cechą jest powszechność. Oznacza to, że obejmuje on wszystkich ludzi ochrzczonych, bez względu na ich kolor skóry, język czy miejsce zamieszkania. Z uwagi na to, że Kościół uobecnia Królestwo Boże, nie ma zatem większego znaczenia wśród jego charakterystyk to, co dla polityków stanowi zasadniczy problem, czasem nie do pokonania.

Najbardziej znamiennym przejawem powszechności Kościoła jest w praktyce jego działalność misyjna. Na przykład misjonarze z krajów europejskich, a więc także z Polski, udają się do Afryki czy Azji. Tam, pokonując nie bez dużego wysiłku barierę języka i kultury, całym sercem służą Chrystusowi i ludziom, których On jako dobry Pasterz chce mieć w swej owczarni.

Wśród tysięcy polskich misjonarzy, szczególne miejsce zajmuje św. Maksy-milian Maria Kolbe († 1942). Zanim w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu dobrowolnie poszedł na śmierć w bunkrze głodowym, aby w ten sposób urato-wać ojca rodziny, przez pięć lat w okresie od 1931 do 1936 roku pracował na misjach w dalekiej Japonii. Tam, w Nagasaki założył klasztor franciszkanów konwentualnych, podobny do tego, jaki kilka lat wcześniej z jego inicjatywy powstał w Niepokalanowie. Klasztor ten cudownie ocalał podczas wybuchu bomby atomowej 9 VIII 1945 roku.

Zatroskany o powszechność Kościoła, św. Maksymilian Kolbe marzył o założeniu podobnej misji w Chinach i Indiach. Nie mogąc tego uczynić z przyczyn obiektywnych, po powrocie do kraju, w dalszym ciągu prowadził z wielkim rozmachem pracę ewangelizacyjną. W tym czasie miesięcznik „Rycerz Niepokalanej”, którego wydawanie rozpoczął w 1921 roku, osiągał nakład około miliona egzemplarzy. W 1938 roku w Niepokalanowie uruchomił stację radiową i planował wybudowanie lotniska, aby za pomocą nowoczesnych środków technicznych głosić Ewangelię wszystkim ludziom.

Te dalekosiężne plany misyjne przerwała II wojna światowa i aresztowanie przez gestapo. Jego duchowi synowie do dziś kontynuują to wielkie dzieło. Na-tomiast męczeńska śmierć św. Maksymiliana wciąż wydaje błogosławione owo-ce, bo jest świadectwem wiary w Jezusa Chrystusa i heroicznej miłości do bliźniego.

Katecheza 29 – Kościół święty

Podczas Wielkiego Jubileuszu w roku 2000 papież Jan Paweł II, ubrany w fioletowe szaty, w Bazylice św. Piotra prosił o przebaczenie win, jakich chrześcijanie dopuścili się w ciągu wieków. Wśród najcięższych grzechów ludzi Kościoła Papież wymienił podziały wśród chrześcijan, wojny religijne, nieufność i nietolerancję wobec innych kultur i religii. A przecież składając wyznanie wiary wypowiadamy słowa „wierzę w święty Kościół”. Jak zatem pogodzić grzeszność członków Kościoła z wyznaniem wiary w jego świętość?

Zjawisko grzechu i słabości w Kościele jest faktem bezspornym i widocznym od samych jego początków. Nie grzeszność jednak, ale właśnie świętość stanowi istotę Kościoła. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza: „Kościół jest (…) nieskazitelnie święty. Chrystus bowiem jako Syn Boży, który wraz z Ojcem i Duchem doznaje czci jako «sam jeden Święty», umiłował Kościół jako swoją oblubienicę, wydając zań samego siebie, aby go uświęcić. Złączył go ze sobą jako swoje ciało i hojnie obdarzył darem Ducha Świętego na chwałę Bożą. Kościół jest więc «świętym Ludem Bożym», a jego członkowie są nazywani świętymi” (KKK 823).

Na czym opiera się ta nauka? Już u początków istnienia Kościoła św. Paweł w Liście do Efezjan pisał, że Chrystus umiłował i oczyścił Kościół, aby był on chwalebny, nie mający skazy, święty i nieskalany. Kościół, chociaż składa się z grzesznych ludzi, przez Chrystusa niesie uświęcenie. To w nim także Jezus Chrystus złożył ,,całą pełnię zbawczych środków” (Słowo Boże i sakramenty). W nim wreszcie zdobywamy świętość dzięki łasce Bożej.

Stanowiąc Kościół jesteśmy wspólnotą świętych, bo otrzymaliśmy chrzest święty, uczestniczymy w świętej Eucharystii, przyjmujemy inne sakramenty. Poprzez Kościół doświadczamy wspólnoty z Maryją, aniołami, apostołami i świętymi. W naszych czasach II Sobór Watykański przypomniał prawdę o naszym powszechnym powołaniu do świętości, a Jan Paweł II wskazał na ideę świętości jako nadrzędną dla życia i działalności Kościoła.

Powróćmy jeszcze do wspomnianego na początku paradoksu świętości i grzeszności: Kościół Chrystusowy jest święty, choć składa się z grzesznych ludzi. Każdy z jego członków, niezależnie od pełnionej funkcji, jest grzesznikiem i każdy został objęty zbawieniem Chrystusa. Kościół ma więc świadomość, że tu na ziemi naznaczony jest świętością jeszcze niedoskonałą. Dlatego „podejmuje pokutę i odnowę”. Szczególnie motywują nas do tego okresy pokuty w Kościele, którymi są wszystkie piątki roku oraz okres Wielkiego Postu.

Bibliografia znajduje się na dole strony

ZAPAMIĘTAJ:

Kościół, mimo że obejmuje grzeszników, sam jest święty, ponieważ jego twórcą jest Najświętszy Bóg. Chrystus wydał się na ofiarę, aby go uświęcić. Duch Święty ożywia Kościół swoją miłością. Kościół, a my w nim, ciągle jednak potrzebujemy oczyszczenia na drodze do świętości.

MOJE WYZNANIE WIARY

Czy potrafię dostrzec i zachwycić się Kościołem, który jest święty dzięki obecności Boga? Na ile moja osobista droga wiary przyczynia się do umocnienia świętości Kościoła?

Ks. Marek Chmielewski
Bł. Jan Paweł II

 Wierzymy, że Kościół, którym jako ochrzczeni my jesteśmy, z istoty swej jest święty. Jest on przecież Mistycznym Ciałem Chrystusa, które nieustannie ożywia Duch Święty. Świętość Kościoła wyraża się w tym, że jest on środowiskiem, w którym możliwe staje się osiągnięcie trwałego zjednoczenia z Chrystusem. Dali tego przykład niezliczeni święci i błogosławieni, wyniesieni do chwały ołtarzy. Są oni dla nas nie tylko wzorami do naśladowania, ale przede wszystkim przewodnikami na drogach ziemskiego życia i orędownikami u Boga w dążeniu do doskonałości.

Jednym z nich, bardzo nam bliskim, jest bł. Jan Paweł II, który szczególnie troszczył się o świętość współczesnego Kościoła. W 51 obrzędach kanonizacji osobiście ogłosił świętymi 482 osoby, a podczas 147 beatyfikacji do chwały ołtarzy wyniósł 1338 osób. W tej liczbie jest 9 świętych i 154 błogosławionych z Polski. W ten sposób Papież wpisał się w ducha Soboru Watykańskiego II, który przypomniał, że „wszyscy w Kościele, niezależnie od tego, czy należą do hierarchii, czy są przedmiotem jej funkcji pasterskiej, powołani są do świętości” (LG 39). Nawiązując do tego Jan Paweł II w adhortacji Christifideles laici stwierdził, że „godność świeckich katolików ukazuje się nam w pełni, gdy rozważamy pierwsze i podstawowe powołanie, które Ojciec w Jezusie Chrystusie i przez Ducha Świętego kieruje do każdego z nich, powołanie do świętości, czyli do doskonałości w miłości” (ChL 16). To powołanie, dotyczące także świeckich, „nie jest zwykłym nakazem moralnym, lecz niezbywalnym wymogiem tajemnicy Kościoła” (ChL 16).

Kościół, ponieważ jest Mistycznym Ciałem Chrystusa, z istoty swej jest święty. Jeśli więc my jako wspólnota wierzących stanowimy go, to nie do pomyślenia jest, abyśmy nie dążyli do świętości. Świętość Papież postawił jako kluczowe zadanie Kościoła w trzecim tysiącleciu. W liście apostolskim Novo millennio ineunte wyjaśnił zarazem, że nie chodzi o jakieś nadzwyczajne praktyki ascetyczne, typowe dla zamierzchłych epok, ale „przede wszystkim o dążenie do «wysokiej miary» zwyczajnego życia chrześcijańskiego” (NMI 31). Miarą tą jest miłość Boga i bliźniego. Dzięki więc świętości każdego ochrzczonego Kościół potwierdza swą tożsamość i pełniej staje się znakiem Chrystusa we współczesnym świecie.

Katecheza 28 – Kościół jeden

„Kościół jest jeden”. Czyż takie stwierdzenie nie budzi w nas zdziwienia, gdy żyjąc w społeczeństwie otwartym na różne wpływy nie tylko kulturowe, ale i religijne, słyszymy o wielu Kościołach, np. o Kościele katolickim, ewangelickim czy prawosławnym? Powstaje zatem decydujące pytanie: który Kościół jest tym jedynym właściwym? W każdą niedzielę wyraźnie mówimy: „wierzę w jeden Kościół”. W jakiej relacji stoi więc ów jeden Kościół do innych konkretnych, istniejących obecnie wspólnot kościelnych? Jak rozumieć jedność Kościoła?

Katechizm Kościoła Katolickiego naucza: „Kościół jest jeden: ma jednego Pana, wyznaje jedną wiarę, rodzi się z jednego chrztu, tworzy jedno Ciało, jest ożywiany przez jednego Ducha ze względu na jedną nadzieję, u której kresu zostaną przezwyciężone wszystkie podziały” (KKK 866).

Jak należy rozumieć tajemnicę jedności Kościoła? Kościół jest jeden ze względu na swoje źródło, którym jest doskonała jedność Osób Trójcy Świętej. Jest jeden ze względu na swego Założyciela, którym jest Chrystus. Jest również jeden ze względu na swoją duszę, czyli Ducha Świętego, który „tak dogłębnie wszystkich zespala w Chrystusie, że jest zasadą jedności Kościoła”. Objawia się ona w wyznawaniu jednej wiary otrzymanej od Apostołów, w sprawowaniu tego samego kultu, a zwłaszcza sakramentów oraz w przyjęciu jedynej władzy ustanowionej przez samego Chrystusa. Jako wierzący jesteśmy zobowiązani wyznawać, że tym jedynym Kościołem Chrystusowym jest Kościół katolicki rządzony przez Następcę Piotra i pozostających z nim w łączności biskupów. Wierzymy zatem, że Kościół katolicki – pomimo grzechu i słabości jego wyznawców – jest autentycznym i jedynym Kościołem Chrystusowym. Od samego początku ten jeden Kościół ukazuje się jednak w wielkiej różnorodności, która pochodzi z rozmaitości darów Bożych oraz z różnych zadań, sytuacji i sposobów życia osób do niego należących. Stąd też – jak naucza II Sobór Watykański – „we wspólnocie kościelnej prawomocnie istnieją poszczególne Kościoły, korzystające z własnej tradycji”. Katechizm zaś dodaje: „Kościół Chrystusa jest prawdziwie obecny we wszystkich prawowitych miejscowych zgromadzeniach wiernych, które o ile trwają przy swoich pasterzach, nazywane są w Nowym Testamencie Kościołami (…). W tych wspólnotach, choć nieraz są one niewielkie i ubogie, albo żyją w rozproszeniu, obecny jest Chrystus, którego mocą jednoczy się jeden, święty, katolicki i apostolski Kościół” (KKK 832).

Wielkie bogactwo tej różnorodności nie sprzeciwia się jedności Kościoła. To jedynie grzech i ciężar jego konsekwencji zagraża nieustannie darowi jedności. Jedność Kościoła jest wyraźną i jasną wolą samego Chrystusa. Nawet w godzinie swojej Męki Jezus nie przestawał modlić się do Ojca o jedność swoich uczniów, prosząc, „aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał”. W ciągu wieków w łonie Kościoła pojawiły się rozłamy i podziały (Kościół Wschodni i Zachodni, Kościoły protestanckie. Świadomi szczególnego posłannictwa Kościoła Katolickiego wyznajemy więc, że „w Kościołach i wspólnotach kościelnych, które odłączyły się od pełnej komunii z Kościołem katolickim, istnieją liczne pierwiastki uświęcenia i prawdy. Wszystkie te dobra pochodzą od Chrystusa i prowadzą do jedności katolickiej. Członkowie tych Kościołów i wspólnot są przez chrzest włączeni w Chrystusa: uważamy ich za braci” (KomKKK 163).

Bibliografia znajduje się na dole strony

ZAPAMIĘTAJ:

Kościół jest jeden: ma jednego Pana, wyznaje jedną wiarę, rodzi się z jednego chrztu, tworzy jedno Ciało, jest ożywiany przez jednego Ducha. Rozłamy, które ranią jedność Ciała Chrystusa, dokonują się wskutek sporów i grzechów. Jesteśmy wezwani przez samego Jezusa, byśmy byli jedno.

MOJE WYZNANIE WIARY

W jaki sposób odpowiadam na to wezwanie? Czy nie staję się przyczyną podziałów w rodzinie, w sąsiedztwie, w środowisku pracy, w parafii? Czy modlę się o jedność chrześcijan?

Ks. Marek Chmielewski
Bł. Jerzy Matulewicz

Często świeckie media, którym ulegają również ludzie wierzący, mówią o Kościele świętym w Polsce w taki sposób, jakby on był „toruński” czy „łagiewnicki”, czy też był Kościołem tego, albo innego biskupa. A przecież jest to jeden i ten sam Kościół Jezusa Chrystusa. I nie ma innego! W Kościele nie może być jakichkolwiek podziałów, gdyż Pan Jezus pragnął, „aby byli jedno” (J 17, 21-23).

Wielkim apostołem jedności w Kościele Chrystusowym był bł. Jerzy Matulewicz (1871-1927), biskup wileński, którego grób znajduje się w litewskim Mariampolu, ok. 60 km od granicy z Polską. Jest on odnowicielem pierwszego męskiego zgromadzenia zakonnego księży marianów, założonego w 1673 r. przez bł. Stanisława Papczyńskiego.

Zanim ks. Matulewicz został biskupem, pracował na terenie Diecezji Kieleckiej i w Warszawie, dając się poznać jako wspaniały kaznodzieja i duszpasterz, przede wszystkim zatroskany o sprawy społeczne. Przez jakiś czas wykładał nauki społeczne na Akademii Duchownej w Petersburgu.

Święcenia biskupie przyjął 1 XII 1918 r. w katedrze w Kownie, gdzie 9 lat później odbył się jego pogrzeb. Tydzień później w uroczystość Niepokalanego Poczęcia obył się ingres do katedry w Wilnie.

Gdy objął rozległą diecezję wileńską, w której od 10 lat nie było biskupa, napotkał liczne problemy i bolesne podziały religijne, narodowościowe i polityczne. Podczas ingresu powiedział słynne słowa: „Na wzór Chrystusa będę się starał objąć wszystkich, być wszystkim dla wszystkich. Gotów jestem ponieść śmierć za prawdę. Pragnę być dla was tylko ojcem i pasterzem, naśladowcą Chrystusa. Polem mojej pracy jest Królestwo Chrystusowe i Jego święty Kościół. Moją partią jest Chrystus”. Konsekwentnie wcielał te słowa w życie, doznając wielu oskarżeń ze strony Polaków o to, że popiera Litwinów, oraz oskarżeń Litwinów o to, że bardziej sprzyja Polakom. Mimo wszystko troszczył się o powołania kapłańskie i zakonne, aby odrodzić i zjednoczyć zaniedbany Kościół lokalny.

By nie dać powodu do dalszych podziałów, po 6 latach opuścił diecezję i w 1925 r. został przez papieża mianowany wizytatorem apostolskim na Litwie. W ten sposób mógł w dalszym ciągu budować jedność Kościoła Chrystusowego, w którym byli Litwini i Polacy, Rusini i Łotysze oraz inne narodowości.

Katecheza 27 – Misterium Kościoła

Jako chrześcijanie należymy do rodziny dzieci Bożych, którą jest Kościół. Czy zastanawialiśmy się kiedykolwiek, jak powstała ta szczególna wspólnota i jaką tajemnicę w sobie kryje?

Kościół nie powstał w jednym określonym momencie. Jego tworzenie można by raczej nazwać długotrwałym, rozpoczętym przed wiekami procesem, który będzie trwał aż do ostatecznego wypełnienia. Nastąpi ono, gdy Chrystus powtórnie przyjdzie na ziemię. Jak naucza Katechizm Kościoła Katolickiego, pierwszym etapem powstawania Kościoła był zamysł zrodzony w sercu Boga Ojca. Kolejnymi zaś etapami były: przygotowanie w czasach Starego Testamentu, ustanowienie Kościoła przez Jezusa Chrystusa i objawienie go światu w dniu Zesłania Ducha Świętego (por. KKK 759-768).

Zgodnie z naszą wiarą przyczyny powstania Kościoła należy szukać w odwiecznej woli Boga. On chciał, by ludzie osiągali zbawienie nie pojedynczo, lecz we wspólnocie. Realizacja tej idei trwa od początku świata. Szczególne przygotowanie do założenia Kościoła dokonało się w czasach Starego Testamentu. Gdy ludzie przez grzech zniszczyli jedność z Bogiem i między sobą, Bóg postanowił ją przywrócić i zawarł przymierze z narodem Izraela. Tym samym nadał mu godność ludu Bożego. Lud ten miał być wzorem zjednoczenia wszystkich narodów. Niestety, Izraelici przez złe uczynki zerwali to przymierze. Konieczne więc stało się zawarcie Nowego Przymierza. Ustanowił Jezus Chrystus. Zapowiedział On także nadejście Królestwa Bożego. Zgodnie z wolą Ojca zostało ono zapoczątkowane już na ziemi w założonym przez Jezusa Kościele. Jego historycznym zalążkiem i początkiem jest ewangeliczna „mała trzódka”, czyli ci, których Jezus zgromadził wokół siebie i dla których jest Pasterzem. Niezmiernie doniosłym momentem było ustanowienie dwunastu apostołów z Piotrem na czele. Reprezentują oni dwanaście pokoleń Izraela i stają się fundamentem Kościoła oraz całego Królestwa Bożego (por. KKK 765).

Kluczowym wydarzeniem w procesie powstawania Kościoła było ofiarowanie się Jezusa dla naszego zbawienia, uprzedzone w ustanowieniu Eucharystii, a zrealizowane na krzyżu. Znakiem początku i wzrastania Kościoła – Oblubienicy Chrystusa jest wypływająca z boku Zbawiciela krew i woda. Pięknie określił to św. Ambroży, mówiąc „Jak Ewa została utworzona z boku śpiącego Adama, tak Kościół narodził się z przebitego serca Chrystusa, który umarł na krzyżu” (KKK 766). Rodzący się Kościół reprezentują tam Matka Jezusa i umiłowany uczeń – św. Jan.

Kiedy Zbawiciel ustanowił Kościół na ziemi, już po swoim wniebowstąpieniu zesłał Ducha Świętego. Dzięki temu darowi wspólnota przestała być anonimową grupą wyznawców Jezusa. Ujawniła się wobec świata jako Kościół, który rozpoczął publiczne głoszenie Ewangelii. Od tej chwili jego zadaniem jest prowadzenie wszystkich ludzi do zbawienia. Ludzkie zdolności członków Kościoła to jednak za mało, by skutecznie głosić Dobrą Nowinę. Dlatego też Duch Święty wciąż udziela Kościołowi darów, dzięki którym Ewangelia może być głoszona na całym świecie.

Warto podkreślić, że Kościół ziemski nie jest wieczny, lecz trwać będzie tylko do momentu „chwalebnego powrotu Pana” (KKK 769), kiedy to osiągnie swoje wypełnienie. Zanim to nastąpi, wspólnota wyznawców Chrystusa była, jest i będzie poddawana wielu ciężkim próbom. Po ich pokonaniu „wszyscy sprawiedliwi (…) zostaną zgromadzeni w Kościele powszechnym u Ojca” (KKK 769).

Bibliografia znajduje się na dole strony

ZAPAMIĘTAJ:

Kościół jest równocześnie widzialny i duchowy. To społeczność hierarchiczna i Mistyczne Ciało Chrystusa, utworzone z elementu Boskiego i ludzkiego. Dlatego jest misterium, czyli tajemnicą, którą może przyjąć tylko wiara.

Chrystus – Głowa Ciała – wylewa na swoje członki Ducha Świętego, który buduje, ożywia i uświęca Kościół, by stawał się narzędziem zjednoczenia ludzi z Bogiem. Kościół jest także na tym świecie sakramentem zbawienia, przez który Jezus ukazuje i realizuje tajemnicę miłości Boga do człowieka.

MOJE WYZNANIE WIARY

Jakie mam skojarzenia ze słowem: Kościół? Kościół to oni (hierarchia)? Kościół – świątynia? Kościół to także ja?

Ks. Marek Chmielewski
Św. Pius X Papież

 Katechizm Kościoła Katolickiego uczy, że „Kościół jest w historii, ale równocześnie ją przekracza. Jedynie «oczami wiary» można w jego rzeczywistości widzialnej dostrzec również rzeczywistość duchową, będącą nośnikiem życia Bożego” (nr 770). Jest on bowiem tajemnicą. Z kolei bł. Jan Paweł II w encyklice Ecclesia de Eucharistia (z 17 IV 2003) zwrócił uwagę na to, że Kościół żyje dzięki Eucharystii.

Tę samą prawdę o tajemnicy Kościoła, który żyje Eucharystią, wyraził prawie sto lat wcześniej jego poprzednik św. Pius X (1835-1914). W historii zapisał się głównie tym, że postanowił odrodzić życie eucharystyczne. W tym celu w 1905 roku zalecił praktykę codziennej Komunii świętej, a pięć lat później pozwolił, aby dzieci już wieku 7-8 lat, o ile mają świadomość tego, czym jest Eucharystia, mogły przystępować do I Spowiedzi i Komunii świętej. W trosce o piękno liturgii polecił dokonać reformy muzyki kościelnej. Był człowiekiem serdecznym i skromnym.

Wśród wielu dokonań tego Papieża, szczególnie uderza nas jego życzliwość dla Polski i Polaków. To właśnie on w 1910 r. ufundował nowe korony dla Jasnogórskiego Wizerunku po zuchwałej kradzieży dokonanej jesienią 1909 r. Wcześniej wyraził zgodę na uroczyste koronacje wielu polskich obrazów Matki Bożej, m.in. w Dzikowie koło Tarnobrzega (1904), Lwowie (1905), Krakowie (1907) i Sulisławicach w Diecezji Sandomierskiej (1913). W 1905 roku beatyfikował śląskiego jezuitę Melchiora Grodzieckiego, mianował pierwszych polskich biskupów dla Polonii Amerykańskiej i założył w Rzymie hospicjum dla polskich studentów. Co najważniejsze, wyniósł do godności bazyliki mniejszej jasnogórską świątynię, ustanawiając dzień 26 VIII uroczystością Matki Boskiej Częstochowskiej. Wiedząc o trudnej sytuacji Kościoła w Polsce pod zaborami, obsadzał stolice biskupie właśnie Polakami. Od 1905 r. jego zaufanym szambelanem był późniejszy metropolita krakowski książę Adam Sapieha.

Wspomniana troska o duchowy rozwój dzieci i młodzieży, jak również wiele ciepłych gestów św. Piusa X zaskarbiły mu miano „Papieża dzieci i Polaków”. Niektórzy uważają, że jego przodkowie wywodzili się z Polski, jednak brak na to jednoznacznych dowodów historycznych.

Katecheza 26 – Duch jako dar (charyzmaty)

Niejednokrotnie określamy niektórych ludzi mianem „charyzmatycznych mówców” czy też „charyzmatycznych przywódców”. W ten sposób chcemy powiedzieć, że osoby te posiadają niezwykłe zdolności: dar przemawiania do ludzi czy też niebywałe predyspozycje przywódcze, potrzebne do kierowania innymi. Wynika z tego, że „być osobą charyzmatyczną” to tyle, co być osobą obdarowaną konkretnymi talentami, darami, które pomagają w pracy z innymi ludźmi.

Od początków Kościoła znane są specjalne dary udzielane przez Ducha Świętego zwane charyzmatami. Charyzmaty (z języka greckiego: „dary łaski”) – są to dary ofiarowane przez Ducha Świętego jednostkom lub grupom, mające służyć budowaniu wspólnoty. Poprzez te dary Duch Święty czyni wiernych gotowymi do podejmowania różnych dzieł czy inicjatyw, które mają ożywić wspólnotę i prowadzić do wzajemnego uświęcenia. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że dary udzielane są także „dla dobra ludzi oraz ze względu na potrzeby świata” (KKK 799).

Święty Paweł w swoich listach zalicza do charyzmatów: dar mądrości słowa, dar poznania, dar wiary, dar uzdrawiania, dar czynienia cudów, dar proroctwa, dar rozeznawania duchów, dar języków, dar tłumaczenia języków. Charyzmatem nazywa też działalność apostolską, nauczycielską oraz umiejętność niesienia pomocy i zarządzania. Oczywiście nie da się utworzyć pełnej i zamkniętej listy charyzmatów, ponieważ Duch Święty udziela się różnym osobom i wspólnotom w sposób, którego wymagają w danym momencie konkretne potrzeby. Jak mówi Pismo Święte, „każdy jednak otrzymuje od Boga własny dar: jeden taki, a drugi inny”.

W Katechizmie czytamy: „Charyzmaty powinny być przyjmowane z wdzięcznością przez tego, kto je otrzymał, ale także przez wszystkich członków Kościoła. Są one rzeczywiście wspaniałym bogactwem łaski dla żywotności apostolskiej i dla świętości całego Kościoła, pod warunkiem jednak, że chodzi o dary, które prawdziwie pochodzą od Ducha Świętego. Mają być wykorzystywane w sposób w pełni zgodny z autentycznymi poruszeniami tego Ducha, to znaczy w miłości, będącej prawdziwą miarą charyzmatów” (KKK 800).

W „Hymnie o miłości” apostoł Paweł poucza jednak, by nie przeceniać roli charyzmatów. Wskazuje jednocześnie, że najwyższym charyzmatem jest miłość. Bez niej wszystkie inne dary i talenty są niczym. To właśnie miłość jest najwyższym owocem Ducha.

Ważne jest, by wszystkie zwyczajne i nadzwyczajne dary Ducha Świętego były wykorzystywane dla dobra i budowania wspólnoty oraz stosowane zgodnie z zasadami wspólnej wiary Kościoła. Dlatego, jak naucza Katechizm, „zawsze konieczne jest rozeznawanie charyzmatów. Żaden charyzmat nie zwalnia z posłuszeństwa wobec pasterzy Kościoła (KKK 801).

Bibliografia znajduje się na dole strony

ZAPAMIĘTAJ

Charyzmaty (gr. charisma – dar darmo dany) – zarówno nadzwyczajne, jak również proste i zwyczajne, są łaskami Ducha Świętego. Od chrztu św. posiadamy takie dary złożone przez Ducha Świętego, aby nimi służyć we wspólnocie Kościoła i świecie. W tym znaczeniu każdy chrześcijanin jest charyzmatykiem.

MOJE WYZNANIE WIARY

Czy odkryłem już dary – charyzmaty, którymi obdarzył mnie Duch Święty dla dobra innych?

Ks. Marek Chmielewski
Bł. Anna Maria Taigi

 Duch Święty na różne sposoby działa w Kościele świętym. Jako Osoba- -Dar i Osoba-Miłość — jak uczy bł. Jan Paweł II w encyklice Dominum et Vivificantem — obdarza On wspólnotę wierzących licznymi darami, charyzmatami. Charyzmat, to szczególna postać daru, jaki ktoś otrzymuje nie dla siebie, lecz dla duchowego dobra całej wspólnoty. W tym sensie każdy jest charyzmatykiem, o ile potrafi służyć za narzędzie Ducha Świętego w Kościele.

Niezwykłymi charyzmatami obdarzona była bł. Anna Maria Gianetti (1769-1837), nazywana przez Rzymian „świętą ogniska domowego”. W wieku 20 lat wyszła za mąż za starszego od siebie o 8 lat Domenica Taigi, człowieka trudnego charakteru, ale głęboko wierzącego i pracowitego. Była krucha i nadzwyczaj wrażliwa, lubiła piękne stroje, muzykę i teatr. Urodziła siedmioro dzieci. Pod wpływem pewnego kapłana doznała głębokiego nawrócenia i odtąd zaczęła otrzymywać liczne łaski mistyczne i proroctwa, które niebawem się spełniały, czym zaskarbiła sobie popularność w całym Rzymie. Została tercjarką Zakonu Przenajświętszej Trójcy (trynitarzy).

Wiele osób szukało u niej rady i pocieszenia, tym bardziej, że miała nadzwyczajny dar rozpoznawania stanu ludzkich sumień, a ponadto uzdrawiania z różnych chorób. Często udawała się do chorego, brała go za rękę, modliła się i czyniła znak krzyża, a chory wracał do zdrowia. Jeśli wezwana, nie mogła odwiedzić chorego, posyłała oliwę z lampki, która paliła się pod obrazem Maryi w jej domu. Polecała, aby chory namaścił się tą oliwą dla uzyskania ulgi w cierpieniu. Akta procesu beatyfikacyjnego pełne są świadectw o wyjednanych w ten sposób przez Annę Marię nagłych, cudownych uzdrowieniach z nieuleczalnych chorób, za jej życia i po śmierci. W swojej posłudze innym ludziom była niezwykle pokorna i dyskretna. Choć prowadziła szeroką działalność charytatywną i surową ascezę, w niczym nie zaniedbała obowiązków żony i matki.

Po śmierci 9 VI 1837 r. została pochowana w krypcie kościoła trynitarzy pod wezwaniem św. Chryzogona na rzymskim Zatybrzu. Beatyfikował ją papież Benedykt XV w 1920 r. Także dziś przy grobie tej wzorowej żony i matki wierni otrzymują liczne łaski dla siebie i swoich rodzin.

Katecheza 25 – Duch Święty w historii zbawienia

W czasie pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979 r. bł. Jan Paweł II, kończąc homilię na Placu Zwycięstwa w Warszawie, wołał: „Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi!”. Staliśmy się wtedy świadkami, jak ta żarliwa modlitwa pomogła otworzyć się na działanie Ducha Świętego. O ileż większej mocy musieli doświadczyć zebrani wraz z Maryją w wieczerniku apostołowie, gdy zstąpił na nich Duch Święty.

Zapowiedź Zesłania Ducha Świętego jako daru dla Ludu Bożego znajdujemy w księgach Starego Testamentu. Zwłaszcza u proroków Ezechiela i Joela. Do nich w swoim nauczaniu nawiązuje Jezus, posługując się symboliką wody czystej i żywej, aby wskazać obietnicę, którą jest Duch Święty Ożywiciel. W Piśmie Świętym odnajdujemy wiele symboli określających Ducha Świętego. Są to: namaszczenie i pieczęć, obłok i światło, wyciągnięta dłoń lub palec Boży. „Namaszczonym” czyli pełnym Ducha Bożego jest przede wszystkim Jezus Chrystus. Dla nas namaszczenie stało się znakiem sakramentu bierzmowania. Jest ono niejako pieczęcią, którą naznaczył nas Bóg. Symbole obłoku i światła pojawiają się w Starym Testamencie. Jest to zawsze znak obecności Boga – obłok i światło towarzyszą wyjściu Narodu Wybranego z Egiptu. Znak ten pojawia się również, gdy Duch Święty zstąpił na Maryję Dziewicę i osłonił ją “swoim cieniem”, by poczęła i urodziła Jezusa (por. KKK 697). Tę obecność widzimy później w wydarzeniu Przemienienia na Górze Tabor i Wniebowstąpienia. W geście wyciągniętej ręki, czy palca Bożego moc Ducha uwidacznia się w działaniu Jezusa. Wkładając ręce Jezus leczył chorych i błogosławił dzieci. Palcem Bożym Jezus wyrzucał złe duchy. W Starym Testamencie palcem Bożym zostały spisane przykazania na kamiennych tablicach danych Mojżeszowi. Jednak najczęściej spotykanym symbolem Ducha Świętego jest Gołębica. “Na końcu potopu, (…) wypuszczona przez Noego gołębica powraca, niosąc w dziobie świeży listek z drzewa oliwnego na znak, że ziemia znowu nadaje się do zamieszkania. Gdy Chrystus wychodzi z wody po swoim chrzcie, zstępuje na Niego Duch Święty w postaci gołębicy i spoczywa na Nim” – czytamy w Katechizmie ( KKK 701).

Jezus nazywa Ducha Świętego „obietnicą Ojca”, zapowiada także chrzest Duchem Świętym. Jego zstąpienie na apostołów wiąże z udzieleniem im wielkiej mocy, która uzdolni ich do głoszenia Ewangelii „aż po krańce ziemi”.

Wypełnienie obietnicy zesłania Ducha Świętego dokonuje się w dniu Pięćdziesiątnicy, która była jednym z trzech wielkich świąt żydowskich. Obchodzono ją w pięćdziesiąt dni po święcie Paschy.

Zesłaniu Ducha Świętego towarzyszyły wielkie znaki. Pojawił się szum z nieba, jakby uderzenie gwałtownego wichru, które wypełniło dom, a na zgromadzonych w nim uczniów spłynęły języki ognia. Zaczęli też mówić obcymi językami. Dzięki temu ludzie z najróżniejszych zakątków cesarstwa rzymskiego, zjednoczyli się w słuchaniu i przyjęciu Ewangelii głoszonej przez apostołów. Przez udzielane dary zapowiedziane już w Starym Testamencie, Duch Święty wewnętrznie zbliża ludzi do siebie i tworzy z nich nową wspólnotę, którą jest Kościół. Dzięki zesłanemu Duchowi Świętemu ludzie należący do Kościoła mają przynosić owoce Ducha, którymi są „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” ( KKK 736).

Duch Święty jest Osobą, która przez wieki prowadzi Kościół i wzywa do dawania świadectwa o Chrystusie. Uświęca wiernych poprzez łaski udzielane w sakramentach świętych i usposabia do czynów miłości (KKK 739). On jest Tym, który leczy ludzkie serca i porusza je do dawania świadectwa wierze. On przychodzi z pomocą naszej słabości, gdy nie potrafimy się modlić.

Przekazywanie daru Ducha Świętego dokonywane jest w Kościele poprzez nałożenie rąk. Gest ten wykonywany jest przez kapłanów czasie celebracji każdego z sakramentów świętych. W ten sposób, można powiedzieć, nieustannie trwa w Kościele łaska Pięćdziesiątnicy.

Bibliografia znajduje się na dole strony

ZAPAMIĘTAJ

Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, wszystkiego was nauczy (J14,25). On, Duch Prawdy doprowadzi was do całej prawdy (J16,13). Przez łaskę chrztu zostaliśmy wezwani do uczestnictwa w życiu Trójcy Świętej. Teraz na ziemi idziemy w mroku wiary, a prowadzi nas Duch Święty obecny w sakramentach, w słowie Bożym, w modlitwie, w Kościele.

MOJE WYZNANIE WIARY

Na ile dostrzegam działanie Ducha Świętego w moim życiu?  Aby poznać siebie, trzeba stanąć w świetle Prawdy – Miłości. Czy proszę Ducha Świętego, aby budził we mnie tęsknotę za pełnią życia?

Ks. Marek Chmielewski
św. Katarzyna ze Sieny

Nieprzypadkowo w Credo, czyli wyznaniu wiary, prawda o Kościele, który jest święty, powszechny i apostolski, bezpośrednio sąsiaduje z prawdą o Duchu Świętym. On jest bowiem duszą Mistycznego Ciała Chrystusa, która ożywia i uświęca poszczególne jego członki. Wspaniałe działanie Trzeciej Osoby Boskiej Trójcy objawia się w historii zbawienia, której częścią jest dwutysiącletnia historia Kościoła. Ilekroć bowiem dochodziło do poważnych kryzysów we wspólnocie wierzących na skutek ludzkiej słabości, Duch Święty zawsze wzbudzał wielkie indywidualności, które — uzbrojone Jego mocą — wskazywały drogę powrotu do prawdy i miłości.

Takim narzędziem Ducha Świętego w odnowie Kościoła świętego w XIV w. była św. Katarzyna ze Sieny. Był to okres, kiedy w Kościele dochodziło do poważnych nadużyć i rozłamów w związku z ingerencją władzy świeckiej. O roli Świętej w dziele zjednoczenia Kościoła w tamtym czasie świadczy fakt, że 4 X 1970 roku papież Paweł VI ogłosił ją Doktorem Kościoła.

Już w dzieciństwie pragnęła całkowicie poświęcić swe życie Bogu, co spotkało się ze sprzeciwem rodziców, którzy poddając próbie jej wolę, przez jakiś czas trzymali ją w areszcie domowym i obarczali licznymi obowiązkami. Jednak wszystko dzielnie znosiła, przyjmując te cierpienia w duchu wynagrodzenia za zło, jakie było w Kościele tamtych czasów. Miała liczne przeżycia mistyczne, pod wpływem których napisała dzieło pt. Dialog o Opatrzności Bożej i wiele listów.

Zdecydowała, że zostanie tercjarką dominikańską, i będzie żyć w świecie, aby bezpośrednio oddziaływać na ludzi. Jedną z form jej apostolstwa było pisanie żarliwych listów do księży, biskupów, a nawet do papieży. W ten sposób nakłoniła papieża Grzegorza XI do powrotu z tzw. niewoli awiniońskiej do Rzymu. Jego następca Urban VI poprosił ją, aby przeniosła się ze Sieny do Wiecznego Miasta i tu wspierała go w kierowaniu Kościołem swoją modlitwą i pokutą.

Wyczerpana surowymi pokutami, zmarła 29 IV 1380 r., licząc zaledwie 33 lata. Jej grób znajduje się w rzymskim kościele dominikanów Santa Maria sopra Minerva, obok sławnego Panteonu. Jej kanonizacji w 1461 r. dokonał Pius II. Bł. Pius IX w 1866 r. ogłosił ją patronką Rzymu, zaś Pius XI z chwilą wybuchu II wojny światowej ogłosił ją patronką całych Włoch.

Katecheza 24: Powtórne przyjście

Dobiega końca omawianie drugiej części Składu Apostolskiego, poświęconej tematyce chrystologicznej. Ostatnim elementem tej części Wyznania wiary są słowa: „Stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych”. Wiąże się z nimi zakorzeniona w Nowym Testamencie chrześcijańska nauka o paruzji, czyli o powtórnym przyjściu Chrystusa na ziemię.

Z końcem świata nierozłącznie związane jest dla ludzi wierzących powtórne przyjście Chrystusa w widzialnej postaci na ziemię. Powtórne przyjście Chrystusa na ziemię nazywa się paruzją. Słowo to wywodzi się z języka greckiego (gr. parousia) i dosłownie oznacza obecność, przyjście, przybycie. Jest to termin, którym często posługuje się św. Paweł. Oprócz rzeczownika paruzja używa on wyrażeń bliskich znaczeniowo, takich jak: objawienie się, ukazanie się, dzień Pana, „będziemy z Panem”, „nasze zgromadzenie się wokół Niego”. Odwołując się zatem do bogactwa określeń zawartych w Piśmie Świętym możemy odkryć pełny sens terminu paruzja. Oznacza on przyjście Chrystusa, określone jako objawienie się lub ukazanie oraz zjednoczenie z Nim ludzi

Dlaczego konieczne jest powtórne przyjście Chrystusa? Zmartwychwstanie i wywyższenie to początek panowania Chrystusa. Zasiadając po prawicy Ojca, jest Chrystus Panem nieba i ziemi. Ojciec niebieski wszystko poddał pod Jego stopy – jak mówi List do Efezjan. Chrystus żyje i działa w Kościele, który stanowi początek królestwa Bożego na ziemi. Dostrzegamy jednak, że nie wszyscy ludzie i nie wszys-tkie sprawy tego świata poddane są Chrystusowi. Królestwo Chrystusa prowadzi ciągle jeszcze walkę z mocami ciemności i zła. Dlatego wyznanie wiary w Chrystusa kończy Kościół pełnym nadziei spojrzeniem w przyszłość. Nadzieję tę wyrażamy podczas niedzielnego Credo, kiedy wyznajemy wiarę, że Chrystus „powtórnie przyjdzie w chwale”. Oczekujemy, że na końcu czasów nastąpi ostateczne dopełnienie panowania Jezusa Chrystusa.

Kiedy należy się spodziewać powtórnego przyjścia Chrystusa? Nikt nie może podać konkretnej daty powtórnego przyjścia Chrystusa i tym samym – końca świata (por. KDK 39). Jest to tajemnica znana tylko Bogu. „o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec. Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie” (Mk 13,32-33). Niezasadne są zatem wszelkie próby ustalania daty końca świata. Kościół katolicki odcinał się zawsze od po¬dobnych spekulacji i chrześcijanin nie powinien dawać im wiary.

Chrystus kładzie nacisk, że nie chodzi tu o spekulacje związane z końcem świata, ale o wezwanie do czujności: „Czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie” (Mk 13,33). Całe życie chrześcijanina ukierunkowane być winno na przyjście Chrystusa. Inaczej mówiąc, życie chrześcijanina powinno mieć charakter adwentowy. Ta prawda wyraża się w liturgii Mszy św. Po przeistoczeniu odmawiamy modlitwę, w której wyraża się nasza nadzieja na przyjście Pana.

Reasumując, prawda o powtórnym przyjściu Chrystusa nie powinna nas skłaniać do obliczania daty końca świata, ale do odpowiedzialnego życia chrześcijańskiego. Stanowi ona wezwanie do nawrócenia i pójścia za Chrystusem w obecnym życiu. Wzywa nas do czujności i odpowiedzialności. Równocześnie jednak daje pociechę i nadzieję. Mówi nam, „że cała historia znajdzie kiedyś swój kres, a ten kres nie będzie wejściem w pustkę, lecz w pełnię i doskonałość. Bowiem na końcu prawda, prawo, wolność i życie zwyciężą kłamstwo, niewolę, zniszczenie i nienawiść”.

W Piśmie Świętym czytamy o znakach poprzedzających powtórne przyjście Chrystusa. Katechizm przypomina, że ostateczny tryumf Chrystusa nie nastąpi bez ostatniego ataku mocy zła. „Przed przyjściem Chrystusa Kościół ma przejść przez końcową próbę, która zachwieje wiarą wielu wierzących. Prześladowanie, które towarzyszy jego pielgrzymce przez ziemię, odsłoni «tajemnicę bezbożności» pod postacią oszukańczej religii, dającej ludziom pozorne rozwiązanie ich problemów za cenę odstępstwa od prawdy. Największym oszustwem religijnym jest oszustwo Antychrysta, czyli oszustwo pseudomesjanizmu, w którym człowiek uwielbia samego siebie zamiast Boga i Jego Mesjasza, który przyszedł w ciele” (KKK 675).

Chrześcijanin to człowiek, który nie daje się zwodzić szarlatanom mającym własne recepty na zbawienie człowieka. Chrześcijanin to człowiek. który nie załamuje się mimo trudności i prześladowań, ale pamięta, że Kościół pozostanie zawsze znakiem sprzeciwu dla tych, którzy nie liczą się z rzeczywistością życia wiecznego.

Bibliografia znajduje się na dole strony

ZAPAMIĘTAJ

Chrystus powtórnie przyjdzie na ziemię w widzialnej postaci. Przyjście to nazywa się paruzją. Towarzyszyć mu będą znaki na niebie i ziemi. Nikt nie może podać daty powtórnego przyjścia Zbawiciela. Chrystus wzywa nas do stałej czujności i do przygotowania siebie i świata na tę chwilę. Czuwajmy więc i módlmy się w każdym czasie.

MOJE WYZNANIE WIARY
Podczas Sądu Ostatecznego, gdy Jezus objawi ukryte zamiary serc, czynnikiem decydującym o wejściu do Jego królestwa będzie miłość. Życie w jedności z Bogiem i ludźmi czyni nas gotowymi na spotkanie przychodzącego Pana. Na ile w moim sercu daję przestrzeń dla innych, nikogo nie wykluczając?

Ks. Marek Chmielewski
św. Benedykt z Nursji

Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina, że „w dniu sądu na końcu świata Chrystus przyjdzie w chwale, aby doprowadzić do ostatecznego triumfu dobra nad złem, które w historii, jak pszenica i kąkol, rosły razem” (nr 681). Dodaje ponadto, że „przychodząc na końcu czasów sądzić żywych i umarłych, chwalebny Chrystus objawi ukryte zamiary serc i odda każdemu człowiekowi w zależności od jego uczynków oraz jego przyjęcia lub odrzucenia łaski” (nr 682). Na ten szczególny moment cała ludzkość, zwłaszcza chrześcijanie, mają obowiązek przygotować się przez godziwe, dobre życie, naznaczone miłością.

Bezcenną lekcję odnośnie do tego dał św. Benedykt z Nursji († 547), założyciel zakonu benedyktynów, ustanowiony Patronem Europy przez Pawła VI w 1964 roku podczas Soboru Watykańskiego II. Świadectwem żywej wiary i dzięki swojej Regule, która jako komentarz do Ewangelii, regulowała życie zakonne, Mnich z Monte Cassino przyczynił się do gruntowanej przebudowy średniowiecznej kultury europejskiej. Uczynił to między innymi przez dowartościowanie pracy, także fizycznej, która w starożytności była wyłącznym zadaniem niewolników, gdyż człowiek wolny nie mógł kalać się wysiłkiem. W ten sposób pośrednio przyczynił się do zniesienia niewolnictwa w Europie. Nakazując swoim braciom zakonnym umiejętnie łączyć podejmowane zadania, choćby najprostsze, z modlitwą i celebrowaniem liturgii, uczył, jak uświęcać pracę, a poprzez nią jak uświęcać doczesny świat. Znalazło to wyraz w słynnym haśle należącym do tradycji benedyktyńskiej: ora et labora (módl się i pracuj). Daje ono pierwszeństwo modlitwie i sprawom Bożym, ale też dowartościowuje każde doczesne zaangażowanie. W ten sposób wypełnia się zalecenie Stwórcy, by człowiek czynił so-bie ziemię poddaną (por. Rdz. 1, 28). W tym duchu sam św. Benedykt i jego naśladowcy podkreślają, że życie człowieka wierzącego ma być jedną wielką liturgią — „szkołą służby Pańskiej”, a więc całkowicie ukierunkowane na Tego, który zgodnie z zapowiedzią (por. Łk 18, 8 ) przyjdzie na końcu czasów.

Duchowość benedyktyńska wpisuje się w wielkie dzieło „cywilizacji miłości”, o której uczył bł. Jan Paweł II zafascynowany postacią Mnicha z Monte Cassino. Pan zaś gdy przyjdzie na końcu czasów, to sądzić nas będzie przede wszystkim z miłości (por. Mt 25, 31-46).

Katecheza 23: Wstąpił do nieba

Na Górze Oliwnej w Jerozolimie znajduje się sanktuarium Wniebowstąpienia Jezusa. Od czasów przegranej krzyżowców mieści się tam muzułmański meczet. Jest to sanktuarium jedyne w swoim rodzaju, bo nie posiada dachu: zamknięta murami przestrzeń, gdzie można oglądać niebo i rozmyślać nad tajemnicą Wniebowstąpienia.

W wyznaniu wiary mówimy: wierzę, że Jezus „wstąpił do nieba, siedzi po prawicy Boga, Ojca wszechmogącego, stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych”. Po zmartwychwstaniu Jezus przebywał ze swoimi uczniami przez 40 dni, jadł i pił z nimi oraz pouczał ich o swoim Królestwie. Jezus ostatni raz ukazał się w chwili Wniebowstąpienia. Wstępując do nieba, wywyższył ludzką naturę i jako prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek zasiada po prawicy Ojca (por. KKK 659).

Wniebowstąpienie jest wejściem człowieczeństwa Chrystusa do chwały Bożej. Chrystus nie zostawił na ziemi swojej ludzkiej natury, ale wziął ją ze sobą do chwały niebieskiej. Bardzo precyzyjnie wyraża tę tajemnicę liturgia Mszy św. Otóż w Uroczystość Wniebowstąpienia kapłan wymawia podczas Modlitwy Eucharystycznej następujące słowa: „Zjednoczeni z całym Kościołem, uroczyście obchodzimy święty dzień, w którym nasz Pan, Twój Syn jednorodzony, wyniósł do chwały po Twojej prawicy zjednoczoną ze sobą ludzką naturę”.

Chrystus nie opuścił swoich uczniów. Powiedział im przecież wy¬raźnie. że pozostanie z nimi aż do skończenia świata. Wszedłszy do chwały Bożej, pozostał blisko swoich uczniów, ale w inny sposób. Jest obecny w swoim Kościele: przez Ducha Świętego, przez święte znaki, czyli sakramenty, a zwłaszcza przez Eucharystię. Wraz z wniebowstąpieniem zaczęła się nowa epoka, czas Kościoła. Okres nowej obecności Chrystusa ze swoim ludem. Nie jest to już obecność widzialna, ale nie mniej rzeczywista niż tamta.

Jakie przesłanie dla chrześcijanina wypływa z tajemnicy Wniebowstąpienia? Tajemnica wniebowstąpienia wskazuje na dwie rzeczywistości, pomiędzy którymi rozpięte jest życie człowieka, mianowicie ziemię i niebo.

Chrystus zmartwychwstał i wszedł do chwały Ojca. Zadaniem Jego uczniów, którzy pozostali na ziemi, jest kontynuować dzieło Chrystusa. Mają to czynić żyjąc w świecie, na tej ziemi, na której On żył i umarł, którą odkupił za cenę swojej Krwi. Prawda o wniebowstąpieniu i wywyższeniu Chrystusa nie zachęca do ucieczki od świata i jego problemów. Nie możemy ziemi, na której żyjemy, pozostawić mocom ciemności i pod panowaniem zła. Musimy uczynić z niej królestwo Chrystusa, musimy przygotować ją na ów dzień, w którym Chrystus przyjdzie ponownie w chwale, aby uczynić z niej „ziemię nową”. Oto pierwsza część przesłania, jakie odkrywamy w tajemnicy wniebowstąpienia.

Chrześcijanin, zaangażowany w sprawy tej ziemi, nie może zapomnieć o tym, że jego ojczyzna jest w niebie. Powinien żyć nadzieją, która wykracza poza świat doświadczeń czysto ziemskich. Człowiek wierzący jest realistą i wie, że nie da się zbudować raju na ziemi. Że dobra i radości tej ziemi nie zaspokoją wszystkich tęsknot jego serca, że ziemia zawiedzie jego najlepsze nadzieje. Pamiętając o tym, że ma na ziemi bardzo ważne zadanie do spełnienia, nie zapomina, że jego życie jest wędrówką, której kresem nie jest ciemność i nicość, lecz dom zbudowany ręką Ojca.

Między zadaniem chrześcijanina na ziemi a jego powołaniem do nieba nie ma żadnej sprzeczności. Wręcz przeciwnie, z wiary w życie wieczne wypływa wielka odpowiedzialność za sprawy tego świata. Dlatego wierzący w Chrystusa nigdy nie wierzyli tym. którzy obiecywali raj na ziemi, i sprzeciwiali się tym, którzy odrzuciwszy Boga oddawali boską cześć człowiekowi czy jakimkolwiek wytworom jego rąk i jego umysłu.

Bibliografia znajduje się na dole strony

ZAPAMIĘTAJ

„Po czterdziestu dniach, odkąd Jezus objawił się swoim Apostołom, gdy Jego chwała pozostawała jeszcze zakryta pod postacią zwyczajnego człowieczeństwa, Chrystus wstąpił do nieba i siedzi po prawicy Ojca. Jest Panem, który teraz w swoim człowieczeństwie w wiecznej chwale Syna Bożego rządzi i wstawia się nieustannie za nami u Ojca. Posyła nam swego Ducha i daje nam nadzieję, że pewnego dnia będziemy z Nim na wieki” (KomKKK 132).

MOJE WYZNANIE WIARY
Doświadczając niedostatków i trudów tracimy nadzieję i poczucie sensu życia. Na ile właśnie wtedy wiara pozwala mi odnajdywać obecnego przy mnie Jezusa? Czy obietnica nieba staje się źródłem siły i radości w drodze życia?

Ks. Marek Chmielewski
św. Bernadetta Soubirous

Jeszcze przez 40 dni po zmartwychwstaniu Jezus ukazywał się swoim uczniom i dawał wskazania, jak żyć zgodnie z Jego nauką, oraz zapowiedział zesłanie Ducha Świętego. Potem zakończył swoją ziemską działalność i z Góry Oliwnej w Jerozolimie wstąpił do nieba.

Tym ostatnim akcentem swego pobytu na ziemi przypomniał uczniom, że „nasza ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa…” (Flp 3, 20). Życie na ziemi jest zatem pielgrzymowaniem do nieba. Wśród błogosławionych i świętych mamy wielu świadków tej ważnej prawdy wiary.

Jednym z nich jest św. Bernadetta Soubirous († 1879), której Maryja Niepokalana objawiła się w grocie Massabielle w Lourdes dnia 11 II 1858 roku. Ta uboga czternastoletnia dziewczyna w ciągu 18 zjawień Maryi miała szczęście doświadczyć tego, czym jest niebo w swej istocie. Rozmawiała bowiem i dotykała Królowej Nieba.

Po zakończeniu objawień w połowie lipca 1858 roku, Bernadetta zapragnęła resztę życia spędzić w klasztorze. Z uwagi na atmosferę sensacji wokół jej osoby poradzono jej wstąpienie do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia i Nauczania Chrześcijańskiego w miasteczku Nevers, położonym daleko od Lourdes. Tam zmarła na gruźlicę w wielu 35 lat i została pochowana w klasztornym ogrodzie. W związku z procesem beatyfikacyjnym po 30 latach otwarto jej grób, co wywołało powszechne zdumienie. Mimo iż trumna i habit całkowicie rozpady się, gdyż grób był na podmokłym terenie, to jednak jej ciało było idealnie zachowane, choć zmarła na wyniszczającą chorobę. Umieszczono je w szklanym hermetycznym sarkofagu i wystawiono w kościele na widok publiczny.

Kiedy we wrześniu 2011 roku podczas podróży po Francji mogłem pochylić się nad ciałem św. Bernadetty, uderzył mnie widok jej pięknej młodej twarzy — tej samej, na którą promieniował blask Niepokalanej Dziewicy, Królowej Nieba. Niezaprzeczalny fakt, że niezabalsamowane ciało Świętej po ponad 130 latach nadal zachowuje swoją świeżość, dla nas wierzących jest dowodem na to, że niebo, do którego wstąpił Jezus przed dwoma tysiącami lat, istnieje naprawdę i zaczyna się już tu na ziemi. A kluczem do niego jest świętość na miarę Niepokalanej Dziewicy, z którą spotykała się św. Bernadetta Soubirous.

Katecheza 22: Chrystofanie

W Ziemi Świętej, nad Jeziorem Galilejskim, już w starożytności stał kościół, nazywany dzisiaj Kościołem Prymatu. Wewnątrz tej małej świątyni znajduje się płaska skała, wyraźnie wznosząca się przed ołtarzem. Od samego początku jest ona czczona jako stół, na którym Chrystus spożywał z uczniami posiłek po swoim zmartwychwstaniu. „A kiedy zeszli na ląd – opowiada św. Jan – ujrzeli żarzące się węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb”. Swój opis Ewangelista kończy udzieleniem przez Zmartwychwstałego władzy pasterskiej Szymonowi: „Paś owce moje! Paś baranki moje!”

Ukazywanie się Chrystusa zmartwychwstałego wybranym ludziom – w tym przypadku Piotrowi i Apostołom – teologia nazywa chrystofaniami. Zmartwychwstały Chrystus „dał się widzieć” i w jakiś niezwykły sposób pozwolił doświadczyć swojej nadprzyrodzonej obecności. Wśród tych świadków Chrystusa zmartwychwstałego były niewiasty; apostołowie z Piotrem na czele, uczniowie; był wreszcie Szaweł z Tarsu. Chrystofanie przeżywali ludzie o różnym temperamencie i poziomie wykształcenia. Nie spodziewali się zobaczyć żywego Pana. Niemal wszyscy – zanim je przeżyli – byli w stanie przygnębienia, smutku, nierzadko i strachu przed starszyzną żydowską. Nie ma niczego, co by wskazywało na istnienie jednostkowej czy grupowej egzaltacji, która mogłaby doprowadzić do zbiorowej psychozy i wymyślenia czy wytworzenia patologicznych wizji jako kompensacji przeżytego rozczarowania (por. Jan Paweł II, Katecheza o pustym grobie z 1 lutego 1989 r.).

Jezus podczas chrystofanii nie ukazywał się jako „duch”, jak początkowo uważali niektórzy apostołowie. On sam wyprowadza ich z tego błędu: „Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: «Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam»” (Łk 24,39-40). Jezus ukazuje się w ciele, ale przemienionym, które teologia nazywa ciałem uwielbionym. Nie podlega ono prawom fizycznym i nie należy już do fizykalnego świata. Świadczą o tym choćby następujące relacje Nowego Testamentu w Ewangelii Łukasza i Jana: Uczniowie idą do Emaus i rozmawiają z Jezusem nie rozpoznając Go: „oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali”, lecz gdy zasiadł z nimi przy stole „oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu”. Do apostołów zgromadzonych w wieczerniku „Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych”. Ciało Chrystusa podczas zmartwychwstania przeszło w nową, tajemniczą dla nas, nadprzyrodzoną rzeczywistość. Zmartwychwstały, pozostając w pełni człowieczeństwa, nie należy odtąd do rzeczywistości w taki sam sposób jak inni ludzie i w tym sensie każdą chrystofanię należy uznać za zjawisko nadprzyrodzone. W epoce cywilizacji obrazu i eksperymentu wszelkie sprawy, również te religijne, chcielibyśmy poddać weryfikacji naukowej. Autentyczne przeżycia religijne dokonują się przy współdziałaniu rzeczywistości fizykalnej i nadprzyrodzonej, dlatego przekraczają możliwości eksperymentu naukowego. W sprawie autentyczności chrystofanii jesteśmy zdani na wiarygodność świadków. Apostołowie, świadkowie chrystofanii, zasługują na zaufanie. Znali „sprawę Jezusa z Nazaretu” z autopsji. Byli zdrowi fizycznie i psychicznie, o czym świadczy skuteczność ich misji. Jako ludzie fizycznej pracy, wymagającej twardego realizmu na co dzień, niedowierzający i długo wątpiący, zwolna dochodzili do radosnej i nieugiętej pewności, że „Pan rzeczywiście zmartwychwstał”.

Bibliografia znajduje się na dole strony

ZAPAMIĘTAJ

Chrystofanie to ukazywanie się i osobowe spotkanie apostołów i innych uczniów z Chrystusem zmartwychwstałym. Są one wydarzeniami historycznymi, ponieważ świadkowie tych zdarzeń przeżywali spotkania ze Zmartwychwstałym w konkretnych realiach czasowych i geograficznych. Nasza wiara w Zmartwychwstanie opiera się ostatecznie na przyjęciu ich świadectwa.

MOJE WYZNANIE WIARY
To w Kościele, także dziś, dokonuje się spotkanie ze Zmartwychwstałym. Za jakie osoby chciałbym podziękować Bogu, gdyż były dla mnie czytelnym znakiem Jego działania i prowadziły do Niego?

Ks. Marek Chmielewski
św. Paweł Apostoł

Jezus Chrystus po swoim zmartwychwstaniu, aby dać dowód, że żyje, wiele razy ukazywał się Apostołom i innym swoim uczniom. Takie zjawienie się Jezusa w zmartwychwstałym i przemienionym ciele, chrześcijańska teologia określa mianem „chrystofania”. Chrystofanie miały miejsce nie tylko bezpośrednio po zmartwychwstaniu do czasu wniebowstąpienia, ale także później. W pismach mistyków i świętych znajdujemy bowiem niezliczone fakty ukazywania się Chrystusa, jakie miały miejsce w całej dwutysiącletniej historii Kościoła. Dla przykładu wystarczy przywołać Dzienniczek św. Faustyny Kowalskiej.

Poruszający jest opis ukazania się Zmartwychwstałego Chrystusa św. Pawłowi na przedmieściach Damaszku, dokąd przybył ów gorliwy rabbi i faryzeusz, aby z całą bezwzględnością tępić wyznawców nowej religii. W Dziejach Apostolskich (9, 3-6) czytamy, że nagle olśniła go jasność z nieba, tak że upadł na ziemię. Wówczas usłyszał głos: „Szawle, Szawle, dlaczego mnie prześladujesz?” Zdumiony zapytał: „Kto jesteś, Panie?” W odpowiedzi usłyszał: „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz…”.

To przeżycie, jak najbardziej o charakterze mistycznym, gruntownie odmieniło życie Szawła. Z zagorzałego prześladowcy chrześcijan stał się gorliwym apostołem, który zaniósł Dobrą Nowinę do ludów pogańskich w całej Azji Mniejszej. Zrozumiał, że Zmartwychwstały Chrystus stale żyje w swoim Kościele, to znaczy we wspólnocie wierzących. Zatem atak na kogokolwiek z chrześcijan, to zamach na samego Zbawcę. Z Bogiem zaś walczyć nie wolno!

Wydarzenie pod Damaszkiem to nie jedyna chrystofania w życiu Apostoła Narodów. W swoich listach pasterskich, adresowanych do pierwszych chrześci-jan nawróconych z pogaństwa w Koryncie (2 Kor 12, 1-7) czy Galacji (Ga 1, 16), wzmiankuje o innych podobnych przeżyciach, które miały miejsce później. Podczas nich czuł się porwany do raju, lub — jak mówi — „do trzeciego nieba”. Te głębokie przeżycia mistyczne były dla niego niewyczerpalnym źródłem siły do pracy apostolskiej i mężnego znoszenia prześladowań. Chrystofania, jako mistyczne doświadczenie Chrystusa, nie jest bowiem dla wywołania sensacji czy zaspokojenia ciekawości, ale dla uświęcenia i owocnej służby w Kościele.

Katecheza 21: Zmartwychwstał

Jest taki wyjątkowy poranek, kiedy mimo dnia wolnego ludzie wstają wcześnie z łóżek i biegną do kościoła. Biegną, by zobaczyć pusty grób, w którym złożono Jezusa, by usłyszeć, że On zmartwychwstał. Ta nieprawdopodobna wieść, bardziej nieprawdopodobna niż najbardziej sensacyjne wiadomości, rozchodzi się od dwóch tysięcy lat po całym świecie i wciąż zadziwia. Jest „kulminacyjną prawdą naszej wiary” (KKK 638; por. KomKKK 126), która opiera się na fakcie zmartwychwstania Chrystusa. Ale i dziś są ludzie, którzy nie uznają zmartwychwstania. Twierdzą, że albo Chrystus w ogóle nie istniał, albo – jeżeli już istniał, to nie zmartwychwstał. Inni skłonni są przyjąć, że przeszedł reinkarnację – pojawił się jako ktoś całkiem nowy. Wątpliwości te zasiewane są również w sercach ludzi wierzących.

Czym więc jest zmartwychwstanie? Jest przejściem Chrystusa – wraz z duszą i ciałem – od śmierci do życia poza czasem i przestrzenią. Jest uczestnictwem w stanie chwały (por. KKK 646). Cielesność Jezusa zmartwychwstałego to cielesność uwielbiona. Jego ciało jest to samo, ale nie takie samo. Jest tym samym ciałem, które zawisło na krzyżu, ze śladami gwoździ i włóczni, ale nie takim samym, gdyż przekracza prawa natury (por. KKK 645). Potwierdzają to świadectwa ewangelistów, którzy piszą na przykład, że Jezus po zmartwychwstaniu wszedł do pomieszczenia mimo zamkniętych drzwi (por. J 20,26).

Zmartwychwstanie jest wydarzeniem tajemniczym. Jego rzeczywistość potwierdza pusty grób i świadectwa uczniów. Dla współczesnego człowieka, człowieka obrazu, przekazów telewizyjnych i internetowych, te argumenty wydają się niewystarczające. Dlaczego strażnicy czuwający przy grobie „przegapili” tak nadzwyczajny fakt i nie zdali z niego szczegółowej relacji? Wszystko dlatego, że samo wydarzenie, a tym bardziej jego istota – przejście ze śmierci do życia – były nieuchwytne dla ludzkich zmysłów. W tajemniczy dla nas sposób Chrystus powstał z martwych, opuścił grób, w którym złożono Jego ciało. Jak napisał Jan Paweł II, „fakt ten był zadziwiający dla ludzi, którzy się znaleźli wobec czegoś, co ich przerastało”.

Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa nie jest powrotem do życia ziemskiego, jak na przykład wskrzeszenie Łazarza, które, choć jest wydarzeniem cudownym, stanowi powrót do normalnego życia ziemskiego. Wskrzeszony Łazarz przeżył znów jakiś czas, ale ponownie umarł. Chrystus „nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych” (Mk 12,27), dlatego własną mocą, zgodnie z wolą swego Ojca i napełniony Duchem Świętym, „zmartwychwstał dnia trzeciego, jak oznajmia Pismo”.

Zmartwychwstanie nadaje też sens i potwierdza to wszystko, co Chrystus czynił i czego nauczał: o prawdzie i fałszu; o grzechu i sądzie; o zbawieniu i potępieniu. Jest wypełnieniem obietnic Starego Testamentu oraz zapowiedzi samego Zbawiciela. Jest potwierdzeniem boskości Jezusa. Zmartwychwstanie otwiera człowiekowi dostęp do nowego życia, usprawiedliwia, przywraca łaskę Bożą. Jest zasadą i źródłem naszego przyszłego zmartwychwstania. „Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli” (1 Kor 15, 20). Gdyby nie zmartwychwstał, daremne byłoby nauczanie Kościoła, próżna byłaby także nasza wiara (por. 1 Kor 15, 14).

Bibliografia znajduje się na dole strony

ZAPAMIĘTAJ

Zmartwychwstanie Jezusa jest rzeczywistością nadprzyrodzoną. Jest przejściem ze stanu śmierci do życia poza czasem i przestrzenią. Potwierdza ono bóstwo Jezusa, a dla nas jest podstawą nadziei na powszechne zmartwychwstanie i życie wieczne. Zmartwychwstanie stanowi przede wszystkim potwierdzenie tego wszystkiego, co sam Chrystus czynił i czego nauczał. Wszystkie prawdy, nawet najbardziej niedostępne dla naszego umysłu ludzkiego, znajdują swoje uzasadnienie, gdyż Chrystus dał ich ostateczne, obiecane przez siebie potwierdzenie swoim Boskim autorytetem (por. KKK 651).

MOJE WYZNANIE WIARY
W  Zmartwychwstaniu Chrystusa Bóg radykalnie wkroczył w  historię przetwarzając ją i  nadając jej nowy, boski wymiar. Poprzez posłuszeństwo Jezusa woli Ojca objawia się nieskończona moc miłości Trójcy, która zwycięża grzech i śmierć oraz prowadzi nas do pełni życia. Uczestniczymy w tym przez wiarę i miłość. W jakich konkretnych wydarzeniach mego życia doświadczyłem przemieniającej mocy miłości Boga?

Ks. Marek Chmielewski
św. Grzegorz Wielki

 Kiedy o świcie nazajutrz po święcie Paschy niewiasty, a wśród nich Maria z Magdali, przyszły do grobu, aby dopełnić obrzędów pogrzebania ciała Jezusa, zobaczyły dwóch aniołów, którzy im oznajmili: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma go tutaj, zmartwychwstał…” (Łk 24, 5). Ten fakt stał się podstawą wiary chrześcijańskiej, dlatego św. Paweł dobitnie stwierdza, że „jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, to próżne jest nasze głoszenie i próżna jest wasza wiara” (1 Kor 15, 14). Skoro więc Jezus Chrystus zmartwychwstał, to nie jest On jedynie historyczną postacią, którą można wspominać i podziwiać, lecz jest żywą i realną postacią, którą należy naśladować.

Tak właśnie rozumiał sens prawdy o zmartwychwstaniu Jezusa papież św. Grzegorz Wielki († 640). Zanim został wybrany na Stolicę Piotrową w 590 roku, przez jakiś czas pełnił zaszczytną i odpowiedzialną funkcję prefekta Rzymu. Niebawem jednak wycofał się z życia publicznego i wstąpił do benedyktyńskiego klasztoru św. Andrzeja, który sam założył w swojej posiadłości na terenie Wiecznego Miasta. W wieku prawie czterdziestu lat został diakonem, a potem był nuncjuszem papieskim w Konstantynopolu.

W ciągu 14 lat swego pontyfikatu dokonał wielu ważnych dzieł, które trwale wpłynęły na życie Kościoła i kształt dzisiejszej Europy. Między innymi dokonał ewangelizacji okrutnych Longobardów, którzy od kilkudziesięciu lat pustoszyli cały Półwysep Apeniński. Wysłał misjonarzy poza Alpy i na Wyspy Brytyjskie, umacniał wiarę na terenach dzisiejszej Francji, Hiszpanii i Portugalii. W Rzymie zaś w trosce o najuboższych zorganizował sprawną sieć pomocy charytatywnej. Bardzo troszczył się o świętość kapłanów. Dla nich pozostawił kilka wybitnych dzieł, jak na przykład Reguła pasterska. W formacji duchowej kładł nacisk na realne naśladowanie Chrystusa. Według tego wybitnego duszpasterza, Zmartwychwstały Pan nie może być jedynie przedmiotem teologicznych rozważań i sporów. On, który pokonał śmierć, piekło i szatana, oraz daje pełnię łaski i życie wieczne, jest żywym i niedoścignionym wzorem prawdziwego chrześcijanina.

Sam Papież swoim życiem uczył, że sekret chrześcijańskiej świętości kryje się w wiernym odwzorowaniu w sobie postawy Zmartwychwstałego Pana.

Katecheza 20: Zstąpił do piekieł

Tematem dzisiejszej refleksji będą słowa wyznania wiary, mówiące o tym, że Chrystus został „pogrzebany” oraz „zstąpił do piekieł.”

Wielu współczesnych chrześcijan podważa lub ignoruje istnienie szatana i jego królestwa – piekła, czyli odrzucenia miłości Boga i wiecznego oddalenia od Niego. Dla wielu tym bardziej niezrozumiała i obca jest prawda wiary o zstąpieniu Chrystusa do piekieł, którą wyznajemy odmawiając w pacierzu Skład Apostolski.

Od początku istnienia Kościoła prawda ta była obecna w jego nauczaniu i liturgii. Autor „Starożytnej homilii na Wielką i Świętą Sobotę” obrazowo opisał to wydarzenie tak: Chrystus „idzie, by odnaleźć pierwszego człowieka, jak zgubioną owieczkę. Pragnie nawiedzić tych, którzy siedzą zupełnie pogrążeni w cieniu śmierci; by wyzwolić z bólów niewolnika Adama, a wraz z nim niewolnicę Ewę”. Do sprawiedliwych, którzy wraz z pierwszymi ludźmi czekają na Odkupiciela, woła: „Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, byś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych” (por. KKK 635).

Wypowiadając słowa „zstąpił do piekieł”, myślimy o zbawczym spotkaniu Chrystusa ze zmarłymi sprawiedliwymi Starego Testamentu, które nastąpiło po Jego śmierci krzyżowej w „królestwie zmarłych”. Izraelici nazywali je „szeolem”, Grecy – „hadesem”, a język polski – „otchłanią” lub rzeczywistością „piekieł”. Słowa „zstąpił do otchłani” (w staropolskim: „do piekieł”) nie mówią o zstąpieniu do piekła – stanu potępionych, lecz o zstąpieniu do tzw. „otchłani Ojców” (łacińskie: limbus Patrum), gdzie przebywali sprawiedliwi, którzy zmarli przed śmiercią Chrystusa. Przez swoje zstąpienie do piekieł udzielił On sprawiedliwym światła chwały i wprowadził ich do nieba, przebywającym w czyśćcu przyniósł nadzieję, a potępionym wykazał ich zło.

Ten artykuł wiary znajduje podstawę w wielu tekstach Nowego Testa¬mentu, m.in. w 1 Liście Św. Piotra: „Chrystus bowiem również raz umarł za grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was do Boga przyprowadzić; zabity wprawdzie na ciele, ale powołany do życia Duchem. W nim poszedł ogłosić (zbawienie) nawet duchom zamkniętym w więzieniu, niegdyś nieposłusznym, gdy za dni Noego cierpliwość Boża oczekiwała, a budowana była arka, w której niewielu, bo osiem dusz zostało uratowanych, aby wprawdzie podlegali sądowi jak w ciele, żyli jednak w Duchu – po Bożemu”.

W tej krainie zmarli pozbawieni byli oglądania Boga i odłączeni od Niego. Wejście Jezusa w rzeczywistość śmierci oznacza podzielenie przez Niego powszechnego losu ludzi i przyjęcie na Siebie wszystkich konsekwencji z nim związanych – poczucia samotności w obliczu śmierci, opuszczenia i ciemności. Solidarność Jezusa z losem człowieka jest tak silna, że wkracza On w rzeczywistość człowieczego bytu związanego z grzechem i śmiercią. Szatan chciał oderwać człowieka od Boga, zamknąć mu drogę do nieba, a życie ziemskie oraz wieczne uczynić życiem bez Boga. Stąd wielka wartość zstąpienia Jezusa do otchłani śmierci, bo oto „nawet umarłym głoszono Ewangelię” (1 P 4,6). W ten sposób dokonało się zwycięstwo Chrystusa nad mocami zła, grzechu i śmierci. Bóg pustkę śmierci człowieka wypełnił swoim życiem, które nie zna granic. Dzięki temu zwycięstwu możemy śpiewać o Chrystusie jako Zwycięzcy śmierci, piekła i szatana.

Tego zwycięstwa nad piekłem i szatanem nie można jednak rozumieć jako unicestwienie piekła potępionych i wyzwolenia zeń zarówno złych, jak i sprawiedliwych. Ich los nie jest identyczny. Potwierdza to sam Jezus w wielu przypowieściach – między innymi w przypowieści o ubogim Łazarzu, który oczekiwał wyzwolenia dusz sprawiedliwych na łonie Abrahama (por. KKK 633). Dzięki śmierci Jezusa dostąpiły i dostępują odkupienia wszystkie, minione i obecne pokolenia sprawiedliwych, którzy całą swoją ufność i nadzieję pokładają w Bogu i Jego Miłosierdziu. Tajemnica zstąpienia Jezusa do piekieł jest ciągle obecną w naszym życiu Dobrą Nowiną o zwycięstwie życia nad śmiercią i powołaniu człowieka do życia wiecznego.

Bibliografia znajduje się na dole strony

ZAPAMIĘTAJ

Jezus doświadczył śmierci jak wszyscy ludzie i został pogrzebany. Zstąpił jak inni do krainy umarłych, ale jako Zbawiciel ogłaszając dobrą nowinę uwięzionym duchom. Wyzwolił sprawiedliwych, którzy byli pogrążeni w cieniu śmierci. Zstąpienie do piekieł oznacza, że odkupienie rozciąga się na wszystkich ludzi wszystkich czasów i miejsc.

MOJE WYZNANIE WIARY
Jezus otworzył naszym zmarłym i nam samym drogę do domu Boga Ojca. Jednak rzeczywistość piekła pozostaje jako konsekwencja odrzucenia miłości Boga. W pewien sposób dotykam jej już tu, gdy doświadczam pustki, pogrążam się w rozpaczy. Ale nie jestem w tym sam. Czy przywołuję Jezusa, by wyprowadził mnie z takiego wewnętrznego piekła?

Ks. Marek Chmielewski
Hiob

Jesteśmy świadkami niepokojącego paradoksu w naszych czasach: z jednej strony odrzuca się prawdę o istnieniu szatana i piekła, twierdząc, że to średniowieczny relikt i „księżowski straszak” na grzeszników, a z drugiej obserwuje się niespotykane dotychczas zainteresowanie tematyką satanistyczną i okultystyczną. Przykładem jest bogata literatura na ten temat, jak również kinematografia; satanistyczna saga o wampirach pt. Zmierzch bije światowe rekordy popularności.

Wbrew temu, co dla jakichś ukrytych celów próbuje się wmówić społeczeństwu, że nie ma szatana i wiecznego potępienia w piekle, w naturze człowieka jest wrodzona intuicja tej smutnej rzeczywistości. Zdaje się wskazywać na to nasz język codzienny. Kiedy bowiem ktoś doznaje nieszczęść i cierpienia, zwłaszcza moralno-duchowego w postaci samotności i odrzucenia, gdy dotyka go ludzka złośliwość i głupota, wówczas skłonni jesteśmy mówić, że „doświadcza piekła na ziemi”, albo „ma piekło w domu”.

Piekła w takim sensie doświadczył biblijny Hiob — człowiek bardzo zamożny, cieszący się autorytetem i szacunkiem w swoim środowisku, a przy tym bardzo pobożny, zachowujący w każdym drobiazgu Boże prawo. Jednak, jak czytamy w Piśmie świętym, diabeł z zazdrości i nienawiści do wszystkiego co dobre, zapragnął poddać go próbie, oczywiście za przyzwoleniem Bożym (por. Jb 1, 6-12). Wskutek różnych kataklizmów i nieszczęść Hiob niemal w jednej chwili utracił cały swój olbrzymi majątek, również tragicznie zginęły jego ukochane dzieci. On sam zachorował na jakąś odrażającą chorobę skóry, tak że własna żona brzydziła się nim i unikali go dotychczasowi sąsiedzi oraz przyjaciele. Kilku z nich przyszło do niego, lecz zamiast pocieszenia i wsparcia, szydzili, mówiąc, że gdyby był taki dobry i sprawiedliwy, za jakiego uchodził, to z pewnością Bóg by go nie poddał takiej próbie. Można więc powiedzieć, że Hiob po ludzku dosięgnął dna piekła. Szatan nad nim zatriumfował.

A co na to Hiob? Zamiast przeklinać swój los, złorzeczyć Bogu czy popadać w rozpacz, wyznał z pokorą: „Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!” (Jb 1, 21). Taką postawą dziecięcego zawierzenia Bogu Hiob pokonał pychę szatana. Doświadczenie piekła na zie-mi nauczyło go prawdziwej mądrości i jeszcze ściślej zjednoczyło z Bogiem, który po okresie tej bolesnej próby niezłomną wierność stokrotnie nagrodził licznymi darami.

Katecheza 19: Odkupieńcza śmierć Chrystusa

Vittorio Messori w książce „Przekroczyć próg nadziei” zadał Janowi Pawłowi pytanie: „Dlaczego historia zbawienia jest tak skomplikowana? Czy Bóg-Ojciec rzeczywiście potrzebował krwawej ofiary swego Syna, by nam przebaczyć, by nas zbawić?” Odpowiadając Papież zauważył: „W gruncie rzeczy historia ta jest bardzo prosta”. Jej prostotę – zdaniem Ojca Świętego – najlepiej oddają słowa Chrystusa, skierowane do Nikodema: „Tak […] Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, lecz miał życie wieczne” (J 3,16).

Jezus Chrystus został umęczony na krzyżu, na wzgórzu Golgoty (Kalwaria), podczas obchodów Paschy – największego święta żydowskiego. Stało się to według najnowszych badań biblijnych 7 kwietnia 30 r. Męka i śmierć Jezusa Chrystusa, przedstawione przez Ewangelistów i poświadczone przez inne źródła historyczne, były dobrowolną ofiarą Odkupiciela, podjętą ze względu na miłość Ojca (por. KKK 609), który „nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy” (1 J 4, 10). Syn Boży, pragnąc wypełnić wolę Ojca, wydał na śmierć samego siebie, aby nas wykupić z mocy grzechu i wyzwolić od śmierci wiecznej. Zastępując swoim posłuszeństwem nasze nieposłuszeństwo, odkupił nas i pojednał z Ojcem (por. KKK 615).

Jezus na nowo przerzucił most przyjaźni pomiędzy Bogiem i ludźmi, dokonując tego za sprawą odkupieńczej męki i śmierci, którą podjął całkowicie dobrowolnie. Katechizm Kościoła Katolickiego określa czyn Zbawiciela mianem „aktu najwyższej wolności” (KKK 609). Jezus stwierdzając, że „zstąpił z nieba nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Go posłał” (por. J 6, 38), wyraźnie zarazem podkreśla w przeddzień swej męki: „życie moje oddaję za owce (…) Nikt mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję” (J 10, 15. 18).

Ofiara Jezusa Chrystusa, który niejako zastępując grzeszną ludzkość ofiarował siebie na śmierć (por. Iz 53, 12), aby wynagrodzić Bogu Ojcu za nasze winy i zadośćuczynić za nasze grzechy, stanowi jedyną i ostateczną ofiarę Nowego Przymierza. Przywraca nam ona pełną wspólnotę z Bogiem i jest Jego darem, przewidzianym przez Ojca i podjętym przez Syna Bożego (por. KKK 614). Męka i śmierć zapowiedziane w czasie Ostatniej Wieczerzy, obejmują wszystkich ludzi: są ofiarą za grzechy całego świata (por. KKK 610). W Starym Testamencie w święto Paschy zabijano baranka na pamiątkę wyzwolenia Izraelitów z niewoli egipskiej. Jezus jest prawdziwym Barankiem Paschalnym, którego śmierć wyzwala nas z niewoli grzechu (por. KKK 608). Podczas każdej Mszy świętej wyznajemy tę prawdę, wołając „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami”. Ilekroć bierzemy udział w Najświętszej Eucharystii, uczestniczymy w Ofierze Jezusa Chrystusa i korzystamy z jej obfitych owoców.

W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, iż „Jezus powołuje swoich uczniów do «wzięcia swojego krzyża i naśladowania Go», ponieważ cierpiał za wszystkich i zostawił nam wzór, abyśmy «szli za Nim Jego śladami»” (KKK 618). Uczeń Chrystusa podejmując codzienny krzyż i naśladując Mistrza, ma swój udział w męce i śmierci Zbawiciela. Zgodnie z wielowiekową tradycją Kościoła, wyznawcy Chrystusa rozpamiętują treść tego zbawczego zdarzenia i oddają część Zbawicielowi w różny sposób. Czynią to m.in. poprzez rozważanie ewangelicznych opisów Jego męki i śmierci oraz bolesnych tajemnic różańca, uczestnictwo w nabożeństwach gorzkich żali i drogi krzyżowej, powstrzymywanie się od udziału w zabawie i od spożywania pokarmów mięsnych w każdy piątek oraz przeżywanie okresu Wielkiego Postu w duchu pokuty i umartwienia.

Bibliografia znajduje się na dole strony

ZAPAMIĘTAJ

Jezus Chrystus dobrowolnie przyjął Mękę i oddał swoje życie z miłości do Ojca i do ludzi. Jego śmierć była wypełnieniem zamysłu miłości Boga, który „posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy”. Jezus z miłości ofiarował życie Ojcu za nas, aby naprawić nasze nieposłuszeństwo. Ta miłość ofiarna wyzwala nas spod panowania zła i jedna z Ojcem.

MOJE WYZNANIE WIARY
Chrystus zaprasza nas do wzięcia swego krzyża i naśladowania Go. Odpowiedź wyraża się w decyzji, by żyć kochając jak On. Ale moje pragnienie nieustannie zderza się z murem egoizmu mojego i innych, z barierą lęku – i to jest krzyż mego życia. Czy wtedy – nie będąc w stanie przekroczyć samego siebie – odwołuję się do pomocy Boga? Jezus zawsze jest ze mną. Na ile powierzam Mu siebie w swej bezsilności prosząc, by On kochał przeze mnie?

Ks. Marek Chmielewski
św. Pio z Pietrelciny

Z pewnością miłosierny Bóg w swojej Wszechmocy mógł dokonać odkupienia ludzkości na wiele sposobów. Wybrał jednak cierpienie i śmierć, które podjął Syn Boży. Dlaczego właśnie w ten sposób miało dokonać się odkupienie, na zawsze pozostanie dla nas tajemnicą. Niemniej jednak w tej pespektywie nasza choroba, cierpienie i śmierć nabierają głębokiego sensu. Pisał o tym św. Paweł Apostoł: „[…] w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1, 24).

Prawdę tych słów potwierdzają stygmatycy, czyli ci, którzy na swoim ciele mają rzeczywiste, bardzo dotkliwe rany w miejscu ran Jezusa. Jednym z najbardziej zna-nych od czasów św. Franciszka z Asyżu, pierwszego stygmatyka, jest jego duchowy syn św. Pio z Pietrelciny (1887-1968), w świecie znany jako Francesco Forgione.

Urodzony na południu Włoch, w pobożnej wiejskiej rodzinie, od dziecka był bar-dzo wrażliwy i wykazywał się gorliwością religijną. Z zapałem uczył się katechizmu, aby dobrze przygotować się do przyjęcia I Komunii i bierzmowania. Był również mi-nistrantem. Bardzo cierpiał, gdy ktoś złorzeczył. Gdy miał 10 lat, pod wpływem za-konnego kwestarza, który przybył do ich domu, Francesco zapragnął wstąpić do kapucynów. Dla opłacenia jego studiów ojciec wyjechał do pracy w Ameryce. W 1903 roku rozpoczął nowicjat u kapucynów, przyjmując imię Pio, co po włosku znaczy „pobożny”. Siedem lat później został kapłanem. Od młodości bardzo cierpiał nie tylko z powodu słabego zdrowia, ale przede wszystkim wskutek stygmatów, które zaczął odczuwać zaraz po odprawieniu Mszy św. prymicyjnej. Fizyczne rany pojawi-ły się 20 IX 1918 roku podczas modlitwy przed krucyfiksem. Odtąd w swoim ciele dopełniał zbawczą Mękę Chrystusa aż do śmierci — równo przez 50 lat. Towarzyszyły temu niezwykłe cierpienia duchowe w postaci najróżniejszych podejrzeń i oskarżeń o oszustwo lub chorobę psychiczną. Doznawał także częstych fizycznych napaści szatana.

Dzięki upodobnieniu do cierpiącego Zbawiciela, Ojciec Pio miał liczne dary du-chowe, którymi służył ludziom. Przede wszystkim ceniony był jako przenikliwy spo-wiednik i kierownik duchowy. Jeszcze za jego życia dokonało się wiele cudów, w tym niezliczone nawrócenia i uzdrowienia duchowe. Miał dar proroctwa. Być może odwiedzający Świętego bp Karol Wojtyła w 1964 roku, już poznał, jak wielkie czeka go zadanie w Kościele.

Katecheza 18: Proces Jezusa

Wyznając chrześcijańską wiarę w każdej niedzielnej Eucharystii, dotykamy najważniejszych tajemnic chrześcijaństwa. Chodzi o misterium krzyża i zmartwychwstania Chrystusa. Ono właśnie stanowi centrum Dobrej Nowiny, którą Apostołowie a za nimi Kościół, powinni głosić światu.

Rozważanie tajemnic męki i śmierci Chrystusa, ma swój początek w opisie procesu Jezusa. Zgodnie ze świadectwem wszystkich Ewangelii, Jezus przed swoją męką stanął przed sądem Wysokiej Rady oraz przed sądem Piłata.

Na pierwszy rzut oka wydaje się rzeczą niepojętą, jak mogło dojść do procesu i skazania człowieka, który nie głosił nic innego, jak miłość Boga i człowieka, wzywał do przebaczenia i niestosowania przemocy. Człowieka, który uzdrawiał chorych, wspierał ubogich, podnosił na duchu załamanych. Uważny historyk znajdzie jednak w życiu i nauczaniu Jezusa wiele elementów, które były niewygodne, a nawet niebezpieczne dla ówczesnych władz religijnych i politycznych. Przez swoją nieustraszoną postawę i nazywanie rzeczy po imieniu Jezus stał się uciążliwy dla wielu wpływowych ludzi – mówiąc dzisiejszym językiem – dla ówczesnych prominentów. Poza tym trzeba pamiętać, że Jezusa spotkał los typowy dla wielu proroków i wysłanników Bożych, łącznie z ostatnim prorokiem Starego Przymierza, św. Janem Chrzcicielem.

W świetle badań biblijnych i historycznych aresztowania Jezusa dokonano na rozkaz najwyższych władz religijno-sądowniczych Izraela, tzw. sanhedrynu. Składał się on z 71 osób. Dla ważności rozprawy musiało być obecnych co najmniej 23 członków wysokiej rady. Proces, w którym oskarżonemu groziła kara śmierci, powinien być przeprowadzony i zakończony w dzień, wyrok zaś mógł być wydany dopiero nazajutrz. W przypadku Jezusa albo nie dochowano tych procedur, albo też odbyły się tylko przesłuchania, zakończone oskarżeniem Go o bluźnierstwo i sentencją „winien jest śmierci”. Prawo wydawania i wykonywania wyroków śmierci pozostawało jednak w rękach okupantów rzymskich, reprezentowanych w latach 26-36 przez prefekta Judei Poncjusza Piłata. W zgodzie z wcześniejszym orzeczeniem najwyższego kapłana Kajfasza: „Lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród”, władze Izraela wydały Jezusa Rzymianom, pod zarzutem wzniecania buntu politycznego. Z Ewangelii wynika, że Piłat przeprowadził proces, którego głównymi elementami były zarzuty przedstawione przez arcykapłanów oraz przesłuchanie prowadzone przez niego samego. Prefekt zajmował się tego dnia jeszcze dwoma zwykłymi przestępcami i sprawą amnestii, udzielanej przy sposobności Paschy. Z Ewangelii znamy także rozterki Piłata, który w Jezusie „nie znajduje żadnej winy”. Wiemy także o przestrodze, jaką przesłała mu małżonka, mówiąc: „Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu”. Żadne jednak z tych przeżyć Piłata nie zwyciężyło w rywalizacji z jego lękiem o utratę władzy i pozycji. Usłyszawszy słowa starszyzny żydowskiej: „Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem cezara”, wydaje orzeczenie: „Będziesz zaprowadzony na Krzyż”! Był to najbardziej niesprawiedliwy wyrok w dziejach, podyktowany grą polityczną, nienawiścią i tchórzostwem.

Trzeba jednak mieć świadomość, że odpowiedzialność osobistą za śmierć Jezusa ponoszą tylko niektórzy żyjący wówczas Żydzi i Rzymianie. Nie wolno więc przypisać jej wszystkim Żydom żyjącym wtedy w Jerozolimie ani tym bardziej Żydom wszystkich czasów. Okrzyk manipulowanego tłumu „Krew Jego na nas i na dzieci nasze” oznaczał formułę zatwierdzającą wyrok (KKK 597). „Każdy poszczególny grzesznik – stwierdza Katechizm Kościoła Katolickiego – to jest każdy człowiek, jest w rzeczywistości sprawcą i jakby narzędziem wszystkich mąk, które wycierpiał Boski Odkupiciel. W większym jeszcze stopniu winni są ci, przede wszystkim chrześcijanie, którzy nadal popadają w grzechy i znajdują upodobanie w wadach”. Sądy i domysły, którymi ciągle obarczamy się wzajemnie, stanowią zatem nieustanny „proces Jezusa”, w którym Zbawicielowi i bliźniemu przygotowujemy mękę i krzyż.

Bibliografia znajduje się na dole strony

ZAPAMIĘTAJ

Na proces Jezusa, mimo że doprowadzili do niego konkretni ludzie, patrzymy przez pryzmat Bożego planu odkupienia. Potrzeba było Jego drogi cierpienia, odrzucenia przez naród i ludzkiego osądu, by ukazać bezmiar Bożej miłości względem nas. Chrystus przyszedł, aby nas zbawić i uwolnić z ciemności grzechu i śmierci. Nasze codzienne sądy, spory, słabości i grzechy stały się główną przyczyną Męki Chrystusa. Proces Jezusa ukazuje, jak ogromne skutki może mieć niesłuszne oskarżenie drugiego człowieka.

MOJE WYZNANIE WIARY
Oskarżanie, osądzanie (w myślach lub w słowach) drugiego człowieka jest tak naprawdę oskarżaniem samego Jezusa. Taką postawą krzywdzę innych ludzi. Czy staram się to naprawiać przez:
– odwołanie niesłusznego oskarżenia
– przeproszenie i wynagrodzenie poniesionej straty
– dostrzeganie i ukazywanie dobra w osobach osądzanych przeze mnie – modlitwę za nich?

Ks. Marek Chmielewski
bł. Katarzyna Emmerich

 Już niebawem, po raz kolejny w naszym życiu, przeżywać będziemy Wielki Post. To czas, w którym między innymi za podczas nabożeństw Drogi Krzyżowej czy Gorzkich Żali rozważać będziemy Mękę Pana Jezusa, gdyż dzięki niej dokonało się nasze odkupienie. Nie chodzi tu o same pobożne wzruszenia, ale o wnikliwe poznanie realiów Męki Zbawiciela.

Kilka lat temu cenną pomocą w uświadomieniu sobie realizmu niezmiernego cierpienia Chrystusa podczas procesu, a potem w drodze na Kalwarię, był poruszający film Mela Gibsona pt. Pasja, nakręcony na podstawie wizji mistycznych bł. Anny Katarzyny Emmerich (1774-1824), niemieckiej mistyczki obdarzonej stygmatami. Już jako dziecko miała wizje mistyczne. Między innymi widziała swoje Patronki — św. Annę i św. Katarzynę, jak również Anioła Stróża, z którym prowadziła częste rozmowy. Niedługo przed wstąpieniem do zakonu augustianek w Dülmen, podczas adoracji Najświętszego Sakramentu widziała Jezusa, który wyszedł do niej z tabernakulum trzymając w jednej ręce kwiaty, a w drugiej koronę z cierni. Zapytał ją, co wybiera. Wybrała koronę cierniową. Po ustaniu widzenia silny ból przeszył jej skronie i pojawiły się stygmaty, czyli krwawiące rany w miejscu Chrystusowych cierni. Kilka lat później, już w klasztorze, pojawiły się stygmaty na rękach i nogach.

Gdy władze państwowe zlikwidowany klasztor, s. Anna Katarzyna zamieszkała w domu pewnej wdowy. Jej stan zdrowia bardzo się pogorszył. Do śmierci pozostała w łóżku, często doznając wizji mistycznych Męki Chrystusa. Pragnęła je przekazać potomnym, ale wskutek cierpienia sama nie była w stanie tego uczynić. Nieoczekiwanie, jesienią 1818 roku odwiedził ją znany pisarz i poeta Klemens Brentano, w którym Anna Katarzyna rozpoznała człowieka zesłanego jej przez Bożą Opatrzność. Odtąd, dwa razy dzienne przez pięć lat Brentano przychodził do niej i spisywał wizje, po czym dawał jej do autoryzacji. W rezultacie powstała książka pt. Bolesna Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa (Berlin 1833). W 1852 roku na podstawie jej wizji Brentano wydał kolejną książkę pt. Życie Najświętszej Maryi Panny. W jej wizjach uderza niezwykła precyzja dotycząca Męki Pańskiej. Podane przez nią szczegóły znajdują potwierdzenie w Biblii i w odkryciach archeologicznych. Może właśnie dlatego oparty na tych wizjach film Pasja, tak dogłębnie porusza każdego widza, nawet niewierzącego.

Katecheza 17: Nauczanie Jezusa

Odkrywając misteria życia Jezusa Chrystusa, skierujemy dziś naszą uwagę na Jego nauczanie. O zbawczej sile swojej nauki Jezus mówi w Ewangelii Janowej: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. Jakie prawdy przekazuje nam Pan?

Podstawowym motywem nauczania Chrystusa jest Królestwo Boże. Jak pisze św. Marek: „Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest Królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Chrystus określił Bożą, niewidzialną rzeczywistość słowem „królestwo”, wziętym z codziennego języka ludzkiego. Tego królestwa nie można porównać jednak z królestwem ziemskim, politycznym, ponieważ ma ono charakter nadprzyrodzony, duchowy. Tę prawdę Jezus wypowiada przed Piłatem potwierdzając, że ono „nie jest z tego świata”. Zostało jednak wśród tego świata zaszczepione, pośród niego ma się rozwijać i wzrastać za pośrednictwem i przez posługę Kościoła, który na ziemi „stanowi zalążek i zaczątek tego królestwa” (por. KKK 541). Rzeczywistość określana mianem „Królestwo Boże” oznacza najogólniej panowanie Boga w świecie i w człowieku – w jego myślach, słowach i czynach. Pięknie to wyraził św. Paweł: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”.

Jezus, aby wypełnić wolę Ojca, zapoczątkował Królestwo Boże na ziemi (por. KKK 541). W Jego słowach i czynach Królestwo Boże wkracza w dzieje człowieka i świata. Jezus naucza o Królestwie przede wszystkim w przypowieściach. Porównuje je do ziarna gorczycy, które choć na początku bardzo małe, rozrasta się w potężny krzew, lub do kwasu chlebowego, który całemu ciastu nadaje smak i je zachowuje. Mówi także o zasadach jego funkcjonowania. Pierwszym i najważniejszym warunkiem wejścia do Królestwa Bożego jest nawrócenie, czyli takie myślenie i postępowanie, które będzie zawsze zgodne z Ewangelią. Znakami obecności Królestwa są słowa i czyny Zbawiciela, przez które ukazuje On bezgraniczne miłosierdzie Ojca wobec grzeszników i ogromną radość w niebie, gdy choćby jeden z nich się nawraca. Największym dowodem tej miłości jest męka, krzyż i zmartwychwstanie Jezusa.

W Ewangelii słyszymy słowa o Królestwie Boga, wypowiedziane w czasie przeszłym, teraźniejszym i przyszłym: „przyszło do was Królestwo Boże”; „Królestwo Boże jest pośród was” i „Królestwo Boże przyjdzie”. Jak to rozumieć?

Królestwo Boże już przyszło, bo między nami jest Zbawiciel. Królestwo Boże jest w nas w tej mierze, w jakiej przyjmujemy wolę Bożą i rzeczywiście staramy się ją wypełnić.

Królestwo Boże dopiero przyjdzie, ponieważ Jezus nie doprowadził jeszcze dzieła zbawienia do końca. Stanie się to dopiero u kresu historii, gdy przyjdzie On w chwale jako Sędzia. Będzie to ostateczne zwycięstwo Boga nad szatanem.

Wszyscy ludzie są powołani do tego Królestwa. Jego konstytucją są błogosławieństwa Jezusa. Z nich dowiadujemy się, że jest ono otwarte dla ubogich w duchu, cichych, pragnących sprawiedliwości, miłosiernych, dla osób czystego serca, wprowadzających pokój i cierpiących prześladowanie dla sprawiedliwości. Jezus sam jest pierwszym idącym drogą błogosławieństw. Od żłóbka po krzyż Zbawiciel dzieli życie ubogich, zna głód, pragnienie, ogołocenie. Co więcej – utożsamia się z wszelkiego rodzaju ubogimi, a czynną miłość do nich czyni warunkiem wejścia do swego królestwa, mówiąc: „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (por. KKK 544).

Bibliografia znajduje się na dole strony

Z A PA M I Ę TAJ
Wszyscy ludzie są powołani do Królestwa Bożego. Aby wejść do niego,
trzeba przyjąć naukę Jezusa. Jego słowa wzywają nas do nawracania się każdego dnia i zawierzenia Bogu.
MOJE WYZNANIE WIARY
W słowie Bożym, którego słucham (lub czytam), mówi do mnie sam Bóg. Co sprawia, że to słowo Boga żywego staje
 się we mnie martwe:
– niewiara w obecność i działanie Boga w moim życiu
– zabieganie i troski codziennego życia zagłuszające ciszę serca
– lęk przed radykalizmem, przywiązanie do grzechu?
Ks. Marek Chmielewski
Św. Maria Matylda De Mattias

 Wszyscy Ewangeliści wiele miejsca poświęcają nauczaniu Jezusa o Królestwie Bożym (por. Mt 4, 17; 9, 35; 10, 7). Przede wszystkim wzywał On do nawrócenia (por. Mk 1, 15; Łk 15, 7. 10) i przyjęcia z wiarą słów, które głosił (por. Mk 16, 16-17; J 1, 7; 8, 24). Odchodząc do nieba, tę misję pozostawił Kościołowi, mówiąc: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 19-20). Jezus, który po-został w Kościele, wciąż naucza, posługując się ludźmi, nie tylko kapłanami, ale także świeckimi.

Tak rozumiała swoje powołanie św. Maria Matylda De Mattias (1805-1866), zało-życielka Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa. Żyła w wielodzietnej ubogiej rodzinie niedaleko Rzymu. Po śmierci matki, jej wychowaniem zajmował się ojciec, który rozbudził w niej ducha modlitwy i miłość do Jezusa ukrzyżowanego oraz do Matki Bożej.

Gdy miała 17 lat, Matylda spotkała ks. Kaspra del Bufalo, założyciela Misjonarzy Krwi Chrystusa, który na początku XIX wieku prowadził szeroką działalność misjonarską w całych Włoszech. Pociągnięta przykładem jego gorliwości, postanowiła zostać misjonarką. Była przekonana, że poprawa sytuacji społecznej, naznaczonej nędzą materialną i duchową, musi zacząć się od przemiany ludzkiego serca. To zaś stanie się dopiero wtedy, gdy człowiek zrozumie, jak bardzo Bóg go kocha i że Jezus przelał swoją Krew dla jego zbawienia.

Zanim założyła własne zgromadzenie zakonne, przez kilka lat prowadziła pracę ewangelizacyjną w miejscowości Acuto. Swoją niezwykłą żarliwością pociągała dzieci i dorosłych. Z zapałem mówiła o Bożej miłości nie tylko w szkole i kościele, ale także na miejskim placu, stojąc na niewielkim podwyższeniu. Mimo słabego zdrowia, przemawiała do tłumów przez wiele godzin. Jest rzeczą niezwykłą, że kiedy rozpoczynała pracę apostolską, była analfabetką, osobą zamkniętą w sobie i lękliwą. Jednak by móc głosić miłość Bożą, sama nauczyła się czytać i pisać. Pozostawiła ponad 3 tysiące listów, a w tym, czego nauczała słowem i pismem, nie stwierdzono najmniejszego błędu teologicznego. Czyż nie świadczy to, że sam Jezus nią się posługiwał, by wciąż nauczać o Królestwie Bożym?

Katecheza 16: Misteria życia Jezusa

Od pewnego czasu, nasza droga zgłębiania chrześcijańskiego wyznania wiary, skupia się wokół Osoby Jezusa Chrystusa – naszego Pana, Mesjasza i Zbawiciela. On, rodząc się z Maryi Dziewicy, stał się częścią ludzkiej Rodziny Józefa i Maryi, by po chrzcie w Jordanie spełnić misję, powierzona Mu przez Ojca. Dziś zechcemy przyjrzeć się tej szczególnej drodze Jezusa, rozważając misteria Jego życia.

Słowo „misterium” znaczy tyle co „tajemnica”. Bardzo często mówi się w Kościele o tajemnicach wiary. Chodzi tu o prawdy, które przerastają możliwości ludzkiego rozumu i jako objawione przez Boga, wymagają przyjęcia ich z ufnością. Tajemnicą okryte jest również życie i osoba Jezusa. Pisma Nowego Testamentu nie podają nam zbyt wielu informacji z Jego życia. „Prawie nic nie zostało powiedziane o Jego życiu w Nazarecie, a nawet nie ma relacji o dużej części Jego życia publicznego. To, co znajduje się w Ewangeliach, zostało napisane, jak mówi św. Jan, po to, abyśmy „wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem. Synem Bożym, i abyśmy wierząc mieli życie w imię Jego” (KKK 514).

Przez wszystkie etapy życia Jezusa – dzieciństwo, życie ukryte, czas nauczania – Bóg objawiał swoją bliskość i ukazywał, że ingerował w historię i zaczął ją kształtować, burząc często ludzkie nastawienie i przyzwyczajenia. Najpierw życie ukryte Chrystusa wypełnione było pracą i znojem codzienności. Ewangelia Łukasza mówi nam, że Jezus był poddany i „czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi”. To właśnie tu, w życiu ukrytym, dorastał Jezus do chwili, w której powiedział: „Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie”. Z tego okresu mamy tylko jedną relację – pobyt dwunastoletniego Jezusa w Świątyni. Wówczas On sam wypowiada wobec swojej Matki niezrozumiałą dla Niej prawdę, że „musi być w tym, co przynależy do Jego Ojca”.

Rozpoczynając swe życie publiczne czyli objawianie Ojca – wstąpił w wody Jordanu, by przyjąć chrzest od Jana. Ta chwila stała się czasem ukazania światu tajemnicy Jezusa. Bóg objawił: „Ten jest mój Syn umiłowany”. On staje się źródłem nowego życia i nowego Ducha dla całej ludzkości. Ale jako Syn musi przeżyć jeszcze wiele.

Początek tej drogi to doświadczenie kuszenia przez szatana na pustyni. Tu wiernością i posłuszeństwem Jezus objawił swoją synowską postawę wobec Boga, wskazując jednocześnie drogę, którą trzeba iść, by stać się dzieckiem Ojca, który jest w niebie. Scena pustyni ukazuje Jezusa zmagającego się z naszą ludzką codziennością, walką z pokusami. Ale tu właśnie objawia też tajemnicę swego synostwa i mesjaństwa. Przezwyciężając kusiciela, otwiera przed nami drogę zwycięstwa nad szatanem. Posłuszeństwo Ojcu, wyrażone już na pustyni, spełni się ostatecznie w czasie męki.

Misterium są także czyny i znaki, których dokonuje Chrystus. One świadczą o tym, że Jezus został posłany przez Ojca, zachęcają do wiary i ufności Temu, który ma moc uzdrowić każde cierpienie człowieka. Przede wszystkim zaś wyzwalają z grzechu, który jest przeszkodą we właściwym podążaniu drogą Bożą. Cudownym znakom zawsze towarzyszy słowo – często trudne i wymagające, dotyczące centralnego misterium życia Jezusa, jakim jest Jego męka, śmierć i zmartwychwstanie. Dlatego Bóg Ojciec potwierdza synostwo Boże Jezusa po raz drugi, mówiąc na Górze Przemienienia: „Ten jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie”.

Misją i tajemnicą Jezusową jest także zgromadzenie nowego Ludu Bożego. On sam kształtuje wspólnotę, za którą się modli: „Proszę, aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno”. Gromadząc w jedno, sam staje się sercem nowej wspólnoty. Czyniąc cuda, budzi zaufanie i wiarę w siebie, przekonuje również, że zaczęło się już królowanie Boga, który gromadzi ludzi w jedną rodzinę dzieci Bożych. Do posługi głoszenia i gromadzenia ludzi w historii Jezus wybiera wreszcie Dwunastu, których nazwał Apostołami. Im daje moc odpuszczania grzechów – uobecniania wiecznego miłosierdzia Boga. Wspólnota wraz z Apostołami stała się Kościołem, znakiem i mocą jednoczącą ludzi z Bogiem i między sobą. A prowadzona przez Ducha Świętego, jest misterium obecności Jezusa pośród swego Ludu.

Bibliografia znajduje się na dole strony

Z A PA M I Ę TAJ
Całe życie Chrystusa jest tajemnicą, czyli misterium. Przez słowa i  czyny, sposób bycia, milczenie i cierpienia Jezus objawia miłość Boga ku nam. Wszystko, co Jezus przeżył, miało na celu odkupić nas i skierować do pełni
życia z Bogiem. Chrystus nie żył dla siebie, ale dla nas, abyśmy mogli wszystko przeżywać w Nim i aby On przeżywał to w nas.
MOJE WYZNANIE WIARY
Od chwili chrztu św. zostaliśmy włączeni (zanurzeni) w życie Boga. Dobry Bóg Ojciec pragnie mocą Ducha Świętego, ukształtować w nas obraz swojego Syna przez wszystko: przez zwyczajne wydarzenia, każde doświadczenie, poruszenie
wewnętrzne, każdą relację, w jakiej się znajdujemy.
Czy dostrzegam obecność Boga w moich codziennych doświadczeniach? Czy odkrywam Jego zamysł?
Ks. Marek Chmielewski
św. Teresa od Jezusa
Otwarty 50 lat temu Sobór Watykański II, w Konstytucji dogmatycznej Dei Verbum o objawieniu Bożym, stwierdza, że Jezus Chrystus w pełni objawił tajemnicę Przenajświętszej Trójcy i całego dzieła odkupienia „przez całą swoją obecność i ukazanie się, poprzez słowa i czyny, znaki i cuda, zwłaszcza zaś przez swoją śmierć i pełne chwały zmartwychwstanie, a wreszcie zesłanie Ducha Świętego…” (nr 4). To wszystko są misteria życia Jezusa, czyli przekazane przez Ewangelistów wydarzenia, które miały miejsce w ciągu Jego ziemskiej egzystencji. Większość z nich zgodnie z wolą Bożą pozostanie na zawsze zakryta, jak na przykład 30 lat życia Pana Jezusa w Nazarecie, albo Jego zewnętrzny wygląd itp.

Wielu świętych, zwłaszcza kobiety, rozmiłowanych w Jezusie, pragnęło na drodze medytacji czy doświadczenia mistycznego wniknąć w te zakryte misteria życia Jezusa.

Przykładem tego jest św. Teresa od Jezusa (1515-1582), wielka hiszpańska mistyczka, reformatorka zakonu karmelitańskiego i Doktor Kościoła. Na uwagę zasługują dwa epizody z jej życia.

Kiedy przebywała w klasztorze Wcielenia w Avila, w Wielkim Tygodniu 1555 r., Teresa weszła do kaplicy i jej uwagę przykuł znajdujący się tam bardzo realistyczny obraz ubiczowanego Chrystusa pt. „Ecce homo”. Medytując nad tym obrazem, zrozumiała, że wolą Bożą jest nie tylko jej własne uświęcenie, ale także uświęcenie jej współsióstr, jak również to, aby klasztor był miejscem modlitwy i pokuty. Jak pisze w swej autobiografii, był to moment przełomu, prawdziwego nawrócenia tej gorliwej zakonnicy i zarazem początek wielkiego dzieła odnowienia całego zakonu (por. Życie, 23, 1).

Drugie wydarzenie św. Teresa z Avila opisuje następująco: „Pewnego dnia, gdy byłam na modlitwie, spodobało się Panu ukazać mi w sposób widoczny same tylko swoje ręce, a był to widok tak zachwycający, że nie mam słów na opisanie go. […] Kilka dni później ujrzałam Boskie Jego oblicze, które mnie pięknością swoją jakby całą pochłonęło” (Życie, 28,1).

Z tych i podobnych przeżyć mistycznych, Doktor Kościoła wyciąga prosty wniosek, że jest wolą Boga, „abyśmy wszelkie łaski Boże otrzymywali za pośrednictwem Najświętszego Człowieczeństwa Chrystusa, w którym nieskończony Bóg, jak sam powiada, znajduje upodobanie” (Życie, 22, 6).

Katecheza 15: Niepokalana Matka Boga

Cała teologia maryjna i wszelka cześć oddawana Maryi opiera się na podstawowym fakcie, że Maryja jest Matką Bożą. Bez tego faktu nie posiadałyby większego znaczenia ani Jej osobiste przymioty, ani Jej słowa i czyny – Jej znaczenie dla Kościoła nie byłoby większe niż w przypadku innych świętych. Uważna analiza tekstów Nowego Testamentu mówiących o Maryi wskazuje, że tytuł Bożej Rodzicielki ma solidne podstawy w Piśmie Świętym. Anioł Gabriel, wysłannik nieba, staje przed młodziutką dziewczynką w Nazaretu, informując Ją, że będzie „Matką Syna Najwyższego”. „Najwyższy” – to Pan Bóg. Maryja staje się Matką Syna Bożego. Także św. Elżbieta, natchniona przez Ducha Świętego, wydaje radosny okrzyk: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?”. Maryja jest „Matką Pana”. W języku biblijnym „Pan” oznacza Boga Stwórcę, a także Chrystusa. Maryja jest zatem Matką Bożą.

Już w raju Pan Bóg zapowiedział tajemniczą kobietę, która będzie uczestniczyła w zwycięstwie Syna. A potem prorok Izajasz zapowiada „znak”, będący wyrazem troski Pana Boga o swój lud: „Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel”.

Czego zatem uczy nas ta doniosła prawda wiary?

Dogmat o Bożym macierzyństwie jest bezpośrednim wnioskiem, płynącym z podstawowej prawdy o Chrystusie. Jezus Chrystus od pierwszego momentu swojego ziemskiego istnienia, czyli od chwili poczęcia, jest równocześnie Bogiem. Z tego wynika, że Maryja, która wydała Go na świat, jest Matką Bożą. Dogmat Bożego macierzyństwa nie mówi, że Bóg posiada matkę, ani że Maryja jest Matką boskiej natury Jezusa Chrystusa. Głosi natomiast, że jest Ona prawdziwą Matką człowieka, który jest jednocześnie Bogiem. Jest Matką Boga, bo w Niej ukształtowała się ludzka natura Jezusa, zjednoczona od pierwszej chwili swojego istnienia ze Słowem Bożym, drugą Osobą Trójcy Świętej.

Sam rozum uznaje, że wybranie do godności Matki Syna Bożego wymagało, aby Maryja nie była jedną z wielu. I rzeczywiście, jak uczy Kościół, została ubogacona szczególnymi przywilejami – najpierw łaską Niepokalanego Poczęcia. Dar ten oznacza, że od pierwszej chwili zaistnienia w łonie swej mat¬ki, św. Anny, Maryja była wolna od grzechu pierworodnego. Nigdy na Niej nie zaciążyła ta powszechna skaza. My zostaliśmy z niej oczyszczeni przez chrzest, natomiast Maryja nie potrzebowała takiego oczyszczenia, bowiem nigdy tego grzechu nie miała. Wyobraźmy sobie wielką kałużę błota, przez którą każdy musi przejść, ponieważ innej drogi nie ma, ale jakiś ojciec przenosi nad nią swoje dziecko. Podobnie Bóg „przeniósł” Maryję nad powszechnym prawem winy pierworodnej. Papież Pius IX ogłaszając w 1854 roku dogmat Niepokalanego Poczęcia stwierdził, że: Najświętsza Maryja Dziewica od pierwszej chwili swego poczęcia, była wolna od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego. Stało się tak, ponieważ Bóg nie pozwolił, aby nad Matką Syna Bożego chociaż przez moment triumfował szatan. Tradycja chrześcijańska nazywa Maryję „Całą Świętą”, czyli wolną nawet od grzechów powszednich, a ukształtowaną przez Ducha Świętego jako nowe stworzenie.

Maryja cieszy się również innym przywilejem, jakim jest dziewicze macierzyństwo. To wielkie, Boże misterium jedno¬znacznie potwierdza zapis Ewangelii: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym”. Św. Józefowi anioł wyjaśnił: „Z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło”. Wobec ludzi uchodziła Maryja za małżonkę Józefa, a Jezus za ich syna. Obydwoje zachowali powierzoną im przez Boga tajemnicę swojego dziewiczego małżeństwa. Św. Augustyn pięknie wyjaśnia, że Ma¬ryja „była Dziewicą przy poczęciu Syna, Dziewicą jako brzemienna, Dziewicą jako karmiąca, Dziewicą zawsze”.

Ze względu na te szczególne dary, oddajemy Maryi cześć zaraz po Trójcy Świętej, a przed wszystkimi świętymi. Nazywamy Ją Królową wszystkich świętych. W ten sposób wielbimy Boga, daw¬cę zrealizowanych w Maryi darów i łask.

Bibliografia znajduje się na dole strony

Z A PA M I Ę TAJ
Maryja jest prawdziwie Matką Bożą, ponieważ jest Matką Syna Bożego, który stał się człowiekiem i który sam jest Bogiem. Bóg wybrał Maryję Dziewicę, aby była Matką Jego Syna i jako pełna łaski od chwili poczęcia została całkowicie zachowana od zmazy grzechu pierworodnego. Maryja wypowiedziała swoje TAK na Słowo Boże i przez swoje posłuszeństwo współpracowała w  dziele naszego zbawienia. Macierzyństwo duchowe Maryi rozciąga się na wszystkich ludzi (por. KKK 501,508-511).
MOJE WYZNANIE WIARY
Jezus na krzyżu w osobie Jana dał nam Maryję za Matkę. Uczeń wziął Ją do siebie (por. J 19,27). W jakich sprawach i relacjach jest mi najtrudniej pełnić wolę Bożą? Czy wtedy powierzam się Maryi, pragnąc naśladować Jej pokorę i posłuszeństwo?
Ks. Marek Chmielewski
Bł. Jan Duns Szkot

 Papież bł. Pius IX bullą Inneffabilis Deus, dnia 8 XII 1854 r. w sposób uroczysty ogłosił dogmat o niepokalanym poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Ta prawda wiary, którą każdy z wierzących bezwzględnie powinien przyjmować, głosi, że dzięki szczególnej łasce Bożej, Maryja już od pierwszej chwili swego poczęcia, czyli zaist-nienia na ziemi, ze względu na przyszłe zasługi swego Syna Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego, została zachowana wolną od wszelkiej zmazy pierworodnej winy. Jest to jedyny w historii ludzkości przywilej, jaki Bóg udzielił Maryi, wybierając Ją do roli Matki Swego Jednorodzonego Syna.

Maryję jako niepokalaną, czyli tę, którą nigdy nie dosięgły skutki grzechu pierworodnego, czczono w Kościele świętym od początku. Jednak aż do czasu ogłoszenia dogmatu, czyli przez 18 wieków nie była to prawda powszechnie obowiązująca. Co więcej, w związku z próbą wytłumaczenia tej tajemnicy, toczyły się wśród teologów niekiedy zaciekłe dyskusje. „Mężem opatrznościowym”, który wybitnie przyczynił się do teologicznego ujęcia prawdy o niepokalanym poczęciu Maryi był bł. Jan Duns Szkot.

Urodził się w 1266 r. w miasteczku Duns w Szkocji, stąd jego nazwisko. Pod wpływem stryja, który był franciszkaninem, wstąpił do zakonu św. Franciszka. Został kapłanem i ze względu na niezwykłe zdolności intelektualne, odbył studia w Oksfordzie i Paryżu, gdzie potem przez 10 lat był wykładowcą. Ponieważ nie udzielił poparcia królowi Francji Filipowi IV Pięknemu w jego sporze z papieżem Bonifacym VIII, został wydalony z Paryża i zamieszkał w Kolonii, gdzie zmarł w 1308 r. Bł. Jan Paweł II, nawiedzając w 1981 r. grób Jana Dunsa Szkota w kościele franciszkanów w Kolonii, nazwał go „duchową twierdzą wiary”. Dla jego oryginalnych i wnikliwych dociekań filozoficzno-teologicznych został nazwany „Doktorem Subtelnym”. W swoim krótkim życiu napisał kilka cennych dzieł.

Jako pierwszy zwrócił uwagę, że przywilej Niepokalanego Poczęcia, który nazywał „Arcydziełem Boga”, wynika z odkupienia, jakiego Chrystus dokonał, rodząc się z Maryi. U Boga, dla którego nie ma ograniczeń w czasie, ta uprzedzająca łaska jest jak najbardziej możliwa. Bulla Inneffabilis Deus niemal dosłownie powtarza tezy, jakie głosił Jan Duns Szkot, wyniesiony do chwały ołtarzy przez Jana Pawła II w 1991 r.

Katecheza 14: „Jezus Chrystus – prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek”

Pojąć prawdę o Jezusie – kim Jest, sprawia trudność nawet wielkim umysłom. Właściwie sytuacja niewiele się zmieniła od czasów, kiedy Chrystus chodził po ziemi palestyńskiej. Jedni uważali Go za zmartwychwstałego Jana Chrzciciela, inni za powracającego na ziemię Eliasza, inni za kolejnego wielkiego proroka. Podobnie i dziś – są tacy, którzy widzą w Nim nauczyciela moralności, przykład i wzór doskonałego człowieczeństwa, rewolucyjnego przywódcę uciśnionych, przyjaciela ubogich i wydziedziczonych; wielu czyni z Jezusa bohatera powieściowego czy filmową supergwiazdę.

Naukę Kościoła o Jezusie Chrystusie można by streścić krótko w jednym zdaniu: Jezus Chrystus to prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek.

Wyznanie to dotyczy jednej z zasadniczych prawd wiary chrześcijańskiej: wiary w Jezusa Chrystusa, będącego zarazem prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem. Kościół długo spierał się o to, w jaki sposób można wyrazić relację między bóstwem a człowieczeństwem w Jezusie Chrystusie. Gdyby bóstwo i człowieczeństwo istniały obok siebie, to Jezus byłby tylko częściowo człowiekiem i tylko częściowo Bogiem. Nie jest też tak, że to, co boskie, i to, co ludzkie, zmieszało się w Jezusie. Bóg w Jezusie nie przyjął pozoru ludzkiego ciała (doketyzm), lecz stał się rzeczywiście człowiekiem. Nie mamy tu też do czynienia z dwiema różnymi osobami: boską i ludzką (nestorianizm). Nie jest wreszcie tak, że w Jezusie Chry¬stusie natura ludzka została całkowicie wchłonięta przez naturę boską (monofizytyzm). Pierwsze sobory powszechne, przeciwstawiły się tym błędnym poglądom. W wyniku obrad soborowych, wypracowana została nauka o prawdziwym Bóstwie i jednocześnie prawdziwym człowieczeństwie Chrystusa. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza: ,,Kościół wyznaje (…) że Jezus jest niepodzielnie prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Jest On prawdziwie Synem Bożym, który stał się człowiekiem, naszym bratem, nie przestając przez to być Bogiem, naszym Panem” (KKK 469).

Szukając odpowiedzi na pytanie, czy Jezus jest naprawdę Synem Bożym, musimy sięgnąć do Nowego Testamentu, a zwłaszcza do Ewangelii. Jezus sam wielokrotnie mówił, Kim jest. Nazywał siebie wysłannikiem Bożym – Mesjaszem i rzeczywistym Synem Boga. Świadczy o tym Jego zeznanie przed Kajfaszem. Na Kajfaszowe uroczyste zapytanie: „Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?”, Chrystus odpowiedział: „Tak, Ja nim jestem”. Za to świadectwo o sobie otrzymał wyrok śmierci, a mimo to nie odwołał go. Szczególne znaczenie dla potwierdzenia boskości Jezusa mają świadectwa biblijne zachowane m.in. w Ewangelii św. Jana: „Słowo stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy” oraz w Liście do Kolosan: „W Nim bowiem mieszka cała Pełnia: Bóstwo na sposób ciała”. Dowodem boskiego posłannictwa Chrystusa była również Jego nauka, potwierdzona cudami.

Jezus jest także prawdziwym człowiekiem. Znaczenie tego faktu potwierdził Sobór Watykański II nauczając, że Chrystus okazał swą solidarność z ludźmi i objawił im Siebie samego. Syn Boży przez swoje wcielenie zjednoczył się z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękami pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą. Ludzkim sercem kochał. Stał się jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu. Jezus jako człowiek bywał głodny, spragniony, zmęczony. Pełną rzeczywistość Jego ludzkiego życia pokazał nam św. Łukasz Ewangelista pisząc, że Jezus wzrastał „w mądrości, w latach i w łasce”. Przyjął zatem człowieczeństwo ze wszystkimi jego właściwościami i ograniczeniami.

Podsumowując tę prawdę Katechizm podaje: „jedyne i wyjątkowe Wcielenie Syna Bożego nie oznacza, że Jezus Chrystus jest częściowo Bogiem i częściowo człowiekiem, ani że jest On wynikiem niejasnego pomieszania tego, co Boskie, i tego, co ludzkie. Syn Boży stał się prawdziwie człowiekiem, pozostając prawdziwie Bogiem” (KKK 464).

Bibliografia znajduje się na dole strony

Z A PA M I Ę TAJ
Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Z tej racji jest On jedynym Pośrednikiem między Bogiem i ludźmi. Chrystus ma dwie natury, Boską i ludzką, nie pomieszane. Wcielenie stanowi tajemnicę zjednoczenia natury Boskiej i natury ludzkiej w jedynej Osobie Syna Bożego (por. KKK 480, 481, 483). W ten sposób Jezus wywyższył człowieka i nadał mu godność dziecka Bożego.
MOJE WYZNANIE WIARY
Jezus, Jedyny Syn Boga Ojca uczynił nas Jego przybranymi dziećmi i stał się naszym Bratem. Na ile mam świadomość, że jestem umiłowanym dzieckiem samego Boga?
Jak często pamiętam o tym? Na ile właśnie ta prawda staje się fundamentem mojego poczucia wartości?

Ks. Marek Chmielewski
Św. Andrzej Bobola

Przeżywany okres Bożego Narodzenia przypomina, że ponad 2 tys. lat temu w Betlejem „Słowo stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1, 14). Oznacza to, że w Jezusie Chrystusie Bóg stał się człowiekiem.

Jezus Chrystus jest więc prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem. Za tę prawdę poniósł on okrutną mękę i śmierć na krzyżu, a w ślad za nim w ciągu wieków swe życie oddały niezliczone rzesze. Także w naszych czasach kilkadziesiąt tysięcy ludzi każdego roku umiera śmiercią męczeńską, bo nie chce się wyrzec tej podstawowej prawdy wiary.

Świadkiem wiary w Jezusa Chrystusa — prawdziwego Boga i prawdziwego Człowieka jest św. Andrzej Bobola z zakonu jezuitów, Patron Polski. Urodził się w 1591 r. w Strachocinie koło Sanoka. Jego biografia i pośmiertne losy ciała mogą posłużyć za scenariusz do dobrego sensacyjnego filmu.

Po studiach w Braniewie i Wilnie, przyjął święcenia kapłańskie w dniu kanonizacji pierwszych jezuitów: Ignacego Loyoli i Franciszka Ksawerego (12 III 1623). Pracował jako duszpasterz m.in. w Wilnie, Płocku, Pułtusku, Warszawie, Łomży i Pińsku. Tu jako misjonarz gorliwością i płomiennym przepowiadaniem przyciągał do Chrystusa liczne rzesze tych, którzy odpadli od wiary. Nie spodobało się to niektórym z lokalnych władców, którzy dla swoich celów podsycali wzajemną niechęć katolików i prawosławnych. Nasłani na niego kozacy dopadli go niedaleko Janowa Poleskiego dnia 16 V 1657 r. Najpierw go obnażyli i skatowali biczami, a następnie powybijali zęby. Potem końmi zawlekli do miasta. Tam w rzeźni zadawali mu niewyobrażalne tortury: ściskali głowę, przypalali ogniem i wbijali drzazgi za paznokcie. Po czym z pleców zdarli skórę, a wielką ranę posypali plewami oraz sieczką i polewali gorącą wodą. Na głowie wycięli mu tonsurę aż do samej kości. Obcięli kilka palców, wydłubali prawe oko, odcięli także nos i wargi. Ponieważ o. Andrzej cały czas wzywał imienia Jezusa Chrystusa, więc obcięli mu język. Na koniec powiesili u powały głową w dół. Po dwu godzinach, żyjącego jeszcze jezuitę zdjęli ze sznura i dobili dwukrotnym cięciem szablą w szyję.

Czy gdyby Jezus Chrystus nie był prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem, miałoby sens oddawanie życia za wiarę, zwłaszcza w tak okrutny sposób?

Katecheza 13: „Dlaczego Słowo stało się Ciałem?”

Bóstwo Chrystusa, to tylko jedna strona tajemnicy Jezusa Chrystusa. Druga mieści się w artykule wiary, który podaje istotną prawdę na temat Jezusa Chrystusa, jedynego Syna Bożego. Artykuł ten brzmi następująco: „On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem”. Jest to bardzo istotny fragment chrześcijańskiego wyznania wiary.

Wagę tych słów podkreśla fakt, że podczas ich wymawiania wierni pochylają się z szacunkiem, a w Boże Narodzenie i w Uroczystość Zwiastowania Pańskiego przyklękają na znak czci. Dzieje się tak dlatego, że formułuje on największą – obok prawdy o Trójcy Świętej – tajemnicę wiary chrześcijańskiej. Tajemnica ta odnosi się do faktu, że Bóg stał się w Jezusie Chrystusie człowiekiem. „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” – jak czytamy w Prologu Ewangelii św. Jana. Kiedy teologia mówi o tajemnicy Wcielenia, to ma na myśli prawdę o tym, że Syn Boży przyjął ludzką naturę.

Dlaczego Bóg stał się człowiekiem? To pytanie zaprzątało umysły uczonych Kościoła od wieków. Katechizm Kościoła Katolickiego przytacza cztery odpowiedzi na to pytanie.

Pierwsza odpowiedź mieści się w naszym wyznaniu wiary, które mówi, że Chrystus stał się człowiekiem „dla nas ludzi i dla naszego zbawienia”. Bez Wcielenia nie byłoby zbawienia. Bez Nazaretu i Betlejem nie byłoby ofiary krzyża i zmartwychwstania. Św. Grzegorz z Nyssy, wielki Ojciec Kościoła wschodniego, tak pisze na ten temat: „Nasza chora natura wymagała uzdrowienia; upadła – potrzebowała podniesienia, martwa – wskrzeszenia. Utraciliśmy posiadanie dobra, trzeba było je nam przywrócić. Byliśmy zamknięci w ciemnościach, trzeba było przynieść nam światło. Będąc w niewoli, oczekiwaliśmy Zbawiciela: jako więźniowie potrzebowaliśmy pomocy, jako niewolnicy wyzwoliciela. Czy te powody były bez znaczenia? Czy nie zasługiwały one na wzruszenie Boga, na to, by zniżył się aż do poziomu naszej ludzkiej natury…?” (KKK 457).

Katechizm przypomina także, że Słowo stało się ciałem po to, aby ludzie poznali w ten sposób głębię i wielkość miłości Boga do człowieka. To przekonanie opiera się na wypowiedzi Jezusa skierowanej do Nikodema. Wypowiedź tę zanotował św. Jan Ewangelista: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne”.

Podążając za nauczaniem Kościoła, wyznajemy również, że Bóg stał się człowiekiem po to, aby nam ukazać w Jezusie Chrystusie najwspanialszy wzór świętości i człowieczeństwa. Jezus uczy nas swoim słowem i przykładem, jak żyć, walczyć ze złem, nawiązywać kontakt z Bogiem, zdobywać Jego przyjaźń, trwać w niej i zdążać przez całe życie ziemskie do wiecznego celu i przeznaczenia człowieka. Przykład Jezusa wyzwala ludzi z egoizmu i ukazuje im nowe perspektywy, uczy nowych wartościowań moralnych.

Wreszcie Katechizm stwierdza, że Syn Boży stał się człowiekiem, aby nas, ludzi, uczynić uczestnikami Boskiej natury. Jest to odpowiedź nawiązująca do tradycji Ojców Kościoła. Mówili oni często o „przedziwnej wymianie”. Bóg staje się człowiekiem, przyjmuje ludzką naturę, aby człowiek mógł uczestniczyć w Boskiej naturze. Św. Leon Wielki formułuje to następująco: „Po to Odkupiciel stał się synem ludzkim, abyśmy mogli stać się synami Bożymi”.

Przyjmując ludzką naturę, Bóg jednoczy się w pewien sposób z każdym człowiekiem i wynosi ludzką naturę do najwyższej godności. W tajemnicy Wcielenia Słowa Bożego ugruntowana jest więc nienaruszalna godność każdej ludzkiej osoby, bo dla niej Syn Boży przyszedł na świat i wziął na siebie cierpienie krzyża.

Bibliografia znajduje się na dole strony

Z A PA M I Ę TAJ
Kościół nazywa «Wcieleniem» fakt, że Syn Boży przyjął naturę ludzką, by dokonać w niej naszego zbawienia” (KKK 461). Uczynił to z miłości. Przez swoje Wcielenie zjednoczył się z każdym człowiekiem; stał się jednym z nas, we wszystkim do nas podobny, oprócz grzechu.
MOJE WYZNANIE WIARY
Panie Jezu Chryste, przyszedłeś na świat w zwyczajnej rodzinie. Dziś na nowo zapraszam Cię do mojego życia. Proszę, aby wszystko, co wypełnia moją codzienność, było uświęcone Twoją obecnością. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.
Do jakich konkretnych sytuacji mojej codzienności chcę szczególnie zaprosić Jezusa?

Ks. Marek Chmielewski
Św. Jan Maria Vianney

Niedziela Chrztu Pańskiego, formalnie zamykająca liturgiczny okres Bożego Narodzenia, skłania do pytania: dlaczego odwieczne Słowo stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas? (por. J 1, 14). Faktycznie wcielony Bóg z miłości do nas pozostał z nami „po wszystkie czasy, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20) we wspólnocie Kościoła świętego, a przede wszystkim w Eucharystii. Cześć, jaką Mu oddajemy w Najświętszym Sakramencie, jest naszym wyznaniem wiary, że „Słowo Ciałem się stało”…

Świadkiem tej wiary jest między innymi francuski kapłan św. Jan Maria Vianney (1786-1859), patron duszpasterzy. W 1799 roku, podczas krwawej rewolucji francu-skiej i prześladowania Kościoła, z narażeniem życia potajemnie przystąpił do I Komunii św. w szopie zamienionej na prowizoryczną kaplicę, do której wejście z ostrożności zasłonięto furą siana.

Kiedy został kapłanem, to w centrum swej gorliwej pracy duszpasterskiej zawsze stawiał Eucharystię. Kult Najświętszego Sakramentu był jego skuteczną metodą na-wracania ludzi i wychowywania ich do żywej wiary. Szczególnie widać to na przykładzie mieszkańców maleńkiej parafii Ars niedaleko Lyonu. W chwili gdy obej-mował tam probostwo w 1818 roku, mówiono o nich, że tylko chrzest różni ich od zwierząt.

Codziennie gorliwie sprawował Mszę świętą, wykazując szczególne skupienie podczas Przeistoczenia i Komunii świętej. O świcie, a nierzadko także w nocy, dużo czasu spędzał na adoracji Najświętszego Sakramentu. W ten sposób osobistym przy-kładem uczył swoich parafian, jak mają modlić się do Jezusa, obecnego pod postacią Chleba. Często, wygłaszając kazanie, zwracał się do tabernakulum, i wołał z uniesie-niem: „On tam jest!”

Zgodnie ze słowami Ewangelii, że tylko ludzie czystego serca mogą oglądać Boga (por. Mt 5, 8), a więc prawdziwie Go adorować w Najświętszym Sakramencie, Pro-boszcz z Ars wiele godzin spędzał w konfesjonale, aby każdemu kto zechce dać szansę wyznania swoich grzechów i pojednania się z Bogiem. Pod koniec życia rocznie spowiadało się u niego kilkanaście tysięcy ludzi z całej Francji.

Obecnie, w kościele parafialnym w Ars, trwa nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu. Jest to owoc wiary św. Jana Marii Vianney, że Słowo stało się Ciałem i rzeczywiście zamieszkało pośród nas.

Katecheza 10 – Grzech pierworodny

Człowiek to najwspanialsze dzieło Boże. Szczyt i korona wszelkiego stworzenia. Patrząc przez pryzmat wiary chrześcijańskiej, dostrzegamy w nas zarówno godność dzieci Bożych, stworzonych na obraz i podobieństwo samego Boga, jak i wrodzoną skłonność do grzechu. Skąd wzięła się ta szczególna natura człowieka? Przyjrzyjmy się dziś wspólnie historii grzechu i jego wpływu na ludzkie losy.

Pierwsza księga Pisma Świętego, Księga Rodzaju, opowiada, w jaki sposób grzech wszedł na świat i zawładnął człowiekiem oraz jego historią. Dzieje pierwszych ludzi, Adama i Ewy, choć ukazane w sposób obrazowy, przekazują nam prawdę o wydarzeniach, które miały miejsce w początkach istnienia człowieka. Jak wiemy, Bóg stwarzając świat, określił go mianem „dobry”. Takim go pragnął. Także człowiek, stworzony do wspólnoty z Bogiem, został obdarzony Jego przyjaźnią i bliskością. Trwała ona aż do momentu, gdy pierwsi ludzie nie posłuchali Boga, nie uszanowali Jego zakazu i przekroczyli wyznaczoną im granicę. Człowiek daje się zwieść Kusicielowi i wyciąga rękę po owoc z drzewa życia. W konsekwencji dostaje się pod władzę śmierci. „Drzewo poznania dobra i zła” przywołuje symbolicznie nieprzekraczalną granicę, którą człowiek, jako stworzenie, winien w sposób wolny uznać i z ufnością szanować. Tymczasem Adam i Ewa zgrzeszyli. Ich pierwsze nieposłuszeństwo wobec przykazania Bożego, związane z nadużyciem wolności, ich pierwszy grzech, określa się „grzechem pierworodnym” (KKK 398, 399). Człowiek pod wpływem złego ducha pozwolił, aby w jego sercu zamarło zaufanie do Stwórcy. W ten sposób okazał swoje nieposłuszeństwo. Grzech polega więc przede wszystkim na nieposłuszeństwie wobec Boga, na szukaniu własnych dróg szczęścia, które okazują się drogami prowadzącymi wprost do zguby. Następstwem grzechu pierworodnego stała się śmierć, której wszyscy doświadczamy. Pójście za pokusą podsuwaną nam przez złego ducha, zawsze prowadzi do wewnętrznego mroku i zaciemnienia w nas obrazu Boga. Warto zwrócić tu uwagę na fakt, że szatan kusi człowieka ciągle według tego samego schematu, który mamy zapisany w Księdze Rodzaju. Najpierw bowiem wchodzi w dialog z człowiekiem, by zwrócić na siebie uwagę. Następnie posługuje się kłamstwem, by rzeczywistość szkodliwą dla człowieka, przedstawić jako dar i wartość. W ten sposób wzbudza w sercu pożądliwość, która przeszkadza we właściwej ocenie czynu. Człowiek, idąc za tym podszeptem, decyduje się ostatecznie na czyn, który wcześniej sam uważał za niewłaściwy i niepotrzebny. Dialog z pokusą prowadzi bowiem bezpośrednio do uległości jej i do kolejnych grzechów. Podobnie i ten pierwszy grzech otworzył także inwazję kolejnych przestępstw i buntów. Jak czytamy w Piśmie Świętym, dochodzi do bratobójstwa Kaina na Ablu, a później do ogólnego zepsucia moralnego i odejścia od bliskości z Bogiem. Powstaje diabelskie koło winy i zemsty w stosunkach międzyludzkich. Bóg jednak nie odrzuca człowieka, lecz nieustannie wzywa go do siebie. Zapowiada tajemnicze zwycięstwo nad złem oraz podniesienie z upadku. Dokonuje się ono przez Jezusa Chrystusa, który Męką i Zmartwychwstaniem zmienia dramatyczny los człowieka, dając mu szansę wyzwolenia z grzechu.

Zatrzymajmy się nad konsekwencjami grzechu pierworodnego dla nas. Powstaje bowiem często pytanie, dlaczego wszyscy jesteśmy obciążeni tak dawnymi wydarzeniami. Aby tę sprawę wyjaśnić, trzeba się odwołać do faktu solidarności, jaka łączy wszystkich ludzi. Nikt z nas nie zaczyna wszystkiego od początku, niejako od punktu zerowego. Na każdym w istotny sposób wycisnęły piętno dzieje jego własnego życia, jego rodziny, narodu, kręgu kulturowego, wreszcie całej ludzkości. Stąd każdego dotykają konsekwencje grzechu pierworodnego, który uczynił człowieka skłonnym do zła. Choć człowiek przychodzi na świat obciążony tą odpowiedzialnością, sam grzech pierworodny rożni się od innych grzechów, popełnianych świadomie i dobrowolnie. Jest on raczej brakiem. Chodzi o brak świętości i łaski, brak przyjaźni z Bogiem. Człowiek przychodząc na świat potrzebuje sakramentu chrztu, aby ten dar odzyskać. W ten sposób człowiek otrzymuje dar dziecięctwa Bożego, gdyż miłość Boga jest mocniejsza niż grzech. Nadzieja nowego życia, otrzymana na chrzcie świętym, prowadzi człowieka do wytrwałości w zmaganiach z konsekwencjami grzechu. Otwiera na przyjaźń z Bogiem i ludźmi, uszlachetnia nas i staje się źródłem wiecznej nagrody w niebie.

Bibliografia znajduje się na dole strony

Z A PA M I Ę TAJ
Adam i Ewa kuszeni w raju przez diabła przestali ufać Bogu i szukali szczęścia poza Nim. Przeciwstawiając się Mu nadużyli daru wolności. Ich nieposłuszeństwo nazywamy grzechem pierworodnym. Wszyscy się z  nim rodzimy, gdyż jako stan jest przekazywany wraz z  ludzką natrą, zranioną przez ich grzech i pozbawioną pierwotnej świętości i sprawiedliwości. Chrzest święty gładzi grzech pierworodny. Ale jego skutki: skłonność do grzechu, cierpienie i śmierć pozostają. Zwycięstwo nad pokusą i grzechem odnosimy dzięki mocy Bożej, przez zaufanie i miłość do Chrystusa.
MOJE WYZNANIE WIARY
Na ile uświadamiam sobie, że szatan wciąż kusi mnie jak Adama i Ewę: podważa moje zaufanie do Boga i Jego miłości; przedstawia mi zło jako dobro; stawia mnie w miejsce Boga?
Na ile w walce z grzechem opieram się na moich postanowieniach? Na ile opieram się na mocy płynącej z zaufania Bogu?

Ks. Marek Chmielewski
Św. Faustyna Kowalska

Zaraz po powołaniu człowieka do istnienia tchnieniem Bożej miłości i umieszczeniu go w Raju, aby zażywał pełni szczęścia przy boku swego Stwórcy, uległ on szatańskiej pokusie dorównania Bogu i dopuścił się grzechu pychy. To pierwszy grzech i zarazem źródło wszystkich grzechów, dlatego jest nazywany grzechem pierworodnym. Jego skutki tak głęboko wpisały się w ludzką naturę, że dziedziczyć go będą kolejne pokolenia ludzkości aż do końca świata.

Jednak Bóg-Miłość (por. 1 J 4, 8. 16), nie pozostawił człowieka samego z jego grzechem, który go zniewala i niszczy. Powziął względem niego szczególnego rodzaju plan zbawienia przez odkupienie jego grzechu mocą męki, śmierci i zmartwychwstania, jakiego dokonał Jezus Chrystus. Właśnie we Wcieleniu Jednorodzonego Syna Bożego Bóg najpełniej objawił swoje Miłosierdzie, czyli tę szczególną postać miłości, jaką ma Bóg Stwórca względem człowieka, swego niegodnego i nieposłusznego stworzenia.

Można powiedzieć, że jak właściwością natury człowieka jest skażenie grzechem pierworodnym, tak właściwością natury Boga jest Jego Miłosierdzie. Z tej racji św. Paweł w Liście do Rzymian pisze, że „gdzie rozpanoszył grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska Boża” (5, 20). Rzeczywiście, Miłosierdzie Boże nie ma granic! W naszych czasach, kiedy skutki grzechu pierworodnego bardzo wyraziście dają o sobie znać niemal na wszystkich płaszczyznach życia, On sam ponownie przypomniał o swoim Miłosierdziu względem człowieka, aby nie popadł on w jeszcze większy grzech, jakim jest utrata nadziei, a więc rozpacz.

Dla przypomnienia o swoim wielkim Miłosierdziu Bóg posłużył się św. Faustyną Kowalską († 1938) — skromną zakonnicą ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, które założyła hrabina Teresa Potocka w Warszawie w 1862 roku. Helena Kowalska, już w dzieciństwie w sposób mistyczny doświadczała zjednoczenia z Jezusem. Kiedy więc w 1925 roku wstąpiła do tego Zgromadzenia, jej życie mistyczne wyraźnie zostało ukierunkowane na tajemnicę Bożego Miłosierdzia. Jezus uczynił ją swoją „sekretarką” i „Apostołką” tajemnicy Miłosierdzia. Treści mistyczne, które zawarła w swoim Dzienniczku, dzięki zaangażowaniu bł. Jana Pawła II, stały się znane w całym świecie. Kult Miłosierdzia Bożego dotarł w najdalsze zakątki ziemi będąc źródłem ufności dla każdego grzesznika i całej ludzkości naznaczonej skutkami grzechu pierworodnego.

9. Rzeczy widzialne i niewidzialne

Całe istnienie ma swój początek w Bogu. On jest Stworzycielem nieba i ziemi. Od daje życie człowiekowi, którego stworzył na swój obraz i podobieństwo. Wyznajemy również, że Bóg jest twórcą „wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych”.

Świat widzialny – czyli materialny możemy poznać dzięki naszemu rozumowi i zmysłom. Pomagają nam w tym wszelkie nauki przyrodnicze. Rzeczy widzialne stanowią zatem całą mozaikę istnień, które możemy zmierzyć, poznać prawa ich działania, określić ich położenie i właściwości. O wiele trudniej rozpoznać człowiekowi świat rzeczy niewidzialnych. Potrzeba zatem skupić się dziś na przybliżeniu tej części stworzenia Bożego, która wymyka się określonym prawom nauki.

Kiedy wyznanie wiary mówi o stworzeniu „rzeczy niewidzialnych”, ma na myśli niematerialne istoty stworzone, które są szczególnie blisko Boga i głoszą Jego chwałę. Pismo Święte nazywa je aniołami. Aniołowie to stworzenia duchowe, które są sługami i wysłannikami Boga. Nie należą one do świata ziemskiego, ale mogą się kontaktować z ludźmi i wywierać na nich wpływ. W Katechizmie czytamy: „Jako stworzenia czysto duchowe aniołowie posiadają rozum i wolę: są stworzeniami osobowymi i nieśmiertelnymi. Przewyższają doskonałością wszystkie stworzenia widzialne” (KKK 330). Z analizy tekstów biblijnych wynika, że aniołów jest wielu. Mają uwielbiać Boga, służyć Mu, a także przekazywać wolę Bożą innym stworzeniom. Współdziałają we wszystkim, co jest dla nas dobre. Stąd w historii biblijnej wielokrotnie dostrzegamy aniołów, którzy towarzyszą konkretnym osobom lub wydarzeniom. Są obecni w ważnych momentach dziejów: zwiastowanie narodzin Jana Chrzciciela, zwiastowanie narodzin Jezusa, modlitwa Jezusa w Ogrójcu, przekazanie orędzia o Zmartwychwstałym. Szczególną kategorię stanowią aniołowie stróżowie. Ich opieka nad ludźmi trwa od narodzenia aż do śmierci. Choć ta prawda wiary nie jest dogmatem, powszechnie uważa się, że jest uzasadniona. Świadczy o tym Pismo Święte, w którym odnajdujemy tych Bożych Posłańców, skierowanych do opieki bądź to nad konkretnymi osobami, bądź nad Narodem Wybranym. Trzeba zatem pamiętać, że istnieje świat czystych duchów – aniołów, które jako takie, ze swej natury, zostały stworzone przez Boga. Często słyszy się, że małe dzieci, które odeszły z tego świata „powiększają grono aniołków”. Nie jest to prawdą. Wierzymy, że dzieci – jako osoby ludzkie – dzięki ofierze Jezusa Chrystusa i miłości Boga Ojca, wchodzą do grona zbawionych w niebie.

Obok duchów czystych, które w swojej wolności trwają przy Bogu, istnieje także świat aniołów zbuntowanych przeciw Bogu, czyli upadłych. Katechizm przypomina: „Szatan czyli diabeł istnieje i działa w świecie przez nienawiść do Boga i Jego Królestwa w Jezusie Chrystusie, a jego działanie powoduje wielkie szkody – natury duchowej, a pośrednio nawet natury fizycznej – dla każdego człowieka i społeczeństwa” (KKK 395). Działanie szatana jest dopuszczone przez Opatrzność Bożą. Jest on jednak tylko stworzeniem, więc ma ograniczoną moc. Diabeł i inne złe duchy zostały przez Boga stworzone jako dobre, ale same uczyniły się złymi, radykalnie i nieodwracalnie odrzucając dobroć i miłość Boga. Taki stan nazywamy potępieniem. Ponieważ Bóg każde ze swych stworzeń obdarzył wolną wolą, szanuje także wybór złych duchów. Nie przygarnia ich do siebie, bo same tego nie chcą. Szatan ostatecznie odrzucił prawdę o Bogu, którego poznał jako nieskończoną Miłość, Dobro i Świętość. Żyje on w radykalnej negacji Boga i swoje kłamstwo usiłuje narzucić ludziom. Jego działanie objawia się przede wszystkim w kuszeniu do zła, by w ten sposób doprowadzić człowieka do zguby i oddzielenia od Boga. Gdy człowiek na to pozwoli, szatan może także zawładnąć ciałem człowieka. Mówimy wówczas o opętaniu. Nigdy nie jest to jednak stan ostateczny. Jeśli człowiek zwróci się do Boga, zbawcze działanie Chrystusa wybawia człowieka z mocy złego. Najlepszą dla człowieka obroną przed szatanem jest modlitwa i post. Uczy nas tego Chrystus, pokonując zakusy złego i przekazując nam modlitwę: „Ojcze nasz”.

Bibliografia znajduje się na dole strony

Z A PA M I Ę TAJ
Bóg powołał z nicości do istnienia stworzenia duchowe i materialne, tzn. aniołów i  świat ziemski. We wszechświecie te dwie rzeczywistości: widzialna i niewidzialna przenikają się wzajemnie. Dobre duchy – aniołowie uwielbiają Boga i opiekują się ludźmi. Upadłe anioły (złe duchy) odrzuciły Go i chcą nas unieszczęśliwić. My, ludzie stworzeni na obraz Boży, łączymy w sobie ducha i materię, które tworzą w nas jedną naturę. Cała osoba ludzka, czyli ciało i dusza, jest przeznaczona, by stać się świątynią Ducha Świętego. Naszym zadaniem jest coraz bardziej upodabniać się do Jezusa Chrystusa, Boga-Człowieka.
MOJE WYZNANIE WIARY
Czy nie skupiam się przesadnie na trosce o ciało i jego potrzeby? Czy szanuję moje ciało i dbam o nie, jako świątynię Ducha? Na ile to, co materialne, podporządkowuję wartościom duchowym?
Na ile mam świadomość obecności duchów wokół mnie: złych, które mi zagrażają, oraz dobrych, które niosą mi pomoc?

Ks. Marek Chmilewski

Św. Jan do Krzyża

Bł. Jan Paweł II w Tryptyku rzymskim, medytując nad malowidłami Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej, które przedstawiają stworzenie człowieka i Sąd Ostateczny, pisze, że „niewidzialne wyraża się w widzialnym”. Rozwijając tę myśl, Papież dodaje: „W samym centrum Sykstyny artysta ten niewidzialny kres wyraził w widzialnym dramacie Sądu — I ten niewidzialny kres stał się widzialny jakby szczyt przejrzystości…”.

Bóg Stwórca, który sam jest Niewidzialny, powołał do istnienia liczne stworzenia widzialne i niewidzialne. Te ostatnie w jakiś sposób wyrażają się w rzeczach widzialnych, a „szczyt przejrzystości” osiągają między innymi w doświadczeniu mistycznym. Nie polega ono — jak zwykło się sądzić — na jakichś nadzwyczajnych zjawiskach, jakich było wiele, na przykład, w życiu św. Ojca Pio. Istotą mistyki jest bowiem przeżycie w sposób prawie dotykalny zjednoczenia z Boską Trójcą w dnie swojej duszy.

Opis takiego stanu ludzkiego ducha pozostawiło nam wielu mistyków i świętych. Wśród nich szczególnie wnikliwą analizę doświadczenia mistycznego dał św. Jan od Krzyża († 1591), hiszpański karmelita, Doktor Kościoła. Jako młody zakonnik i kapłan całym sercem włączył się w podjętą przez św. Teresę od Jezusa († 1582) reformę zakonu karmelitańskiego. Z tego powodu wiele cierpiał od swoich współbraci. Był nawet osadzony w surowym więzieniu w Toledo, skąd uciekł w sposób niemal cudowny. Właśnie wtedy, gdy przebywał samotnie w ciasnej, ponurej celi przerobionej z ubikacji, bez światła i świeżego powietrza, przeżył najwspanialsze chwile swego życia — mistyczne zjednoczenie z Chrystusem. Później, wzorując się na biblijnej Księdze Pieśni nad Pieśniami, w kilku dziełach wyjaśnił, w jaki sposób mistyk — mocno wierząc w Boga Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela rzeczy widzialnych i niewidzialnych, oraz w Jezusa Chrystusa — widzi to, co niewidzialne. To nie jest prosty skutek intensywnych ćwiczeń ascetycznych czy wymyślnych praktyk medytacyjnych, lecz szczególny dar, jaki Bóg w swej miłości udziela człowiekowi, aby dać mu przedsmak nieba. Mistyk zaś, widząc Niewidzialnego jakby przez zasłonę, przekracza poziom wiary i poszerza jej horyzonty. Natomiast ci, którzy — zwiedzeni próżną ciekawością — fascynują się zjawiskami nadzwyczajnymi, niewiele mającymi wspólnego z mistyką, doznają nie tylko ciasnoty umysłu, ale i zubożenia wiary.

Katecheza 8 – „Niebo i ziemia”

Wyznanie wiary, które rozważamy, wspomina dzieło stworzenia bardzo krótko. Mówi o wierze w Boga, który jest Stworzycielem „nieba i ziemi”. Zastanówmy się dziś wspólnie, co oznacza owo krótkie stwierdzenie.

Wyrażenie „niebo i ziemia” oznacza w Piśmie Świętym wszystko, co istnieje – całe stworzenie, pochodzące od Boga. Wyznanie wiary przekazuje nam więc prawdę o tym, że Bóg stworzył wszystko. Nie istnieje nic, co nie zawdzięczałoby swego istnienia Stwórcy (KKK 338). Bóg jest Panem i początkiem świata materialnego, widzialnego oraz duchowego. Czym, w pojęciu wiary chrześcijańskiej jest ziemia? Najpierw jest tworzywem, z którego Bóg wywiódł cały świat roślin i zwierząt. Z niej także ulepił Bóg człowieka. Fakt ten pokazuje, że człowiek niejako „należy” do świata ziemi: z niej wyszedł i do niej powróci. Ziemia jest miejscem pracy człowieka, środowiskiem jego życia. Jest dla człowieka mieszkaniem i sceną ludzkich dziejów. Tę ziemię Bóg daje człowiekowi, bo dla niego została stworzona. Człowiek wezwany jest zatem do odpowiedzi na ów dar. Winien każdego dnia budować w sobie wdzięczność względem Stwórcy za wszelkie bogactwa tej ziemi, a także za to, co sam – korzystając z niej – może wypracować. Jednak posiadanie i użytkowanie dóbr materialnych nie może nigdy stać się celem i sensem ludzkiego życia. Ma ono prowadzić zawsze do odkrycia obecności Boga, poznania Go i podążania na spotkanie z Nim w wieczności.

Bóg, stawiając człowieka na ziemi, zlecił mu konkretne zadania. Człowiek ma tę ziemię uprawiać, troszczyć się o nią. Ma czynić ją sobie poddaną. W ten sposób, każdy z nas, współpracuje z Bogiem w nieustannym dziele stworzenia, tzn. rozwoju i przekształcania świata. Rozwój myśli ludzkiej, cywilizacji i techniki jest wynikiem tego współdziałania. Nie wolno zapomnieć o tym, że wszystkie dobra naturalne dane nam są w „dzierżawę”, by służyły rozwojowi nas samych i świata. Lecz nigdy nie wolno ich wykorzystywać wbrew prawom natury, czyli prawom Boskim.

W Credo wyznajemy, że Bóg jest także stworzycielem nieba. O tej rzeczywistości mówić trudniej, gdyż nie chodzi tu tylko o „niebieski firmament” – w astronomicznym znaczeniu, czyli świat gwiazd i planet. Bóg stworzył przecież także „inne niebo”, kojarzone przez nas ze stanem wiecznego szczęścia i radości. Przecież sami opisujemy czasem swój stan mówiąc: „czuję się jak w niebie”. Czym więc ono jest? Niebo to cel ludzkich dążeń, nadziei i marzeń, przekraczających wszystko to, co się da zobaczyć, czy nawet wyobrazić. To stan wiecznego szczęścia, które Bóg przygotował dla człowieka i ofiarowuje mu go, jako niezasłużony dar. To wyczuwalna bliskość Osoby kochanej, którą jest Bóg sam, a którą każdy z nas będzie mógł poznać po zakończeniu ziemskiej wędrówki. Jak pisze św. Paweł w Liście do Koryntian: „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno, wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy poznam tak, jak i zostałem poznany”. Wyznając wiarę w Boga Stwórcę nieba i ziemi, wierzymy, że rzeczywistość stworzona jest o wiele głębsza i bogatsza, niż widać to gołym okiem.

ZAPAMIĘTAJ

Bóg stworzył niebo i ziemię. Te dwie rzeczywistości opisują cały świat materialny i duchowy. Ziemia jest budulcem świata roślin i zwierząt. Do niej także przynależy człowiek, którego zadaniem jest roztropne korzystanie z jej dóbr. Proces stwórczy wciąż trwa, zmierzając do przemiany ku „nowej ziemi i niebu”. Bóg wzywa mnie do wzięcia odpowiedzialności za „mój kawałek” świata. Mogę uczynić go gorszym, wręcz dewastować albo używać tylko dla siebie, kosztem innych, albo podjąć współpracę zgodnie z zamysłem Bożym.

Co czynię z moim „kawałkiem świata’? (dom, sąsiedztwo, praca, ojczyzna)

Ks. Marek Chmielewski
 ŚW. STANISŁAW KOSTKA

Niebo, w języku potocznym, to błękitna przestrzeń nad głowami. Tymczasem w świetle naszej wiary, niebo nie jest miejscem w sensie fizycznym, lecz stanem duchowym, niezależnym od miejsca, dlatego już tu na ziemi, w naszej codzienności, może-my mieć przedsmak nieba. Skoro stwórcą nieba i ziemi jest Bóg, który jest Miłością, to On jest jego istotą. A zatem niebo to wieczna, nieogarniona Miłość! Nic dziwnego, że gdy czujemy się kochani i obdarowani szczęściem, to skłonni jesteśmy mówić: „dobrze mi, jak w niebie”. Natomiast do kogoś, kto okazuje swą dobroć, zatroskanie i cierpliwość płynące z miłości, chętnie mówimy: „mój aniele”.

Każdy człowiek w głębi duszy tęskni za takim niebem, choć nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę. Nie trzeba się wstydzić tego pragnienia, ale je w sobie rozbudzać, gdyż niebo jest celem naszej egzystencji; jest naszą ojczyzną (por. Flp 3, 20).

Pod tym względem godnym naśladowania jest nasz wielki rodak, św. Stanisław Kostka (1550-1568), nowicjusz w zakonie jezuitów. Świadkowie jego życia podają, że często ze wzruszeniem mówił o niebie i swym pragnieniu przebywania tam. Potwierdza to jego życiowe hasło: „Do wyższych rzeczy jestem stworzony i dla nich winienem żyć”.

Mieszkając w rzymskim klasztorze przy kościele św. Andrzeja na Kwirynale, na początku sierpnia 1568 roku słuchał nauk św. Piotra Kanizego o tym, jak przeżywać każdy miesiąc tak, jakby był on ostatni. Kilka dni później, gdy wracali z odpustu w Bazylice Matki Bożej Większej, mistrz nowicjatu nieoczekiwanie zapytał Stanisława, czy naprawdę i szczerze kocha Matkę Bożą. Na to odparł bez wahania: „Ojcze, wszak to Matka moja!”. Kontynuując tę myśl, Stanisław z zapałem opowiadał, jak pięknie dzień Wniebowzięcia obchodzą w niebie aniołowie i święci. Wyraził przy tym przekonanie, że niebawem będzie mógł uczestniczyć w tym osobiście.

Niebawem nagle źle się poczuł. W nocy z 14 na 15 sierpnia przyjął Wiatyk. Gdy zbliżała się agonia, obecni przy śmiertelnym łożu widzieli jak jego twarz zajaśniała niezwykłym blaskiem. Odparł, że widzi Matkę Bożą z orszakiem świętych, którzy przychodzą, aby go zabrać do nieba. Tuż po północy w uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej osiągnął cel swego życia — niebo.

Bibliografia znajduje się na dole strony

 

Katecheza 7 – „Stwórca”

Drogą do poznania Boga i Jego istnienia jest świat i człowiek, będący Jego dziełem. Poznając piękno świata i bogactwo duchowe człowieka, wznosimy się ku Bogu, Stwórcy wszystkiego, co istnieje. Jeden Bóg, Ojciec Wszechmogący, jest przede wszystkim Tym, który daje początek wszelkiemu istnieniu i Tym, do którego wszystko zmierza. Jest Stwórcą.

Pismo Święte rozpoczyna się uroczystym stwierdzeniem: „Na początku Bóg stworzył…” Dzieło stworzenia jest podstawą działania Boga, początkiem historii zbawienia człowieka, która swój szczyt osiąga w Jezusie Chrystusie. Świat został stworzony przez Boga i przez Niego umiłowany. Wszystkie cuda natury, które możemy rozpoznać swoim rozumem i zmysłami, pozwalają nam spotkać Boga, zauważyć Jego dobroć i mądrość. Motywują nas także do postawienia pytania o ich początek oraz sens i cel ich istnienia. Chrześcijańska nauka o stworzeniu głosi, że światem nie rządzi przypadek, fatum, ślepy los. Świat powołał do istnienia i rządzi nim Bóg. Pogląd ten nie jest sprzeczny z naukami przyrodniczymi. One odpowiadają na pytanie jak powstawał świat. Zaś opis biblijny mówi nam dlaczego, skąd, po co i jaki sens ma świat stworzony. Podążając za tą myślą zauważamy, że Bóg dokonał aktu stwórczego przez swoje odwieczne Słowo: „Bóg rzekł… i stało się”. Oddzielił kosmos od chaosu, światło od ciemności, niebo od ziemi. Stworzył świat natury, a w nim ustanowił człowieka, ofiarowując mu konkretne zadania. Kreacja, czyli proces stwarzania świata nie jest bowiem czynem zakończonym. Poprzez nieustanny dialog, który Bóg prowadzi z człowiekiem, świat i sam człowiek ciągle się odnawia, przemienia i wydoskonala. Jakie prawdy odkrywamy rozważając czyn stwórczy Boga?

– Bóg stwarza w sposób wolny, „z niczego” – oznacza to, że nie potrzebuje On niczego istniejącego wcześniej ani żadnej pomocy. W Katechizmie czytamy: „Ludzki twórca, gdy otrzyma materiał, zrobi z niego wszystko, co zechce. Tymczasem moc Boga okazuje się właśnie w tym, że wychodzi On od nicości, by uczynić wszystko, co zechce” (KKK 296).

– Bóg stwarza świat dobrym – w biblijnym opisie stworzenia dostrzegamy, że Bóg ocenia wszystkie stworzone przez siebie rzeczy jako dobre. Ten swoisty refren opisu stworzenia wyraża myśl, że wszystko, co istnieje, jest dziełem dobroci Boga i nosi w sobie wyraźny ślad tej dobroci.

– Bóg jest nieskończenie większy od wszystkich swoich dzieł. Jest sprawcą wszystkiego, jest obecny pośród swoich stworzeń. Każdemu daje istnienie i właściwą mu doskonałość, a człowieka obdarza ponadto podobieństwem do Siebie.

– Stworzenie to dzieło Trójcy Świętej – Stwórczemu aktowi Ojca, który dokonuje się przez Odwieczne Słowo, towarzyszy „unoszący się nad wodami Duch Boży”. Prawdę tę wyraża Ewangelista Jan w rozpoczęciu swojej Ewangelii: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało”.

– Bóg zachowuje i podtrzymuje w istnieniu swoje stworzenie. On daje początek wszystkiemu. Całość stworzenia zależy od Boga, gdyż On daje wszystkim bytom życie i istnienie.

– Człowiek nie jest absolutnym panem otaczającego go świata, ma obowiązek go użytkować, korzystać z jego dóbr i dbać o jego rozwój. Nigdy jednak nie może swoich praw względem świata nadużywać. Grzechem jest zanieczyszczanie świata naturalnego, gdyż jest on domem ofiarowanym nam przez Stwórcę.

ZAPAMIĘTAJ

Stworzenie jest niejako ikoną, poprzez którą rozum ludzki dostrzega Stwórcę. Biblijna opowieść o dziele stwórczym przekazuje nam za pomocą symboli prawdę o tym, że początkiem świata jest dobry Bóg. On nieustannie podtrzymuje go w istnieniu. Nie ma niczego, co nie zawdzięcza swego istnienia Stwórcy i we wszystkim możemy odnaleźć ślad Jego dobroci. Jedynie do Boga należy zdolność tworzenia – nawet z nicości. Bóg w Trójcy Jedyny przy stwarzaniu ludzi obdarzył n as swym podobieństwem i zaprosił, by „czynić sobie ziemię poddaną” (Rdz 1, 28).

„Z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę” (Mdr 13, 5). Czy przeżywane chwile zachwytu nad pięknem stworzenia prowadzą mnie do odkrycia obecności Boga? Na ile dostrzegam w sobie i innych ślady Jego dobroci? Czy budzi to we mnie wdzięczność?

Ks. Marek Chmielewski
ŚW. FRANCISZEK Z ASYŻU

Współcześnie swoistą modą, a także dość skutecznym narzędziem w uprawianiu polityki, jest zajmowanie się ochroną środowiska i wzajemnym oddziaływaniem człowieka i przyrody, zwanym ekologią. Bóg powierzył człowiekowi troskę o przyrodę, każąc mu czynić sobie ziemię poddaną (por. Rdz 1, 26). On jednak nierzadko nadużywa swej władzy niszcząc środowisko naturalne. Bywa i tak, że w imię ochrony przyrody podejmuje się działania szkodzące człowiekowi i życiu społecznemu.

To, niestety, dalekie jest od zachwytu pięknem otaczającego nas świata, który wy-szedł z rąk Stwórcy. Biblijny opis stworzenia w poetycki sposób ukazuje, jak bardzo Bóg troszczy się o człowieka. W Księdze Rodzaju czytamy, że Stwórca kolejno powołując do istnienia ziemię, niebo, rośliny i zwierzęta, kwiaty i ptaki, przygotowuje bezpieczne, wygodne i piękne „gniazdo” dla ludzkiego „pisklęcia”. On sam raduje się ze swoich dzieł, co autor biblijny oddaje w słowach: „I widział Bóg, że było to dobre” (Rdz 1, 10). Tym bardziej każdy człowiek powinien z szacunkiem i podziwem odnosić się do dzieła stworzenia.

Takiej postawy zachwytu i uwielbiania Boga w jego dziełach możemy uczyć się między innymi od św. Franciszka z Asyżu (1181-1226), powszechnie znanego i lubianego świętego, którego bł. Jan Paweł II w 1980 roku ustanowił patronem ekologów.

By lepiej zrozumieć styl Biedaczyny z Asyżu, trzeba zaznaczyć, że w duchowości jego czasów rozpowszechniona była wizja Boga jako Stwórcy, Pana wielkiego i potężnego, surowego Sędziego, wzbudzającego bardziej lęk niż miłość. Na taki obraz Boga zapewne wywarł wpływ panujący wówczas feudalizm. Boga Ojca postrzegano więc podobnie jak wielkiego feudała. Tymczasem św. Franciszek — wrażliwy na dobro i piękno — pokazał swoim życiem, że Bóg jest najlepszym Ojcem, a cały świat jaki stworzył, to przejaw jego miłości do człowieka. Franciszkowy zachwyt nad pięknem stworzenia, dziś tak często podkreślany przez ekologów, ma zatem wymowę głęboko religijną, wręcz mistyczną. Jest to bowiem kontemplacja tajemnicy i piękna samego Boga, które odbija się w stworzeniu. A to nie ma nic wspólnego z dość powszechnym dziś przebóstwianiem przyrody i traktowaniem jej jako ważniejszej od człowieka. Ona jest darem miłości Boga do człowieka.

Bibliografia znajduje się na dole strony

Katecheza 6 – „Wszechmogący w miłowaniu”

Jedyny Bóg i nasz najlepszy Ojciec ogarnia cały świat swoją opieką i obecnością. W Credo wyznajemy, że jest to „Bóg wszechmogący”. Ta prawda wiary, w której wyrażamy moc działającego Boga, a jednocześnie Jego opiekę nad nami, wywołuje jednak mieszane odczucia. Z jednej strony wierzymy w działanie Bożej Opatrzności i cieszymy się, że istnieje Ktoś nieskończenie mądry, kto opiekuje się światem. Daje nam to ogromne poczucie bezpieczeństwa. Z drugiej zaś – widząc istniejące wokół nas cierpienie – zastanawiamy się, czy aby rzeczywiście Pan Bóg nad wszystkim ma władzę.

W Katechizmie czytamy: „Wiara w Boga wszechmogącego może być wystawiona na próbę przez doświadczenie zła i cierpienia. Niekiedy Bóg może wydawać się nieobecny i niezdolny do przeciwstawienia się złu” (KKK 272). Takie odczucia, pojawiające się w sercu człowieka, mogą rodzić pewne wątpliwości w wierze. Zdarza się, że stawiamy wówczas konkretne pytania o Bożą obecność, wykrzykując wręcz do Boga pytanie: „Gdzie jesteś?”. Dlatego Katechizm zachęca nas, byśmy, nawet nie rozumiejąc, uwierzyli, że Opatrzność Boża to wyraz miłującej obecności Boga wśród nas. Obecności, która wszystko ogarnia. Czytamy: „wszechmoc Boża jest powszechna, ponieważ Bóg wszystko stworzył, wszystkim rządzi i wszystko może; jest miłująca, ponieważ Bóg jest naszym Ojcem; jest tajemnicza, ponieważ tylko wiara może ją uznać, gdy ‘w słabości się doskonali’” (KKK 268). Powszechna Opatrzność Boża jest konkretna i bezpośrednia. Obejmuje sobą wszystko – od wielkich wydarzeń historii do rzeczy najmniejszych. Czasem błędnie sądzimy, że nasze osobiste sprawy są zbyt mało ważne, by zajmować nimi Pana Boga. Tymczasem sam Jezus zachęca nas do dziecięcej ufności w Opatrzność Ojca, mówiąc: „Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść?, co będziemy pić? Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie”. Bóg zna wszystkie nasze potrzeby i pragnie je zaspokoić. Dlatego mówimy, że jest On przede wszystkim „wszechmogący w miłowaniu”. On nie jest złośliwym geniuszem, który stworzył wszechświat i ludzi, i dalej się nimi nie zajmuje. Przeciwnie, jest kochającym Ojcem, który się troszczy o swoje dzieci. Szczególnie wówczas, gdy w swoim miłosierdziu dobrowolnie odpuszcza nam grzechy. Jego wszechmoc nie objawia się bowiem w dominacji nad człowiekiem, lecz w darmowej miłości, która nie zniechęca się naszymi niewiernościami, ale jest trwała i pełna. I chyba właśnie dlatego tak trudno jest nam pojąć tę wszechmocną miłość. Człowiek sam nie jest przecież do takiej zdolny. W końcu nasza cierpliwość dobiega kresu – gdy ktoś nas ciągle zawodzi i rani. U Boga jednak nie ma nic niemożliwego. On ciągle człowieka przygarnia i umacnia. Nawet, a może szczególnie, w momentach zła i cierpienia. Takie działanie Boga można zgłębić tylko wiarą. Zaufaniem, że nasze poczucie opuszczenia przez Boga nigdy nie jest wynikiem Jego faktycznej nieobecności. Jest stanem ducha, który dzięki Bożej interwencji może zostać uleczony i przemieniony.

Gdy stajemy wobec niedoskonałości świata i nas samych, zadajemy czasem pytanie: dlaczego Bóg nie stworzył świata idealnego? Czy nie mógł tego uczynić? Z pewnością mógł. Mógł tak „zaprogramować” człowieka, by ten był zdolny czynić tylko dobro. Wówczas jednak nie bylibyśmy w pełni wolni. Bóg pragnie, byśmy dążyli do ostatecznego celu, do doskonałości, z własnej woli, a nie z przymusu. Ta wolność dopuszcza istnienie błędu i grzechu. Dlatego Bóg w swojej Opatrzności nieustannie wzywa nas do oddania się Jego miłości i opiece. Wówczas On sam, w swojej wszechmocy, wyprowadza z naszych trudności większe dobro. Tak, jak z Męki i Śmierci swego Syna wyprowadził dobro największe: odkupienie ludzkości.

ZAPAMIĘTAJ

Wszechmoc i Opatrzność Boża jest powszechna, tzn. obejmuje wszystkie wydarzenia w świecie; jest miłująca – Bóg kocha nas miłością bezinteresowną i nie zniechęca się naszymi niewiernościami; jest wreszcie tajemnicza, czyli zdolna wyprowadzić dobro z każdego zła i cierpienia, na podobieństwo drogi od poniżenia Krzyża do chwały Zmartwychwstania. Pozorna niemoc Boga wobec zła i cierpienia jest w rzeczywistości Jego samoograniczeniem się, by uczynić miejsce dla ludzkiej wolności i dokonywania własnych wyborów. Bóg pozwala nam popełnić błąd, lecz pozostaje ciągle obecny, by okazać swoją wszechogarniającą miłość.

Naturalne w naszym życiu są chwile wątpliwości i pytań: „Czemu to się stało? Gdzie wtedy byłeś, Boże?” Wówczas czuję smutek, zniechęcenie, ból, rozgoryczenie, ciemność, poczucie opuszczenia przez Boga. I wtedy mam pretensje do Niego, innych ludzi czy siebie, użalam się nad sobą, zamykam się w sobie, „nakręcam” się myślami prowadzącymi do rozpaczy… Tak bywa. Jezus taką drogę także przeszedł. Czy próbuję razem z Nim, w tych trudnych chwilach, trwać przy Bogu?

Ks. Marek Chmielewski
ŚW. WINCENT A PAULO

Francuski pisarz i teolog, ks. Jacques Loew († 1999), w jednej z książek wspo-mina, jak w młodości przebywał na kuracji w Szwajcarii. Właścicielka pensjonatu, protestantka, do każdego posiłku przynosiła wyborne konfitury własnego wyrobu na tacy, na widniało zdanie: „Bóg jest Miłością”. „Niewierzącemu, jakim wówczas byłem — pisze ks. Loew — wydawało się to wzruszające, ale zarazem bardzo zabawne, że takie pyszne rzeczy, materialne i ziemskie, przynosiła na tej tacy z napisem «Bóg jest Miłością». Teraz myślę, że te słowa przeniknęły stopniowo do mojej duszy, kiedy zjadałem konfitury. Zapomniałem później wiele rzeczy, ale tych kilka słów wtargnęło do mojego niewierzącego serca w taki sposób, że teraz nie ma żadnej prawdy, żadnej innej logiki na świecie równie pewnej; prawda ta stanowi jedyne światło naszego życia. Bóg jest Miłością, Bóg istnieje, Bóg nas kocha, jest tuż…”.

Fundamentalna prawda, że „Bóg jest Miłością” (1 J 4, 8. 16), tak samo poruszyła serce i duszę ks. Wincentego à Paulo (1581-1660). Zrozumiał on, że miłość, która od Boga pochodzi i do Niego prowadzi, to nie wzruszenia i uczucia, ale nade wszystko dobre uczynki, pomagające innym stawać się lepszymi i szczęśliwszymi ludźmi.

Pochodził z ubogiej chłopskiej rodziny na południu Francji. Mógł kształcić się na księdza tylko dzięki hojności pewnego zamożnego człowieka, który dostrzegł u niego odpowiednie zdolności. W szkole bardzo wstydził się swego chłopskiego pochodzenia. Gdy pewnego razu odwiedził go ojciec, nie chciał się z nim spotkać, aby koledzy nie pomyśleli, że zadaje się z jakimś żebrakiem. Jako młody ksiądz, zgodnie z ówczesnym zwyczajem, za wszelką cenę usiłował zrobić szybko karierę i zapewnić sobie odpowiedni poziom życia. Jednak Boża Opatrzność inaczej pokierowała jego losem, w wyniku czego dotychczasowy kompleks pochodzenia z ubogiej chłopskiej rodziny przemienił w charyzmat, jakiego Kościół w XVII wieku pilnie potrzebował. Mianowicie zorganizował po raz pierwszy wysoko wyspecjalizowaną pomoc społeczną dla najbiedniejszych warstw społecznych. W tym celu założył Zgromadzenie Księży Misjonarzy i Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia (szarytek). A zapoczątkowane przez niego 400 lat temu dzieła miłosierdzia, są dziś w Kościele czytelnym znakiem, że Bóg jest miłością.

Bibliografia znajduje się na dole strony

Katecheza 5 – „Ojciec”

Prawda o Bogu jedynym w Trójcy Świętej, kieruje dziś nasze rozważania na pierwszą Jej Osobę: Boga jako Ojca. Ten tytuł jest wyrazem najwyższej czci, uznania i oddania, jakim kieruje się człowiek wierzący względem Boga. Ojcostwo Boga stawia zawsze człowieka w pozycji syna i wzywa do konkretnych zadań i postaw.

Już Stary Testament nakreśla wyraźnie ideę Boskiego Ojcostwa. Prawda ta wypływa z faktu, że Bóg jest początkiem wszystkiego i najwyższym autorytetem. On jest dawcą życia. Jest odwieczną miłością, z której pochodzi nasze istnienie. Zostaliśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo. Dla Izraela Bóg jest Ojcem, ponieważ On stworzył świat, On opiekuje się narodem wybranym, On daje temu ludowi Prawo i prowadzi go wśród niebezpieczeństw. Tę prawdę wyraża autor biblijnej Księgi Psalmów: „Choćby mnie opuścili ojciec mój i matka, to jednak Pan mnie przygarnie”. Pełne objawienie Boga jako Ojca przynosi jednak dopiero Jezus Chrystus. Bóg jest Ojcem przede wszystkim dlatego, że ma Jednorodzonego Syna. Był nim zatem odwiecznie, zanim jeszcze powstał świat. Przez Jezusa – Syna każdy człowiek staje się także przybranym dzieckiem Boga. Jezus uczy swoich uczniów nazywać Boga Ojcem, mówiąc: „wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz…”. Ten niezwykły dar wprowadza nas w najgłębszą zażyłość z Ojcem, motywuje do odwzajemnienia miłości, jaką sami od Boga, jako Ojca, otrzymujemy. Jezus uczy nas, że Wszechmocny Bóg, Stwórca wszechświata jest Ojcem pełnym dobroci, jest naszym Tatą – „Abba”, który opiekuje się nami. W świetle tego objawionego nam oblicza miłującego Ojca, chrześcijanin winien patrzeć na siebie jako na chcianego i kochanego przez Boga. Wszystko po to, by nie oceniać się jedynie przez pryzmat wad, grzechów i potknięć. Jesteśmy otuleni bezwarunkową miłością Boga Ojca, niezależnie od naszych niewierności. Pisze o tym św. Jan: „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy”.  Łaska przybrania za synów jest niezwykłym darem, ale też zadaniem. Jest wezwaniem, by zjednoczyć się z Jedynym Synem Ojca, by Go naśladować w trwaniu w Bogu, w wypełnianiu woli Ojca. Jest także zaproszeniem do głębokiego zaufania Temu, który jest Ojcem „bogatym w miłosierdzie”, o czym mówi Jezus w przypowieści o miłosiernym ojcu i marnotrawnym synu. Należy zatem mieć świadomość, że nikt nie jest Ojcem tak, jak Bóg, że Bóg jest naszym najlepszym Ojcem. Od pierwszych lat katechizacji, na pytanie: „dlaczego Boga nazywamy najlepszym Ojcem?”, odpowiadamy: „bo stworzył i kocha nas, oraz opiekuje się nami” (KKK 239). Ojcostwo Boga znajduje swą radość w pięknie synostwa człowieka, bo – jak mówi Katechizm: „chwałą Boga jest to, że uznajemy Go za Ojca” (KKK 2781).

W tajemnicę Ojcostwa Boga i naszego dziecięctwa względem Niego wpisuje się także braterstwo wszystkich ludzi. Jest ono zakorzenione w dziele stworzenia każdego człowieka na obraz Boży i w tajemnicy przyjęcia człowieczeństwa przez Syna Bożego. Skoro sam Jezus nazywa nas swoimi braćmi i siostrami, ileż bardziej my sami winniśmy się tak traktować. Wspólna droga do domu jednego Ojca, wspólna modlitwa, odpowiedzialność za siebie nawzajem, są wyrazem chrześcijańskiej wiary, że wszyscy jesteśmy dziećmi tego samego Boga.

ZAPAMIĘTAJ

Bóg jest naszym najlepszym Ojcem. Jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo, tzn., że serce nasze jest tak ukształtowane, by pragnąć miłować Boga jako swojego Ojca. Wszyscy razem, jako bracia i siostry, jesteśmy wezwani do wspólnoty z Ojcem w Jego Synu Jezusie Chrystusie, by z pomocą Ducha Świętego wołać „Abba – Ojcze”.

Odmawiam codziennie „Ojcze nasz”. Na ile zwracam się świadomie jako ukochane dziecko do dobrego Boga? Na ile wypowiadane słowa otwierają mnie na przyjęcie Jego ojcowskiej miłości – źródła pokoju serca w moim codziennych zmaganiach?

Ks. Marek Chmielewski
ŚW. BRAT ALBERT CHMIELOWSKI

Pierwszymi słowami, jakie wypowiada dziecko, są „mama” i „tata”. One określają tożsamość dziecka, które, uświadamiając sobie czułą obecność rodziców, ma poczucie bezpieczeństwa. Dzięki temu może się rozwijać bez lęku i cieszyć urokiem życia. W ten sposób uczy się, jak doświadczać miłości, by potem tą miłością obdarzać innych.

To pełne ufności odniesienie dziecka do rodziców, a zwłaszcza do taty, ma duże znaczenie w dorosłym życiu, jeśli chodzi o stosunek do Boga. Natomiast lęk dziecka wobec własnego ojca w jakiś sposób przekłada się na traktowanie Boga jako surowego sędziego i tyrana, od którego lepiej trzymać się z daleka. A przecież Chrystus Pan polecił nam zwracać się do Boga jako Ojca, który jest jak najczulsza z matek.

Takiej postawy dziecięcej ufności wobec Boga — Ojca w niebie uczą nas święci. Co więcej, całe ich życie jest ucieleśnieniem troski i miłości, jaką On ma względem każdego człowieka, zwłaszcza ubogiego, chorego, nieszczęśliwego.

Św. Brat Albert Chmielowski (1845-1916) jest jednym z tych wielu świętych, którzy do głębi przejęli się prawdą wiary, że Bóg jest naszym najczulszym Ojcem. Adam Chmielowski, porzuciwszy dobrze zapowiadającą się karierę artysty-malarza — po głębokim duchowym kryzysie, jakiego doznał po wstąpieniu do jezuitów, których z tej racji musiał opuścić — przeniósł się ze Lwowa do Krakowa. Tam resztę życia poświęcił miejskiej biedocie. Zanim zorganizował dla krakowskich bezdomnych nędzarzy regularną pomoc materialną w postaci tzw. przytulisk, gdzie sprawował nad nimi opiekę moralno-duchową, przez jakiś czas dzielił ich biedę: mieszkał razem z nimi i razem z nimi cierpiał głód oraz zimno. Stał się dla nich nie tylko bratem, ale prawdziwym troskliwym ojcem, w którym mogli rozpoznać Ojcostwo Boga.

Znamienne jest to, że z głębokiej depresji, której przez ponad dwa lata nie umiano wyleczyć, Adama Chmielowskiego wyprowadziła rozmowa o Bożym Miłosierdziu, którą w majątku Kudryńce na Podolu (dzisiejsza Ukraina) prowadził jego brat z miejscowym proboszczem. On przysłuchiwał się tej rozmowie. Odkrycie prawdy o Bogu, który jest Ojcem bogatym w miłosierdzie, niemal natychmiast przywróciło mu równowagę ducha i otwarło drogę do świętości poprzez bycie dla innych jak ojciec.

 Bibliografia znajduje się na dole strony

4. Bóg jest jeden

Wyznanie wiary odmawiane podczas Mszy Świętej niedzielnej, rozpoczyna się od słów: „Wierzę w jednego Boga”. Stwierdzenie: „Jest jeden Bóg” stanowi zatem pierwszą i główną zasadę wiary chrześcijańskiej. Jak rozumieć prawdę o tym, że Bóg jest jeden?

W biblijnej Księdze Powtórzonego Prawa czytamy: „Słuchaj Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego twego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił”. Także Dekalog naucza już w pierwszym przykazaniu: „Nie będziesz miał cudzych bogów przede Mną!” Teksty te są podstawowym wyznaniem wiary w to, że Bóg jest jeden i jedyny. Dla Biblii wiara w jednego Boga nie jest teorią czy światopoglądem. Jest wynikiem spotkania z objawiającym się, prawdziwym Bogiem. To spotkanie wymaga od człowieka jasnej decyzji. Kto uwierzył w jednego Boga, winien się odwrócić od fałszywych bożków, a zwrócić do Boga prawdziwego. Bożkiem zamazującym obraz Boga może być bowiem wiele rzeczy i spraw: jakieś wielkości ziemskie, pieniądze, władza, nieograniczony postęp ludzkości, różnie pojęty sukces, a niekiedy także i sam człowiek, czy źle ulokowana miłość. Katechizm podkreśla, że wiara w jednego Boga „prowadzi nas do zwrócenia się do Niego samego jako naszego pierwszego początku i ostatecznego celu. Niczego nie można nad Boga przedkładać i niczym Go zastępować” (KKK 229). Bóg ze swej istoty i natury, tzn. dlatego, że jest Bogiem, jest jeden. Jest najwyższy, nie ma sobie równego. Jest Osobą, która daje się rozpoznać i do której możemy się zwracać. Objawia także swoje Imię. Nie jest jakąś anonimową siłą. To imię, także jedyne i niepowtarzalne brzmi: „Jestem, Który Jestem” – z hebrajskiego „Jahwe”. Oznacza ono Boga, który zawsze jest ze swoim ludem. Jest pełnią i źródłem wszelkiego istnienia. Stworzenia otrzymały od Niego wszystko, czym są i co posiadają. On jest pierwszy i jedyny, wszystko inne od Niego pochodzi.

Jako chrześcijanie wyznajemy wiarę w Trójjedynego Boga: Ojca, Syna i Ducha Świętego. Ta tajemnica Trójcy Świętej stanowi centrum wiary i życia chrześcijańskiego. Przysparza jednak rozumowi ludzkiemu wielu problemów z jej zrozumieniem. Katechizm mówi: „nie wierzymy w trzech bogów, ale jednego Boga w trzech osobach” (KKK 253). W Bogu jest zatem jedna natura i trzy osoby. Pojęcie „natura” określa i pozwala rozpoznać, że „ktoś jest kimś”, czyli mężczyzna jest ze swej natury w pełni mężczyzną; kobieta jest ze swej natury w pełni kobietą; a Bóg jest ze swej natury w pełni Bogiem. Ojciec, Syn i Duch Święty nie dzielą się boskością „po kawałku”, ale każdy jest w pełni tym samym Bogiem. Rozróżniamy natomiast Osoby, gdyż Ojciec nie jest Synem, a Syn nie jest Duchem. Każda osoba posiada zaś tę samą naturę, w niej istnieje i działa. [Posłużmy się dalece niedoskonałym, ale być może zbliżającym nas do zrozumienia tajemnicy Trójcy przykładem: drzewo jest ze swej „natury” drzewem. Ma jednak pień, gałęzie i liście. Każda z tych części jest sama w sobie czymś innym, niejako odrębnym, ale wszystkie razem stanowią jedno drzewo.] Myśląc zatem o Bogu nie mówimy więc, że w Nim jedność równa się trzy, bowiem trzy osoby są trzema, a jedna natura Boża jest jedna. Dlatego też każdy chrześcijanin został ochrzczony „w imię” – a nie „w imiona” Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Prawda o Trójcy Świętej, wymykająca się rozumowi, możliwa jest do uchwycenia przez wiarę. Do otwartości na ten dar i przyjęcia go zaprasza nas sam Jezus, mówiąc: „nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”.

ZAPAMIĘTAJ

Bóg jest jeden i jedyny, choć w Trzech Osobach. Objawił się nam jako Ojciec, Syn i Duch Święty. Łączy Ich ta sama, Boska natura, oraz jedność działania Osób różniących się między sobą, ale pozostających w relacji doskonałej, nieskończonej miłości. Jest to centralna tajemnica wiary.

Wyznawanie wiary w jednego Boga, który jest źródłem i celem, do którego zmierzamy, ma dla nas ogromne konsekwencje. Pragnąć miłować Go z całej duszy i całego serca oraz służyć Mu to drogą do pełni życia i szczęścia.

Moje wyznanie wiary

Czy nie przedkładam niczego ani nikogo ponad Boga?

Ks. Marek Chmielewski

  BŁ. ELŻBIETA OD PRZENAJŚWIĘTSZEJ TRÓJCY

Każdy człowiek ma swoje imię. W przypadku nas, chrześcijan, nadawane jest ono przy okazji chrztu świętego. Zostaliśmy ochrzczeni „w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Nosimy zatem znak zamieszkania w nas Boga Jedynego, który zarazem jest Boską Trójcą. A skoro chrzest jest podstawą wiary, więc imię powinno stale przypominać o naszym wszczepieniu w Chrystusa i Jego Kościół, jak również to, że wiara, którą otrzymaliśmy, jest darem oraz zadaniem, aby ją rozwijać i pogłębiać.

Chrześcijańskie imię nie może więc być przypadkowe. Nosząc imię jakiegoś świętego zapraszamy go do swego życia, aby go naśladować i cieszyć jego wstawiennictwem u Boga. W zakonach, przy okazji składania pierwszych ślubów, a nierzadko już w nowicjacie, do imienia dodawany jest tzw. predykat, czyli wskazanie na jakąś prawdę wiary. Na przykładzie życia wielkich świętych widać, jak ów predykat szybko stawał się czymś w rodzaju programu życia i dążenia do świętości.

Tak było na przykład z bł. Elżbietą od Przenajświętszej Trójcy (1880-1906), francuską karmelitanką i mistyczką. Od dziecka nosiła w sobie pragnienie całkowitego poświęcenia się Bogu i życia w klauzurze. W wieku 21 lat wstąpiła do klasztoru karmelitańskiego w Lyonie, gdzie doświadczała mistycznego zjednoczenia z Bogiem, któremu towarzyszyły liczne duchowe cierpienia.

Jak wynika z jej zapisków duchowych, dostąpiła szczególnej łaski doświadczenia tajemnicy Boga Jedynego w Trójcy Osób, którą dzieliła się z innymi. Pragnęła, aby wszyscy ludzie zachwycili się głębią i pięknem tej podstawowej prawdy naszej wiary. Do swoich przyjaciół pisała: „Zagubmy się w tej świętej Trójcy, w Bogu miłości. Dajmy się unieść tam, gdzie jest już tylko On sam. Niech hasłem naszym będzie «Bóg we mnie, a ja w Nim». Jak słodka jest świadomość tej obecności Boga wewnątrz nas, w tym intymnym sanktuarium naszej duszy. Znajdujemy Go tam zawsze, nawet wówczas, gdy uczucie nie doznaje Jego obecności. A jednak On tam jest. Tam też najchętniej Go szukam. Starajmy się nie zostawiać Go samego. Niech życie nasze będzie nieustanną modlitwą. Któż Go nam może zabrać? A nawet któżby mógł nas oderwać od tego, który nas całkowicie posiadł i sprawił, że staliśmy się Jego własnością?”.

Bibliografia znajduje się na dole strony

3. Wierzę

ZAPAMIĘTAJ

„Wiara jest osobowym przylgnięciem całego człowieka do Boga, który się objawia. Obejmuje ona przylgnięcie rozumu i woli do tego, co Bóg objawił o sobie przez swoje słowa i czyny” (KKK 176). Wiara jest darem, łaską. Dlatego trzeba o nią nieustannie prosić Boga i ją rozwijać, bonasze życie jest takie, jak nasza wiara. Bóg stawia na naszej drodze nauczycieli i świadków wiary: Abrahama – wierzącego nawet wbrew nadziei, Mojżesza, Józefa, Maryję – pełną ufności, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. „Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala”(Hbr 12,2).

Moje wyznanie wiary

Z czym mi się kojarzy słowo wiara?

Co dla mnie znaczy „Wierzę”?Jestem przekonany, że Bóg istnieje; modlę się i chodzę do kościoła; ufam, że jest blisko i mnie kocha; powierzam się Jemu i chcę pełnić Jego wolę.

Która odpowiedź jest mi najbliższa?

Ks. Marek Chmielewski

ŚW. JÓZEF Z NAZARETU

Jak łatwo powiedzieć: „Wierzę…!”? Ileż razy w życiu każdy z nas deklarował, że wierzy w Boga… Ale czy za tym idzie postawa wiary, czyli podporządkowanie całego życia wymaganiom, jakie wynikają z uznania Chrystusa za swego Pana i Zbawiciela? Przecież nie wystarczy wierzyć w Boga. Bogu trzeba zawierzyć – zaufać, jak dziecko! Wszakże, jak pisze św. Jakub Apostoł, także złe duchy wierzą w Boga, z pewnością bardziej niż my, bo jako istoty duchowe mają znacznie lepszy ogląd spraw duchowych. Jednak Mu nie ufają, nie kochają Go, lecz wprost Go nienawidzą (por. Jk 2, 19).

Natomiast postawy wiary uczmy się od św. Józefa z Nazaretu – wspaniałego, prawdziwego mężczyzny. Miarą jego charakteru nie była siła fizyczna, którą niektórzy mężczyźni lubią się popisywać, ani nie mocne, czasem bardzo wulgarne słowa, lecz w milczenie, przeniknięte miłością do Boskiego Dziecięcia i Jego Matki, oraz głęboka pokora wobec niepojętych wyroków Bożej Opatrzności. Właśnie w tym milczeniu i pokorze najbardziej ujawnia się jego wiara godna naśladowania, zwłaszcza przez mężczyzn.

Męski kształt wiary Józefa z Nazaretu wyraża się nie w słowach, lecz w czynach. Jak zaznaczył bł. Jan Paweł II w adhortacji o św. Józefie pt. Redemptoris Custos, Ewangelie nie notują żadnego słowa wypowiedzianego przez Opiekuna Jezusa. Nie znaczy to, że nic nie mówił. W ten sposób autor biblijny chciał podkreślić jego szczególną cechę – wiarę, która za każdym razem znajdowała wyraz w czynach.

Tak było, kiedy nie wiedząc o zwiastowaniu anielskim, Józef chciał wycofać się z małżeństwa z Maryją, aby nie narazić Jej na przykre konsekwencje nieślubnego macierzyństwa. Wtedy we śnie anioł objawił mu Boży zamysł. Bez wahania nie tylko poślubił Maryję, ale przyjął rolę opiekuna Jezusa. Podobnie było, gdy anioł polecił mu uciekać do Egiptu przed prześladowaniem Heroda. Po kilku latach w ten sam sposób otrzymał rozkaz powrotu do Ojczyzny. Może dla kogoś sen jest tylko nic nie znaczącym, spontanicznym procesem psychicznym. Ale nie dla św. Józefa — człowieka żywej wiary. On posiadł sztukę mądrego milczenia. Dzięki niej wsłuchiwał się w głos sumienia i umiał we wszystkim rozpoznawać wolę Boga, a także podejmować zgodne z nią działania. Czyż nie na tym polega żywa wiara? Wiara prawdziwe męska?

Bibliografia znajduje się na dole strony

Katecheza 2: „Człowiek odpowiada Bogu”

Bóg, który objawia się człowiekowi na kartach Pisma Świętego oraz w pełni ukazuje mu swoją miłość w Jezusie Chrystusie, wzywa każdego z nas do konkretnej odpowiedzi na ten nadzwyczajny dar. W dzisiejszej katechezie zastanowimy się, jaka droga prowadzi chrześcijanina do dania Bogu właściwej i pełnej odpowiedzi.

Człowiek, ze swej natury, jest istotą religijną, tzn. otwartą na Boga, pragnącą Go. Możemy to stwierdzić dostrzegając wielość różnych religii, istniejących na świecie. W każdej z nich człowiek stara się odnaleźć kontakt z Istotą Najwyższą, by dostrzec w Niej sens swojego własnego istnienia. Wiemy już jednak, że Bóg sam wyszedł nam na spotkanie i ukazał się w swoim Synu. Tę objawioną prawdę odczytujemy na nowo w każdej chwili swojego życia, rozważając historię biblijną. Byśmy jednak w tej drodze nie zbłądzili, Jezus Chrystus, powołując do istnienia nowy Lud Boży, jakim jest Kościół, ustanowił w nim przewodników naszej wiary, czyli Pasterzy Kościoła. Ich zadaniem jest żywe przekazywanie, wypełniane w Duchu Świętym, objawionych prawd wiary. Przekaz ten nazywamy Tradycją Kościoła. Katechizm mówi nam: „Przez Tradycję Kościół w swej nauce, w swym życiu i kulcie, uwiecznia i przekazuje wszystkim pokoleniom to wszystko, czym on jest i to wszystko, w co wierzy” (KKK78). Jezus Chrystus polecił bowiem Apostołom, aby Ewangelię, którą przyniósł i wypełnił, głosili wszystkim jako źródło zbawiennej prawdy i życia moralnego. To zadanie spełniali przez swoje świadectwo dawane wiernie słowem i życiem, aż po męczeńską śmierć. Stają się zatem dla nas przykładem pełnej odpowiedzi danej Bogu, a przez to ukazują najgłębsze pragnienie życia w bliskości Boga. W Katechizmie czytamy: „Pragnienie Boga jest wpisane w serce człowieka, ponieważ został on stworzony przez Boga i dla Boga. Bóg nie przestaje przyciągać człowieka do siebie i tylko w Bogu człowiek znajdzie prawdę i szczęście, których nieustannie szuka” (KKK 27). By chrześcijanin mógł dać Bogu właściwą, a co za tym idzie, zbawienną dla siebie odpowiedź, powinien, zachowując w sercu pragnienie życia blisko Boga, wsłuchiwać się w głos Apostołów i ich następców, o których sam Jezus mówi: „kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi”. Głoszone prawdy wiary, płynące bezpośrednio z prawa Bożego są bowiem dla każdego wierzącego, drogą do zjednoczenia z samym Bogiem. One też stanowią Tradycję Kościoła, która „jest ciągle dokonującym się na fundamencie apostolskim, mocą Ducha Świętego, przekazywaniem w Kościele Słowa Bożego i dzieła zbawczego, powierzonego przez Chrystusa Dwunastu” (KKK 83). Jest to tradycja żywa, gdyż dokonuje się nieustannie w życiu każdego wierzącego, któremu głoszone jest świadectwo o Jezusie Chrystusie. Przyjęcie tej dobrej nowiny wzbudza zaś w człowieku postawę wiary i chęć coraz głębszego poznania Tego, który pierwszy nas umiłował, pragnie towarzyszyć nam w codziennej drodze życia i ofiaruje nam dar swojej obecności.

ZAPAMIĘTAJ

Bycie otwartym na Boga oznacza podtrzymywanie nieustannej, żywej, dynamicznej relacji (komunikacji) ze swoim Stwórcą. Bóg, który pierwszy umiłował człowieka, stworzył go do tej samej miłości, dlatego zaprasza człowieka do stałego ze sobą kontaktu. By zaś sam człowiek nie zabłądził w drodze, ustanowił mu przewodników w wędrówce wiary – Apostołów i Pasterzy Kościoła. Ich zadanie to przekazanie każdemu człowiekowi objawionych prawd wiary, czyli żywej Tradycji Kościoła, której zachowanie jest drogą prowadzącą do właściwego ugruntowania postawy chrześcijańskiej i wiernego podążania na spotkanie z Bogiem.

Bóg, który stworzył ludzi z miłości, wpisał w nasze serce pragnienie zjednoczenia z Nim i wciąż zaprasza do stałej relacji ze Sobą.Odpowiadając na wezwanie Boże, odnajdujemy sens i pełnię swego życia. Byśmy nie zabłądzili w drodze, Chrystus ustanowił dla swego ludu przewodników w wędrówce wiary – Apostołów i Pasterzy Kościoła. Ich zadanie to przekazywanie objawionych prawd wiary, czyli żywej Tradycji Kościoła. Jej zachowanie pomaga nam wiernie podążać na spotkanie z Bogiem.

MOJE WYZNANIE WIARY
Czy decyzje, które podejmuję, są w moim przekonaniu odpowiedzią na wezwanie Boże? Czego one dotyczą?

Bibliografia znajduje się na dole strony

Ks. Marek Chmielewski

 MARYJA

Bł. Jan Paweł II w encyklice o Matce Bożej pt. Redemptoris Ma- ter pisze, że jest Ona dla każdego wierzącego i dla całego Kościoła „Gwiazdą przewodnią” (Maris Stella) w pielgrzymce wiary (nr 6). A zatem jest Ona niedoścignionym przykładem, co znaczy uwierzyć i zawierzyć Bogu. Prawdziwa cześć dla Najświętszej Dziewicy polega bowiem nie na pełnym wzruszeń podziwianiu Jej jako najpiękniejszej z niewiast, „obleczonej w słonce z księżycem u stóp i wieńcem dwunastu gwiazd nad głową” (por. Ap 12, 1), ale przede wszystkim na naśladowaniu Jej cnót. Najważniejszą wśród nich jest heroiczna wiara, którą Maryja najpierw okazała podczas zwiastowania. Wtedy Archanioł Gabriel oznajmił Jej, że niezależnie od jakichkolwiek życiowych planów, Bóg wybrał Ją na Matkę Syna Boże go, którego pocznie mocą Ducha Świętego. Maryja zaś, nie do końca wiedząc, jak to jest możliwe w porządku natury, mimo wszystko wyraziła zgodę: „Niech mi się stanie według Twego słowa…” (Łk 1, 38). Uwierzyła, że Bóg ma wobec Niej szczególny zamiar i że Jej gotowość służenia, wyrażona słowami: „Oto ja Służebnica Pana moje go” (tamże) wpisuje się w ten zbawczy plan Miłosiernego Boga.

Gdy niedługo potem Maryja przestąpiła próg domu swej ciotki Elżbiety w Ain Karim, ta na Jej widok wykrzyknęła: „Błogosławiona, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane mi od Pana” (Łk 1, 45). W ten sposób potwierdziła żywą wiarę Maryi.

Drugim ważnym momentem, w którym Maryja okazała swą heroiczną wiarę, była męka i śmierć na krzyżu, jaką zadano Chrystusowi Panu. Ona była obecna w tłumie, gdy Jej Syn ciasnymi uliczkami starej Jerozolimy niósł krzyż na Golgotę, a potem dzielnie stała pod krzyżem. Ponieważ wiedziała, że Jej Syn jest Wcielonym Bogiem — Zbawicielem, dlatego Jego męka i śmierć była dla Niej niezwykle ciężką próbą wiary. Przez to nieludzkie wprost doświadczenie, Maryja stała się bliska wszystkim, których dotyka śmierć najbliższych i w ogóle jakiekolwiek cierpienie.

Trafnie więc Jan Paweł II w cytowanej wyżej encyklice napisał, że jak wiara Abrahama stanowi początek Starego Przymierza, tak wiara Maryi daje początek Nowemu Przymierzu (por. RM 14). A zatem nasze uwierzenie Bogu w pewnym sensie ma więc swój początek w wierze Maryi i w Niej znajduje niedościgniony wzór.

Katecheza 1 – Bóg wychodzi naprzeciw człowiekowi

Ojciec Święty, Benedykt XVI, w liście „Porta fidei”, ogłaszającym Rok Wiary pisze: „Chcemy obchodzić ten Rok Wiary w sposób godny i owocny. Trzeba zintensyfikować refleksję na temat wiary, aby pomóc wszystkim wierzącym w Chrystusa w stawaniu się bardziej świadomymi i ożywić ich przywiązanie do Ewangelii, zwłaszcza w okresie głębokich przemian, jakie ludzkość przeżywa obecnie. Będziemy mieli okazję do wyznawania wiary w zmartwychwstałego Pana w naszych katedrach i kościołach całego świata; w naszych domach i rodzinach, aby każdy silnie odczuł potrzebę lepszego zrozumienia i przekazywania przyszłym pokoleniom odwiecznej wiary. Wspólnoty zakonne oraz parafialne, wszystkie stare i nowe rzeczywistości eklezjalne znajdą w tym roku sposób, aby uczynić publicznym wyznanie Credo. Pragniemy, aby ten Rok rozbudził w każdym wierzącym aspirację do wyznawania wiary w jej pełni i z odnowionym przekonaniem, z ufnością i nadzieją”. Podążając za tym zaproszeniem Ojca Świętego, rozpoczynamy cykl katechez katechizmowych, by głębiej zrozumieć sens wymawianego w każdej niedzielnej Mszy Świętej Wyznania wiary. Dziś rozważymy prawdę, w jaki sposób Bóg ukazuje się człowiekowi i wychodzi mu na spotkanie.

Bóg jest duchem. Jako istota duchowa pozostaje dla nas niewidzialny. Z tego względu rodzą się ważne pytania: czy w ogóle można poznać niewidzialnego Boga? Jakie drogi prowadzą do poznania Ojca Niebieskiego?

O tym, kim jest Bóg, opowiada nam Pismo Święte. Rozpoznajemy Go także w doskonałości i pięknie stworzonych dzieł, w których dostrzegamy ślady Jego obecności. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Święta Matka Kościół utrzymuje i naucza, że naturalnym światłem rozumu ludzkiego można z rzeczy stworzonych w sposób pewny poznać Boga, początek i cel wszystkich rzeczy” (KKK 36). W całej pełni zaś i w sposób ostateczny Bóg ukazał się człowiekowi w swoim Synu – Jezusie Chrystusie. Widzimy więc, że Bóg pragnie być przez człowieka rozpoznany i daje mu ku temu wiele możliwości. Stopniowo, sam o sobie, odsłania przed człowiekiem prawdę o swojej obecności. Dar ten nazywamy Objawieniem Bożym. Jak czytamy na kartach Pisma Świętego, Bóg już na samym początku dziejów objawił się człowiekowi, by uczynić go swym dzieckiem, przyjacielem i powołać do życia wiecznego. Kiedy zaś człowiek popada w niewolę grzechu, Bóg nie pozostawia go samemu sobie. Objawia swoją obecność i daje się poznać, zawierając przymierza z Noem, Abrahamem i wybranym narodem izraelskim. Naród ten wybawia z niewoli egipskiej, objawiając w noc paschalną i na rożnych etapach wędrówki do Ziemi Obiecanej, swoją zbawczą moc. Później przemawia do tego ludu przez proroków, nawołując do wiary i przestrzegania przykazań. W końcu, w zamierzonym przez siebie czasie, posyła swego Syna – Jezusa. Chrystus, głosząc Ewangelię, każdym swoim słowem i czynem ukazuje Boga, jako ukochanego Ojca. Oddając ostatecznie życie na Krzyżu i zmartwychwstając, odsłania głębię miłości Boga do ludzi oraz Jego wolę wyzwolenia nas z grzechu i śmierci. Objawienie Boże jest zatem „darowaniem się Boga człowiekowi w Jezusie Chrystusie”. Cały Chrystus bowiem jest objawieniem Ojca, jest jedno z Ojcem tak, że kto Go widzi, widzi i Ojca, kto spotyka się z Nim, spotyka się z Ojcem. Nazywamy to „pełnią Objawienia”, czyli ostatecznym ukazaniem się Boga człowiekowi. W Kościele możemy także usłyszeć o „objawieniach prywatnych” np.: Jezusa Miłosiernego – s. Faustynie, czy Matki Bożej – dzieciom w Fatimie. Katechizm jednoznacznie naucza, że „ich rolą nie jest uzupełnianie objawienia Chrystusa, lecz pomoc w jego pełniejszym przeżywaniu i odkrywaniu w danej epoce” (KKK 67) i jednocześnie przestrzega przed objawieniami fałszywymi, niepotwierdzonymi, które wprowadzają w błąd wierzących w Trójjedynego Boga.

Widzimy zatem, że od początku istnienia świata, Bóg sam wychodzi naprzeciw człowieka, by ten mógł Go poznać i pokochać. Przemawia do człowieka ludzkimi słowami, zapisanymi na kartach Biblii. Gdy kapłan lub lektor czyta tekst Pisma Świętego podczas Mszy Świętej, lub gdy sami odczytujemy fragmenty tekstów biblijnych, sam Bóg przemawia do nas, spotyka się z nami, poucza, proponuje oraz wskazuje jak żyć i jakich drogowskazów się trzymać, aby nie pobłądzić w coraz bardziej pogmatwanym świecie. On, rozmawiając z nami i ukazując się w Jezusie Chrystusie, daje nam nadzieję, że kiedyś spotkamy się z Nim i poznamy Go w całej pełni w niebie.

Opracowanie: Zespół duszpasterzy parafii katedralnej.

ZAPAMIĘTAJ
Bóg zawsze wychodzi jako pierwszy do człowieka i daje mu się poznać poprzez dar
swojego Objawienia. Jest to stopniowe odsłanianie się (ukazywanie) Boga ludziom, czego
świadectwo mamy zapisane na kartach Pisma Świętego. Objawienie dokonywało się w
historii narodu wybranego, a pełnię uzyskało w Jezusie Chrystusie. Czytając i rozważając
Pismo święte, rozpoznajemy miłość Boga, Jego wolę i prawdę o Nim.

Moje wyznanie wiary
W jakich wydarzeniach mojego życia rozpoznaję obecność Boga? Jaką prawdę Bóg mi wówczas odsłonił? Na ile Pismo św. jest dla mnie pomocą w poznawaniu Boga?

Ks. Marek Chmielewski

ABRAHAM

Patriarchę Abrahama, ojca narodu wybranego, my chrześcijanie nazywamy ojcem naszej wiary. Jest on bowiem pierwszym w historii zbawienia, który daje przykład, co to znaczy wierzyć w Boga. On bowiem wielkodusznie odpowiedział na Boże wezwanie, nie oglądając się na wielkie ryzyko i konieczność porzucenia wszystkiego, co do tej pory stanowiło całe jego życie. Jak czytamy w Księdze Rodzaju (12, 1-5), Bóg nieoczekiwanie wkroczył w jego życie i zażądał, aby bez wahania opuścił swoje rodzinne miasto Ur w Chaldei (obecnie Irak) i udał się do Charanu (obecnie południowo-wschodnia Turcja). Za okazane posłuszeństwo Bóg obiecał mu obfite błogosławieństwo, którego szczególnym przejawem będzie niezliczone potomstwo, mimo iż Abraham i jego żona Sara byli bezdzietni i w podeszłym wieku. Z tego potomstwa z czasem ukształtował się naród, za pomocą którego Bóg pragnął przeprowadzić swój plan odrodzenia ludzkości.

To posłuszeństwo wiary Abrahama Bóg wielokrotnie poddawał próbie. Najcięższą z nich było żądanie, aby swego jedynego syna Izaaka, z którego zgodnie z obietnicą miał powstać wielki naród, złożył jako całopalną ofiarę na górze Moria (por. Rdz 22, 1-14). Można sobie wyobrazić, jak wielki rozdzierający ból czuł Abraham, gdy wchodził na górę z synem nieświadomym, że czeka go śmierć z jego rąk. Izaak, pełen ufności pyta ojca o cel tej wspinaczki i o to, co będzie ofiarą. Znamienna jest wymijająca, a zarazem prorocza odpowiedź Abrahama: „Synu mój, Bóg znajdzie sobie jagnię na całopalną ofiarę” (Rdz 22, 8). Nawet w tak dramatycznej sytuacji, ani przez chwilę nie zwątpił w to, że Bóg dotrzyma swej obietnicy. Po cudownej interwencji anioła, który w ostatniej chwili ocalił młodego Izaaka, Bóg zawarł uroczyste przymierze z Abrahamem, w którym potwierdził wszystkie swoje dotychczasowe obietnice.

Przykład Abrahama uczy nas, że miarą dojrzałej wiary jest bezwarunkowe posłuszeństwo Bogu we wszystkim, czego On żąda od człowieka. Ponadto widać, jak dalekosiężne konsekwencje ma wiara każdego człowieka z osobna. Jeśli bowiem wiara Abrahama dała początek wielkiemu narodowi i całej historii zbawienia ludzkości, to warto pomyśleć, jakie niedające się przewidzieć owoce może przynieść także moja wiara.

Katechezy katechizmowe na Rok Wiary, opracowane przez zespół duszpasterzy Parafii Archikatedralnej w Lublinie, na podstawie:

1. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie z języków oryginalnych, wydanie piąte, Pallotinum – Poznań 2000.

2. Katechizm Kościoła Katolickiego, Pallotinum 1994.

3. Katechizm Płocki, część pierwsza, Wyznanie wiary, Płock 2008.

4. Katechizm Płocki, część trzecia, Życie w Chrystusie, Płock 2011.

5. Katechizm dla dorosłych, Wydawnictwo WAM, Kraków 1999.

6. Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego, Jedność 2009.

7.Sobór Watykański II, Konstytucje, Dekrety, Deklaracje, Tekst polski, Pallotinum 1967.

8. Wyznawać wiarę dzisiaj, Katecheza dorosłych na podstawie Katechizmu Kościoła Katolickiego, praca zbiorowa pod red. S. Łabendowicza, Wydawnictwo Diecezjalne, Sandomierz 1999.

9. Augustyn J., Sakrament pojednania, wydanie drugie poszerzone, Kraków 1996.

10. Budzik S., Taka jest wiara Kościoła, Wprowadzenie w podstawowe prawdy wiary, Biblos – Tarnów 2000.

11. Gorzandt A., Wiara ojców naszych, Wydawnictwo Archidiecezji Lubelskiej, Lublin 1999.

Duszpasterstwo Akademickie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego
 
ul. I. Radziszewskiego 7
20 - 039 Lublin