Nasz patron

KALENDARIUM

1901, 6 kwietnia – narodziny Piotra Jerzego w Turynie,

1902 – narodziny siostry Piotra Jerzego – Luciany,

1910, 20 lipca – ukończenie eksternistycznej szkoły podstawowej,

1913, listopad – przeniesienie Piotra Jerzego do prywatnej szkoły ojców jezuitów w Turynie,

1914 – Piotr zapisuje się do Apostolatu Modlitwy i Towarzystwa Adoracji Najświętszego Sakramentu,

1915 – przyjmuje sakrament bierzmowania,

1918 – zapisuje się do Włoskiego Klubu Alpinistycznego, Kongregacji Maryjnej i Koła Różańcowego

listopad – rozpoczęcie studiów inżynierii górniczej na Królewskiej Politechnice w Turynie, zapisuje się do Akcji Katolickiej, Uniwersytetu Federacji Katolików Włoskich i Włoskiej Młodzieży Katolickiej, rozpoczyna działalność w Konferencji św. Wincentego a Paulo w Turynie,

1920 – zapisuje się do Włoskiej Partii Ludowej,

1921 – ojciec Piotra Jerzego zostaje mianowany ambasadorem włoskim w Berlinie, Piotr wielokrotnie odwiedza Niemcy

1922 – zapisuje się do Koła “Milites Mariae” przy turyńskiej Młodzieży Katolickiej, wstępuje do III Zakonu św. Dominika,

1923 – publikuje list, w którym solidaryzuje się z okupowanym regionem Ruhry,

29 lipca – zostaje ojcem chrzestnym chorągwi Koła Młodzieży Katolickiej w Polone,

9 września – bierze udział w Kongresie Eucharystycznym w Genui

1924, 18 maja – zakłada z przyjaciółmi “Stowarzyszenie Ciemnych Typów”

1925, 4 lipca – Piotr Jerzy umiera po kilku dniach cierpień spowodowanych chorobą Heinego-Medina.

6 lipca – pogrzeb Piotra Jerzego w Turynie, na który przychodzi całe miasto,

1990, 20 maja – Ojciec św. Jan Paweł II ogłasza Piotra Jerzego błogosławionym.

 

Piotr Jerzy Frassati urodził się 6 kwietnia 1901 roku w Turynie. Matka – Adelajda z domu Ametis zajmowała się malarstwem. Jego ojciec, Alfred Frassati w 1895 roku, w wieku dwudziestu sześciu lat, założył liberalny dziennik “La Stampa”. W roku 1913 był najmłodszym senatorem królestwa, a w 1922 został w Berlinie ambasadorem Włoch. Rodzina Frassati była w tym czasie jedną z bardziej znaczących rodzin w Turynie, mieście przekształcającym się w bogatą przemysłową metropolię, do której masowo napływali robotnicy.

Rok później urodziła się jego siostra Luciana.

Luciana i Dodo (tak w dzieciństwie nazywany był Piotr Jerzy) wychowywani byli w dyscyplinie, wpajano im nawyk posłuszeństwa i znoszenia ofiar. Piotr Jerzy otrzymywał od matki dość surowe wychowanie, ale przez to umiał stawiać czoło trudnościom i odważnie znosić ból.

 Tak wspomina Piotra Jerzego siostra: “Byliśmy niewątpliwie bardzo różni. Usiłował mnie wychowywać nawet za pomocą rękoczynów, zwłaszcza gdy przyłapał mnie na czymś niezgodnym z jego poczuciem sprawiedliwości.”

A w innym miejscu pisze: „Piotr Jerzy był oskarżony przez rodziców, że traci czas, że jest uparty, nawet, że kłamie; za nic mieli dziedzictwo wymykające się spod rygorów administracyjnych tatusia i nie zadowalające aspiracji mamy. Gromadził skarby na dzień, w którym trzeba będzie zdać rachunek.”[1]


 

Nauka nie przychodziła mu łatwo. Jesienią 1913 roku nie zdał egzaminu z łaciny i musiał przenieść się do prywatnej szkoły prowadzonej przez ojców jezuitów. W szkole tej powtarzał łacinę i uczęszczał do trzeciej klasy. W niej też zaczął się szczególnyrozwój duchowy Piotra Jerzego pod kierownictwem o. Pietro Lombardiego. Sytuacja powtórzyła się w 1917 roku gdy po niezdanym egzaminie przeniósł się znowu do szkoły ojców jezuitów i uczęszczał do drugiej klasy liceum.

 

Podczas swojej szkolnej nauki Piotr Jerzy aktywnie angażował się w działania różnych grup. Należał do Apostolstwa Modlitwy, Krucjaty Eucharystycznej, w której praktykował codzienną Komunię Świętą, do Stowarzyszenia Najświętszego Sakramentu, Legii Eucharystycznej, Sodalicji Mariańskiej i Bractwa Różańcowego.


“Gdy w maju 1915 r. Włochy przyłączyły się do I Wojny Światowej, Piotr był jej przeciwny. Pewnego dnia w rozmowie z pokojówką powiedział, że oddałby życie, by wojna się skończyła. Działania wojenne zmotywowały go do większego miłosierdzia. Dawał swoje pieniądze idącym na front żołnierzom, wspierał uchodźców koczujących w jego szkole.”[2]

——————————————————————————————————————————————————-

 “Jeszcze trochę wysiłku, a osiągnę i ja ten dyplom inżynierski tak upragniony”

Piotr Jerzy w listopadzie 1918 rozpoczął studia na Królewskiej Politechnice w Turynie na wydziale inżynierii górniczej.

Poszukując swojej drogi życia odkrywał w sobie powołanie do kapłaństwa, jednocześnie wyczuwał brak akceptacji takiej drogi przez jego mamę. Będąc w Niemczech doszedł do wniosku, że bardziej będzie mógł służyć jako człowiek świecki. Swoją decyzję argumentował następującymi słowami: “Chcę w kopalni pomagać mojemu ludowi, a to mogę czynić lepiej jako osoba świecka niż jako kapłan, ponieważ u nas kapłani nie są w łączności z ludem”.

Postanowił rozpocząć studia górnicze na politechnice by dzięki takiemu wykształceniu móc wejść w środowisko robotnicze. Pytano go po co mu takie trudne studia, skoro chce być misjonarzem, jednak on odpowiadał, że bez zawodowego wykształcenia nie będzie mógł realizować swojego apostolstwa. W jednym z listów pisał „Jakże to cudowne, że będę mógł zjechać do kopalni i że będę mógł pracować wraz ze wszystkimi innymi robotnikami”.

Jak wspomina jego siostra:  “Studia wymagały dużego wysiłku z jego strony, ale nie rezygnował z nich. Skromność nie pozwalała mu nigdy podkreślać swoich uzdolnień, przeciwnie, lubił przyznawać się publicznie do swojej “przeciętności intelektualnej”, twierdząc, że ten czy ów jest o wiele inteligentniejszy od niego. “Ja nie jestem wcale inteligentny – mawiał – Jestem zakuty łeb, jak wszyscy w okręgu Biella”. Nie była to poza, skromność niezmienna, absolutna nigdy go nie opuszczała.”[3]


Piotr Jerzy był przeciętnym studentem. Zdarzało się, że przekładał egzaminy, nigdy nie uzyskał maksymalnej liczby punktów, jednak był pracowity i wytrwały. O trudnościach z jakimi borykał się podczas studiów świadczą jego listy, w których opisuje swoje przeżycia:

“W tym roku wręcz zwątpiłem w swoje siły, bo dotychczas zdałem tylko zasady elektrotechniki, potem próbowałem konstrukcji maszyn, ale to źle mi poszło i teraz wróciłem do wkuwania termotechniki, lecz upał mnie zabija: siedzi się kilka godzin przy stole bez żadnego skutku. Nie wiem, czy zdołam to zdać. W każdym razie będę tego lata uparcie się uczył, aby odrobić niepowodzenie, bo inaczej ów dyplom upragniony nigdy nie nadejdzie. W zimie jest się dobrze bawić, ale gdy zima dobiega kresu, trzeba brać się do nauki, bo potem upał nie pozwala niczego osiągnąć.” (list do Antonia Villaniego, 19 lipca 1923)


„Przyjechałem do Turynu z dumnymi zamiarami, żeby „wbić nogi w ziemię” i poważnie zabrać się do nauki, bo inaczej nie zda się tego egzaminu, który przez to, że tak się wlecze, staje się przykry. Ale to niewątpliwe, że dla spełnienia pewnych zamiarów trzeba żelaznej woli, jakiej niestety nie mam. Ach, zamiast niej mam wolę przywykłą nieszczęśnie do ustępowania, dlatego potrzebuję modlitwy, bo tylko z nimi i przez nie będę mógł uzyskać u Boga Łaskę, żeby się wzmocniła moja wola i żeby mogła dotrzeć do dobrego portu ta nawa, która tonie w ostatnich burzliwych falach mojego życia studenckiego. Ruit hora[4], a więc trzeba wkuwać. O, gdybym za miesiąc zdołał sprostać egzaminowi, byłbym szczęśliwy.” (list do Franza Massettiego, 17 kwietnia 1925)


“Pędzę życie poświęcone uczeniu się, jestem jak rozbitek, który rozpaczliwie walczy z falami, ciągle pokładając nadzieję w kotwicy ocalenia, a tak mię osaczyły powinności, że niemal się wśród nich topię w owym boju, aby dotrzeć do portu, jakim byłby egzamin. Umysł przesycony tą suchą wiedzą znajduje od czasu do czasu pokój i odetchnienie, i radość duchową w lekturze świętego Pawła” (list do Izydora Boniniego, 29 kwietnia 1925)


Okres studiów był czasem jego szczególnej aktywności. Niecały miesiąc po rozpoczęciu studiów wstąpił do Konferencji św. Wincentego im. bł. Hieronima Cottolengo, później do Konferencji działającej przy jego parafii, z ramienia której przynajmniej raz w tygodniu nawiedzał powierzonych mu ubogich wspierając ich materialnie i duchowo. Należał do uniwersyteckiego koła im. „Cesare Balbo”, komórki Uniwersyteckiej Federacji Katolików Włoskich, Żołnierzy Maryi, sekcji Katolickiej Młodzieży Włoskiej, Studenckiego Stowarzyszenia Nocnej Adoracji i Młodych Adoratorów Nocnych Św. Tarsycjusza.

“Radosny święty! Ci, którzy znali Piotra Jerzego, mogą zaświadczyć, że rzadko spotyka się człowieka tak tryskającego radością, jak on. Trudno było po jego odejściu zapomnieć ten przeraźliwie hałaśliwy śmiech – wyznają jego przyjaciele. Źródłem tego humoru była przede wszystkim wielka prawość jego charakteru i niezwykle czyste serce. Stale był z Bogiem. Taki człowiek nie może być smutny.”[5]

Znajomi mówili o nim “Fracassati”. Przezwisko to pochodzi od włoskiego słowa fracasso, które oznacza hałas. Jednym ze sposobów wyrażania radości był dla Piotra Jerzego śpiew. Miał on donośny głos, jednakże… Oto, co mówi o jego śpiewie jeden z przyjaciół: Bardzo lubił śpiewać, ale fałszował okropnie. Gdy ktoś w kościele zwrócił mu uwagę, że fałszuje, odpowiedział: “Trudno, ważne jest śpiewać”. Śpiewał za czterech wydzierając się tak, że musieliśmy zatykać uszy.

Pytasz czy jestem wesoły? A jakże mógłbym nim nie być, póki wiara daje mi siły? Zawsze wesoły. Smutek powinien być wygnany z dusz katolików. Cierpienie nie jest smutkiem, który jest najgorszą ze wszystkich chorób. Ta choroba wynika zawsze z niewiary. Cel jednak, dla którego zostaliśmy stworzeni, sam wskazuje nam drogę usłaną wprawdzie cierniami, lecz bynajmniej nie smutną. Jest ona wesoła, nawet w cierpieniu” (List do siostry, 14 luty 1925)

——————————————————————————————————————————————————

“Pytasz czy jestem wesoły? A jakże mógłbym nim nie być, póki wiara daje mi siły?”

„Ja mogę tylko dziękować w każdym momencie Bogu, że dał mi takich rodziców, nauczycieli, wszystkich przyjaciół, którzy niezmiennie prowadzili mnie wielką drogą do Wiary. Pomyśl, co by to było, gdybym w okresie takiego kryzysu duchowego nie miał łaski Wiary; nie byłoby warto żyć ani chwili dłużej i może tylko śmierć zdołałaby ukoić wszelkie ludzkie cierpienie.

Natomiast dla człowieka, który wierzy, sprzeczności życia nie są źródłem rozpaczy, lecz służą poprawie i są mocnym wezwaniem, abyśmy znowu weszli na drogę, z której może chwilowo zeszliśmy.” (List do Izydora Boniniego, 6 marca 1925)

Potrafił w wyjątkowy sposób łączyć radość życia, temperament pełen humoru i tryskający energią ze skupieniem i wyciszeniem jakie osiągał podczas modlitwy. Był młodym człowiekiem, duszą towarzystwa, wprowadzał wiele radości w miejsca w których się pojawiał.


W czasie studiów wraz z gronem przyjaciół Piotr Jerzy założył grupę pod żartobliwą nazwą: Towarzystwo Ciemnych Typów (Societa dei Tipi Loschi). Główna i jedyna jego sekcja nosiła nazwę Terror, a sam Pier Giorgio przyjął przydomek Robespierre. Działania sekcji polegały głównie na wymyślaniu różnych niewinnych kawałów. Nie miało ono jednak tylko charakteru żartobliwego. Charakteryzował je także związek wzajemnej pomocy duchowej.

Jego dewiza brzmiała: „Nieliczni, ale dobrzy jak makaron”. Piotr Jerzy wykorzystywał wspólne wyprawy górskie do apostolatu wiary np. poprzez wspólne odmawianie różańca. Członków grupy łączyła szczególna więź wyrażana także listach, w których Piotr Jerzy często prosił o modlitwę i obiecywał że również będzie w modlitwach pamiętał o swoich przyjaciołach.


Poniżej zamieszczone zostały główne założenia Towarzystwa:

Societa dei Tipi Loschi (STL) – Towarzystwo Ciemnych Typów zwane także Terrorem (Ciemne Typy)

 

Przemysł Turystyczno – Alpinistyczny i temu podobny z kapitałem przelanym, tak przelanym, że już go nie ma.

Założyciele: Pier Giorgio Frassati i Marco Beltramo

Data i miejsce założenia: 18 maja 1924, Pian del Mussa (1750 m). Początkiem, „nową erą”, od której Towarzystwo będzie liczyło lata, miesiące i dni, jest wcześniejsza, tajemnicza data 28 kwietnia.

Członkowie: Lestofanti i Lestofantesche – Draby i Drabinki zwani także współobywatelami

Proklamacje, czyli opisy wspinaczek i wycieczek rozsyłane do nieobecnych „współobywateli”.

Salwy artyleryjskie bum, bum, bum na powitanie, a okrzyk: Terror omnia vincit – Terror wszystko zwyciężana pożegnanie

Motto: percussus elevor, contusus gaudeo – upadki podnoszę mnie, potłuczony raduję się.

STATUT

  1. Założone Towarzystwo “Ciemnych Typów” składa się ze wspólników i wspólniczek, podzielonych na dwie grupy: drabów i drabinek.
  2. Władzami Towarzystwa są: zgromadzenie ogólne, prezes, kierownik wycieczek itp, sekretarz i jeden “leć – przyleć”.
  3. Aby zostać przyjętym jako drab(-inka), trzeba złożyć podanie do drabów – założycieli i zostać zatwierdzonym przez zgromadzenie ogólne.
  4. Dewizą Towarzystwa jest: pochi ma buoni come i maccheroni – niewielu, ale dobrych jak makaron (włoski) …
  5. Jest absolutnie zakazane wszystkim drabom i drabinkom przynoszenie psów, a szczególnie mongreńskiej rasy, zabronione jest także wprowadzanie pieprzu itp. owadów.[6]

——————————————————————————————————————————————————-

“Verso l’alto – zawsze w górę”

Był chłopakiem silnym, zdrowym i wysportowanym. Jego największą pasją były góry. Wraz z przyjaciółmi często wyruszał na alpejskie szlaki. Była to dla niego radość, ale także szkołą charakteru. W swoich listach pisał:

“Pragnąłbym, o ile moje studia pozwolą na to, spędzać całe dnie w górach, podziwiając w ich czystym powietrzu wielkość Stwórcy. (…) Coraz częściej pragnę wspinać się po górach, zdobywać najgroźniejsze szczyty, odczuwać tę czystą radość, którą góry tylko dają. (…) Wspinaczki alpejskie mają w sobie tę dziwną magię, że powtarzane tyle razy i tak do siebie podobne nigdy się nie nudzą, jak nigdy się nie nudzi powracająca wiosna, ale napełniają duszę żywą radością i niewymownym upodobaniem. (…) Dziękuję Ci, Boże, że dałeś mi poznać góry. Dziękuję wam góry, że dałyście mi poznać Boga. (…)Góry, góry, góry…kocham was.”

Zarówno w życiu duchowym, jak i w życiu świeckim dewizą Piotra Jerzego było „Verso l’alto”- „zawsze do góry”, „zawsze na szczyty”. Góry były dla niego symbolem tej nieustannej wędrówki wzwyż – ku Bogu.

Ze wspomnień przyjaciół Piotra:„Kiedy się zatrzymywaliśmy na krótki odpoczynek, Piotr Jerzy porównywał naszą trudną drogę do wznoszenia się w wierze: ‘Im wyżej dotrzemy, tym wyraźniej usłyszymy głos Chrystusa”

Kochał góry już od dzieciństwa. W wieku ośmiu lat razem z mamą brał udział w wyprawie na Schwarzesee. Jest to trasa dziewięciogodzinnego marszu, na wysokość 3 324 m wysokości.  Jako młody chłopak wspinał się m.in. na Mucrone (2 335m), wchodził najtrudniejszą ścianą na Gran Tournalin (3 379 m), zdobył także Chateau des Dames. Z przyjaciółmi wszedł na góry Ciamarella (3 969 m) i Grivola.


Piotr Jerzy kochał góry, jednocześnie znał dobrze środowisko młodych ludzi i wiedział, że wiele rzeczy może ich oddalić od Boga. Robił więc wszystko, żeby jego koledzy i koleżanki dobrze wykorzystali dzień wolny od pracy czy nauki. W tym właśnie celu organizował górskie wyprawy, w czasie których dbał o udział w niedzielnej Mszy świętej, modlitwę na górskim szlaku lub w schronisku, w którym zatrzymywali się na nocny wypoczynek. Góry stały się dla niego również środkiem apostolstwa.

“Wybierając się na jedną z górskich wypraw Piotr Jerzy wpadł na peron objuczony sprzętem narciarskim w ostatniej chwili, kiedy pociąg już ruszał. Towarzysze Piotra zwątpili już w Jego  przybycie. A on prosto i bardzo radośnie wytłumaczył im, że spotkał na drodze do dworca otwarty kościół, w którym odbywało się wystawienie Najświętszego Sakramentu i nie mógł sobie odmówić odprawienia godzinnej adoracji. Taki był jego radykalizm!”[7]


Kiedyś wybierając się na kolejną górską wyprawę wzięli ze sobą potrzebującego chłopaka, który chciał zarobić pieniądze niosąc ich bagaże. Chłopak jednak nie miał odpowiedniego sprzętu i obuwia, więc nie radził sobie z trasą którą pokonywali. Piotr Jerzy widząc to najpierw pomógł mu nieść rzeczy, a w końcu wniósł go na górę na własnych plecach.

——————————————————————————————————————————————————-

“Modlitwa – Działanie – Ofiara – te trzy słowa streszczają cały olbrzymi plan

“Piotr Jerzy od dziecka wykazywał wrażliwość na ludzką nędzę. Oddawał biedakom swoje oszczędności, zatrzymywał ich, by dać im coś do jedzenia. Jako mały chłopiec oddał kobiecie z bosym dzieckiem swoje buty i pończochy. Po czym szybko zamknął drzwi domu, aby nikt z rodziny nie zorientował się co zrobił i nie zdążył zaprotestować. Teraz więc, jako młodzieniec, co tydzień obładowany paczkami z żywnością i lekarstwami wędrował do najbiedniejszych dzielnic Turynu, by ich mieszkańcom nieść pomoc. Jednak dawał nie tylko najpotrzebniejsze produkty, lecz także swój uśmiech, radę, zainteresowanie.”[7]

Często zdarzało się, że wracał do domu bez płaszcza czy butów. Oddawał je jakiemuś potrzebującemu. Chodził z pustymi kieszeniami, bez pieniędzy, ponieważ wszystkie które otrzymywał od razu oddawał biednym. Nie jeździł autobusami, w pociągu podróżował trzecią klasą, mówiąc, że czwartej już nie ma, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczał na pomoc innym. Jego działań nie rozumiała jego rodzina. Nie wiedzieli dlaczego wraca tak późno do domu, bez części ubioru i pieniędzy. Traktowali to jako wyraz jego ignorancji.

Biedni, którym pomagał Piotr Jerzy nie znali jego prawdziwego imienia. Posługiwali się określeniem “dobry Pan”. On sam nie chciał się wyróżniać, nie chciał aby wiedziano z jakiej rodziny pochodzi. Gdy przywoził potrzebne rzeczy samochodem ojca, parkował kilka ulic dalej, aby nie obnosić się swoim pochodzeniem.


W “La Stampie” ukazywały się ogłoszenia z prośbą o zatrudnienie, które podsyłał pracownikom gazety do druku Pier Giorgio w imieniu swoich ubogich przyjaciół. Wiele osób dziwiło się, że ten przystojny chłopiec z bogatej rodziny zajmuje się taką działalnością, on zaś odpowiadał im: “Jezus przychodzi do mnie w Komunii św. każdego dnia, a ja odwdzięczam Mu się za to w dostępny mi, skromny sposób odwiedzając Jego biedaków.”[8]


Ze świadectwa Italii Nebbi:

„Po śmierci Pier Giorgia przyszła do mnie pani C. i łkając powiedziała, że zabrakło jej najsilniejszej podpory. Opowiadała, ile ten chłopak uczynił dla niej: jak dzięki niemu mgła pozostać dłużej w szpitalu po urodzeniu dziecka, jak zajął się jej przewiezieniem do domu, jak był chrzestnym ojcem jej dziecka i przyniósł ubranko do chrztu. Gdy jej mąż, który bardzo pił, miał wyjść z więzienia, Pier Georgio poszedł i czekał na niego, a potem zaprowadził go do takiej fabryki, w której nic nie pytali się o opinię. O to, czym był Pier Georgio dla biednych.”


Ze świadectwa Carlo Florio:

„Chodziłem na zebrania Konferencji świętego Wincentego bardziej przez tradycję rodzinną niż z przekonania. Pier Giorgio musiał to wyczuć i sam nauczył mnie czynnego miłosierdzia. Co prawda, nie ukrywałem przed nim oporów i bezradności. Pytałem go na przykład, jak on robi, żeby wchodzić radośnie do domu, w którym wita człowieka smrodliwy zapach. „Jak potrafisz przezwyciężyć wstręt? – A on odpowiedział mi: -Przede wszystkim nie zapominaj nigdy, że nawet jeśli dom jest brudny, wchodząc tam przybliżasz się do Chrystusa. Pamiętaj, co powiedział Pan:

<Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili>. – I mówił

dalej: – Widzę wokół chorego nieszczęśliwego nędzarza szczególne światło, którego my nie mamy.”

——————————————————————————————————————————————————-

“Puste słowa zastępuję modlitwami.”

Modlitwa była nieodłączną częścią dnia Piotra Jerzego. Rano wymykał się na Mszę świętą, codziennie odmawiał różaniec. Uczestniczył też często w nocnych adoracjach Najświętszego Sakramentu. Traktował je w dość ciekawy, charakterystyczny dla siebie sposób. Twierdził, że jeżeli nad dawnymi królami czuwały zawsze nocne straże, to Chrystus jako Król królów tym bardziej powinien mieć swoich strażników.

Często podczas górskich wycieczek na szlaku rozpoczynał odmawiać różaniec, zapraszając swoich towarzyszy aby włączyli się do modlitwy. Potrafił bardzo szybko przejść za nastroju pełnego śmiechu do powagi i wyciszenia, aby się pomodlić. Wiele razy w górskich schroniskach uciszał nagle hałas, który sam przedtem rozpętał, intonując – swoim potężnym, choć nie bardzo melodyjnym głosem – różaniec, do którego przyłączali się także inni, nie należący do towarzystwa.[9]


 

Spędzając wakacje w Pollone codziennie chodził na Mszę świętą do oddalonego kilkanaście kilometrów sanktuarium w Orropie. Wstawał wcześnie rano, gdy wszyscy jeszcze spali, aby nie niepokoić mamy, która obawiała się, że jej syn stanie się bigotem. Budził go zaprzyjaźniony ogrodnik pociągając za sznurek przywiązany do nogi nocnego stolika w pokoju Piotra Jerzego. Jednak pewnego razu stolik wywrócił się, a hałas obudził wszystkich domowników. Od tego czasu Piotr Jerzy przywiązywał sznurek do własnej nogi, aby móc rano się obudzić.


Sam pisał o tym jak ważna jest modlitwa: „Na nas katolikach, a szczególnie na studentach ciąży obowiązek kształtowania siebie samych. W tym celu potrzeba nam wiele: trzeba nieustannej modlitwy, trzeba organizacji i dyscypliny, abyśmy w danej chwili byli gotowi do czynu, a wreszcie trzeba ofiary z naszych własnych uczuć i nas samych, bez tego bowiem nie osiągniemy celu.”


Ze świadectwa Antoniego Cairoli:

“Pewnego razu byliśmy na wakacjach z przyjaciółmi. Wróciłem późno i starałem się zachowywać jak najciszej, aby go nie obudzić, ale bezskutecznie. Kiedy go przeprosiłem, powiedział: „Nie ma za co, dobrze zrobiłeś, bo zapomniałem odmówić Różaniec. Zmówimy go razem.” Wyszedł z pościeli, ukląkł i obydwaj zaczęliśmy się modlić. Podziwiałem jego apostolską delikatność i troskę, żeby mieć pewność, że się pomodlę, odmówił drugi Różaniec.”

——————————————————————————————————————————————————-

“Całą duszą zachęcam was byście możliwie najczęściej przystępowali do Stołu Pańskiego.”

Był człowiekiem modlitwy, gdyż modlił się stale, długo i wszędzie. Szczególnie dużo czasu spędzał na nocnym czuwaniu przed Najświętszym Sakramentem. Po całym dniu obowiązków potrafił jeszcze klęczeć całą noc na adoracji, czerpiąc z tego wielką radość. Codziennie przystępował też do Komunii Świętej.

Pisał do swoich przyjaciół: „Spożywajcie ten chleb anielski, a znajdziecie w nim siłę do staczania walk wewnętrznych, walki z namiętnościami i wszelkiego rodzaju przeciwnościami, gdyż Jezus Chrystus przyrzekł tym, którzy karmią się Najświętszą Eucharystią żywot wieczny i łaskę niezbędną dla jego dostąpienia. A kiedy ów płomień eucharystyczny zupełnie was pochłonie, będziecie mogli z całą świadomością podziękować Bogu, który powołał was, abyście Mu służyli, i  radować się będziecie spokojem, jakiego nigdy nie zaznali ci, którzy są szczęśliwi w oczach świata, gdyż prawdziwej szczęśliwości nie stanowią rozrywki światowe ani rzeczy ziemskie, ale spokój sumienia, dany nam tylko wtedy, jeśli czyste są nasze serca i umysły.”

Już jako młody chłopiec prosił mamę o pozwolenie, aby móc przystępować codziennie do Komunii Świętej. Mama obawiała się, że stanie się to bezmyślnym nawykiem, więc sprzeciwiała się temu. Potrzeba było czterech dni na przekonanie jej. Aż w końcu wszedł do swojego kierownika duchowego krzycząc: “Ojcze, wygrałem!”.


Ze świadectwa Emilii Zanzi:

„Wielokrotnie widziałam go na uczcie Eucharystycznej, jakby nie był człowiekiem, naprawdę całkowicie pragnącego Jezusa. Ten zdrowy, silny, opalony chłopak, o oczach jasnych jak czysta woda, na uczcie życia był niesamowicie piękny.”


Ze świadectwa Marii Antoniny Martiny Moriondo:

„Widziałam Pier Giorgia, jak przystępował do komunii w kościele Crocetta. W tych czasach ludzie wracający na swoje miejsce po przyjęciu komunii mieli przeważnie taki wygląd, jakby nie chcieli, żeby ich widziano: On natomiast spoglądał na otoczenie z całym spokojem, jak brat patrzy z dobrocią na brata. Doznałam wtedy wrażenia, jakbym widziała kogoś, kto rozmawiał bezpośrednio z Bogiem, i powiedziałam sobie: ten chłopiec musi mieć bardzo silną wiarę, a tak głębokie przekonanie bardzo rzadko można spotkać na świecie. Jego oczy śmiały się, były promienne, czuło się, iż widzi coś więcej niż my wszyscy. Patrzył na kapłana podającego mu Hostię wzrokiem dziecka, które ufnie oczekuje wszystkiego od osoby, którą ma przed sobą.”

——————————————————————————————————————————————————-

“Jestem chrześcijaninem”

Jasno wyrażał swoje poglądy, bronił swoich przekonań. Był w tym bardzo czytelny. Często na górskim szlaku czy w pociągu rozpoczynał odmawianie różańca. Nie wstydził się nawet tego, że fałszuje, a śpiewał nawet jeszcze głośniej wiedząc, że czyni to na chwałę Boga.


 

Ze świadectwa O. Pietro Righini, jezuity:

„Nie zapomnę nigdy wzruszenia, jakiego doznałem, kiedy spotkawszy mnie na jednej z ulic Piotr Jerzy powitał mnie serdecznie i powiedział, że idzie do kościoła, aby przystąpić do komunii, a skoro mnie akurat spotkał, rad byłby się wyspowiadać. Powiedziałem na to, że jesteśmy tuż obok kościoła Świętych Męczenników, więc jego życzenie łatwo da się spełnić. „Nie, nie trzeba – odpowiedział spokojnie – mogę się wyspowiadać i tu, na ulicy.” Zdjął kapelusz, przeżegnał się szerokim znakiem krzyża i zaczął swoją spowiedź. Nigdy w życiu nie zdarzyło mi się coś takiego… Kiedy miałem mu udzielić rozgrzeszenia, rzuciłem okiem dookoła, czy nikt nas nie widzi, a on zadowolony i szczęśliwy pocałował mnie w rękę i spiesznie odszedł. Och, gdybyśmy mieli więcej takich chrześcijan, którzy szukają Boga! Miał tak niezachwianą pewność swoich chrześcijańskich obowiązków, że nigdy się nie zastanawiał, co powiedzą ludzie, troszczył się jedynie o to, co może powiedzieć Bóg.”

Piotr miał też swoje wątpliwości, jednak wszystko co przeżywał zawierzał Bogu.


W liście do swojego przyjaciela Izydora Boniniego, tak pisze: “Gdy siedzę nad książkami ciągle zadaję sobie pytanie, czy będę nadal starał się o to, aby kroczyć dobrą drogą? Czy dane mi będzie wytrwać, aż do końca? W tym kłębowisku wątpliwości Wiara, jaką na chrzcie otrzymałem, szepcze do mnie spokojnym głosem: „własnymi siłami niczego nie dokonasz, ale jeśli Bóg będzie ośrodkiem Twojego działania, to wytrwasz i dojdziesz do celu”. Pragnąłbym sprostać temu wezwaniu, przyjmując jako dewizę słowa św. Augustyna: „Panie, niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie.”


Ze świadectwa ks. Aleksandra Roccati:

„Jednego dnia, po Komunii św., którą przyjmował codziennie, a potem jako dziękczynienie odmawiał różaniec, spiesząc się wyszedł z kościoła jeszcze z Różańcem w ręku. Gdy schodził po schodach jeden z jego towarzyszy widząc go powiedział: „Pier Georgio, stajesz się bigotem” „Nie – odpowiedział – jestem chrześcijaninem”


Ze świadectwa ks. Jana Barberis:

„Do parafii Matki Bożej Pokoju. Co miesiąc przyprowadzał do spowiedzi ubogich, którymi się opiekował, a w dzień później do Komunii  świętej i wraz z nimi przystępował do tych sakramentów. Odmawiał na głos, by wszyscy słyszeli, modlitwy przygotowujące i modlitwy dziękczynne. Wzruszający był widok tego młodzieńca, za którym szło zawsze tyle rodzin, trzydzieści, czterdzieści osób.”

——————————————————————————————————————————————————-

“Bardzo roztropnie jest, żeby się w każdym dniu gotować na śmierć w tym właśnie dniu.”

Piotr Jerzy zmarł 4 lipca 1925 roku mając zaledwie 24 lata. Był wtedy tuż przed zakończeniem egzaminów i ukończeniem studiów. Zaraził się chorobą Heinego Medina od biednych którym pomagał. Poczuł się źle w dniu swoich imienin – 29 czerwca. Był to czas gdy ciężko chorowała jego babcia. Rodzina nie zauważyła więc postępującej choroby. On sam nie chciał nikomu sprawiać kłopotu swoją chorobą i starał się pomimo wszystko wypełniać swoje obowiązki. Dopiero czwartego dnia z powodu postępującej choroby musiał pozostać w domu. Diagnoza lekarska postawiona została zbyt późno i przywieziona surowica nie przyniosła efektów. Jego śmierć była zaskoczeniem dla rodziny, która pogłębiona była jeszcze w żalu po śmierci babci.

Piotr Jerzy i w przeddzień swojej śmierci pamiętał o swoich podopiecznych. Na wpół sparaliżowany ręką kreśli polecenie dla kolegi: „ To są zastrzyki dla Conversa, a kwit z lombardu jest Samppy, zapomniałem o nim, odnów go na mój rachunek. „ Dzielił się z innymi wszystkim i do końca.

Dopiero śmierć Piotra Jerzego pozwoliła dostrzec jego rodzicom kim naprawdę był, zaczynała objawiać jego wielkość. Do domu rodzinnego przychodziło wiele obcych dla jego rodziny osób, aby pożegnać swojego przyjaciela.  W dniu pogrzebu – 6 lipca na ulice Turynu wyszły tłumy ludzi – biedni i bogaci. Byli to przyjaciele Piotr Jerzego, potrzebujący którym pomagał, politycy, ale także Ci którzy nie znali go osobiście, a słyszeli o tym co robił.

Jego siostra w ten sposób opisuje chwile pogrzebu: “Kiedy Pier Giorgio po raz ostatni opuszczał dom między dwoma szpalerami ludzi klęczących na ulicy i chodnikach, jakby w odwecie za swoją wieczną pokorę zmarły przemówił, jak może przemawiać święty obraz niesiony w procesji. (…) Jakiś niewidomy chciał koniecznie dotknąć trumny, ktoś inny protestował, chciał być najbliżej swojego dobroczyńcy.”[10]


Proces beatyfikacyjny rozpoczęto w 1932 roku – siedem lat po śmierci. Ostatnim krokiem tego procesu było otwarcie trumny w 1981 roku. Zaskakującym był uśmiech na twarzy jak również niezmieniony wygląd. Piotr Jerzy został beatyfikowany przez papieża Jana Pawła II 20 maja 1990 roku na Placu św. Piotra w Rzymie.

Ogłoszony został patronem młodzieży, studentów, ludzi gór oraz Akcji Katolickiej. Papież nazwał wtedy Piotra Jerzego “człowiekiem ośmiu błogosławieństw”.

Papież Jan Paweł II na audiencji po beatyfikacji Piotra Jerzego Frassatiego powiedział: „Spoglądając na nowego Błogosławionego nie trudno zrozumieć, że tajemnica świętości jest naprawdę w zasięgu każdego człowieka”.

 

 

Piotr Jerzy jest również patronem Duszpasterstwa Akademickiego przy Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

 

Link do przemówienia, jakie wygłosił papież Jan Paweł II podczas beatyfikacji Piotra Jerzego: http://www.frassati.kuria.lublin.pl/opatronie_przempap.htm

Poniżej znajduje się link do strony o Piotrze Jerzym, jednym z umieszczonych tam filmów jest fragment z beatyfikacji: www.frassati.pijarzy.pl

 

[1] L. Frassati. Pier Giorgio Frassati. Człowiek ośmiu błogosławieństw. Kraków 2011

[2] http://www.frassati.pijarzy.pl/

[3] L. Frassati. Pier Giorgio Frassati. Człowiek ośmiu błogosławieństw. Kraków 2011 s. 133.

[4] Ruit hora – łac. czas pędzi

[5] T. Jankowska. Rekolekcje z…bł. Piotr Jerzy Frassati. Kraków 2002.

[6]http://www.frassati.pl/gory/ciemne_typy.html

[7] T. Jankowska. Rekolekcje z… bł. Piotr Jerzy Frassati. Kraków 2002.

[8] T. Jankowska. Rekolekcje z…bł. Piotr Jerzy Frassati. Kraków 2002.

[9] T. Jankowska. Rekolekcje z…bł. Piotr Jerzy Frassati. Kraków 2002.

[10] L. Frassati. Pier Giorgio Frassati. Człowiek ośmiu błogosławieństw. Kraków 2011 s.219.

Bibliografia na temat błogosławionego Piotra Jerzego Frassati

1. Cojazzi A., Piotr Jerzy Frassati, Kraków 1930.

2. By stał się naszym bratem, “Frassatianum”, Lublin 1997.

3. Frassati L., Mój brat Pier Giorgio, Warszawa 2008.

4. Frassati L., Pier Giorgio Frassati. Człowiek ośmiu błogosławieństw, Warszawa 1979.

5. Frassati L., Pier Giorgio Frassati, Warszawa 2011.

6. Frassati P. G.,  Listy do przyjaciół, Warszawa1995.

7. Jankowska T., Rekolekcje z… bł. Piotr Jerzy Frassati, Kraków 2002.

8. Jasnota Z., Pier Giorgio Frassati – przyjaciel młodzieży, Warszawa 1993.

9. Kubiak Z., Listy do przyjaciół, Warszawa 1995.

10. Nowik P., Chciałbym powędrować dalej, Lublin 2001.

11. Pier Giorgio Frassati. Człowiek ośmiu błogosławieństw, A. Tyc, E. Betlejewska, Rzym 1984.

12. Pietrzyk K., W radości i poświęceniu. Bł. Piotr Jerzy Frassati, Marki-Struga 1993.

13. Ryszkowska R., Klamut R., By stał się naszym bratem, Lublin 1997

14. Strzelecka K., Frassati, Warszawa 1989.

15. Szafrański A., Warzocha J., Młody Alpinista – bł. P. J. Frassati, Lublin 1993.

Duszpasterstwo Akademickie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego
 
ul. I. Radziszewskiego 7
20 - 039 Lublin